Skąd bierze się zabójcza skuteczność pigułki „dzień po”? W amerykańskiej ulotce ellaOne jest informacja, że tabletka ma działanie wczesnoporonne. W polskiej ulotce takiej wzmianki nie ma
Pigułka „dzień po” to środek wczesnoporonny. Nie jest to jednak wiedza powszechna. Porównując dwie ulotki – polską i amerykańską – dołączane do tych samych tabletek, można zauważyć, że w naszym kraju przemilczana jest istotna kwestia dotycząca mechanizmu ich działania. Czym różnią się instrukcje oraz jak naprawdę działają tabletki „dzień po”, wyjaśniła w komentarzu dla portalu Opoka.org prezes Stowarzyszenia Katolickich Farmaceutów Polskich, Małgorzata Prusak.
Substancją czynną w pigułce „dzień po” ellaOne, określanej jako środek „antykoncepcji awaryjnej” jest uliprystal. W dokumentacji, którą znaleźć możemy na stronie internetowej Europejskiej Agencji Leków, napisano, że zawierające tę substancje środki powodują: „blokowanie receptorów progesteronowych, hamowanie lub opóźnienie owulacji, zmiany w endometrium mogące wpływać na upośledzenie procesu implantacji embrionu”.
W dostępnej w Polsce ulotce dołączanej do tabletek ellaOne, a także w mediach, podawana jest jedynie informacja o tym, że preparat działa poprzez opóźnienie owulacji. Nie wspomina się przy tym o sposobie działania pigułki w przypadku przyjęcia go w dniu owulacji oraz dniu następnym, a także o ewentualnym poczęciu dziecka (w okresie pomiędzy zapłodnieniem a rozpoczęciem procesu implantacji). Pomimo nazwy, pigułkę „dzień po” przyjmuje się w ciągu pierwszych pięciu dni po stosunku płciowym, czyli nawet pięć dni od zapłodnienia. Środek jest skuteczny również wtedy, co oznacza, że ma jeszcze inne działanie, niż tylko zatrzymywanie owulacji.
Jak pokazują badania, owulacja nie zostaje zahamowana, ale opóźniona o pięć dni w średnio 59 proc. cykli, czyli w przypadku ponad 40 proc. cykli wystąpienie owulacji nie zostaje zakłócone. To oznacza z kolei, że zapłodnienie nadal jest możliwe. Ponadto – według naukowców – podanie specyfiku jeden lub dwa dni przed owulacją opóźnia uwolnienie komórki jajowej tylko w ośmiu proc. przypadków. To rodzi pytania o mechanizm, który powoduje, że lek jest skuteczny – jak się podaje – w 98 proc. przypadków.
Odpowiedzi na nie może dostarczyć fakt, iż wspomniany wcześniej uliprystal, stanowiący substancję czynną w pigułkach „dzień po”, hamuje działanie progesteronu – hormonu odgrywającego kluczową rolę w przygotowaniu macicy do implantacji oraz w samym procesie zagnieżdżenia nowo poczętego dziecka. Na podstawie badania z 2017 r. stwierdzono istnienie związku pomiędzy zastosowanie 30 mg uliprystalu (czyli dawki znajdującej się w jednej pigułce ellaOne) a „istotnymi zmianami w eksprecsji genów ważnych dla prawidłowego funkcjonowania błony śluzowej macicy i warunkujących jej podatność na implantację”.
Dziecko poczęte różni się od matki, jeśli chodzi o posiadane antygeny. Aby zarodek nie został odrzucony przez organizm kobiety, na powierzchni błony śluzowej macicy produkowane są białka immunosupresyjne, czyli hamujące proces wytwarzania przeciwciał i komórek odpornościowych. To właśnie dzięki nim, w momencie gdy zarodek ludzki dotrze do macicy, może się on zagnieździć bez ryzyka odrzucenia przez organizm matki, co pozwala na dalszy rozwój człowieka w okresie prenatalnym. Jeśli zatrzymane zostanie wydzielanie hormonu niezbędnego do wytwarzania białek immunosupresyjnych, nowo poczęte dziecko nie będzie mogło zagnieździć się w macicy. To zaś oznacza dla niego śmierć. To właśnie wczesnoporonne działanie pigułki „dzień po” jest przyczyną jej skuteczności, a nie – jak podaje polska ulotka dołączana do środka ellaOne – spowalnianie owulacji.
Warto zaznaczyć, że ulotka dołączana do pigułek „dzień po” w Stanach Zjednoczonych zawiera informacje o możliwym wczesnoporonnym działaniu specyfiku.
Artykuł, na podstawie którego powstał powyższy tekst, można znaleźć tutaj [tutaj].
opoka.org/radiomaryja.pl



