(fot. PAP)

Sikorski zwlekał z notą

„Nasz Dziennik” ujawnia

Szef MSZ przez wiele tygodni wstrzymywał notę, która informowała Rosjan o udziale prezydenta Lecha Kaczyńskiego w uroczystościach katyńskich

Witold Waszczykowski, były wiceminister spraw zagranicznych, ocenia, że ta strategia to tylko jeden z wielu przejawów dążenia do eliminacji prezydenta z polityki zagranicznej.
Przedstawiciele MSZ początkowo tylko zdawkowo informowali o możliwości wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego z okazji 70. rocznicy mordu katyńskiego. Według Dariusza Górczyńskiego, ówczesnego naczelnika Wydziału Federacji Rosyjskiej w Departamencie Wschodnim MSZ, 26 stycznia 2010 r. odbyło się spotkanie wiceministra spraw zagranicznych Andrzeja Kremera z wiceministrem spraw zagranicznych Rosji Władimirem Titowem. W trakcie rozmowy Kremer nie wykluczył, że na obchody rocznicowe do Katynia przybędą poza premierem inne polskie delegacje wysokiego szczebla. – W trakcie tych rozmów nie mówiono wprost o udziale prezydenta RP, ale moim zdaniem obie strony miały to na myśli – nie ma wątpliwości Górczyński. Już następnego dnia, czyli 27 stycznia 2010 r., z Kancelarii Prezydenta do MSZ wpłynęło podpisane przez ministra Mariusza Handzlika, a adresowane do Radosława Sikorskiego pismo, że prezydent planuje w kwietniu oddać hołd pomordowanym polskim oficerom w Katyniu.

Rekomenduję Moskwę
Choć w prokuraturze szef resortu spraw zagranicznych zastrzegł, jakoby nie trafiały do niego informacje o szczegółach organizacyjnych, to na kopii tego dokumentu, uzyskanej w toku śledztwa z MSZ, wykryto odręczną adnotację Sikorskiego z rekomendacją ewentualnego udziału prezydenta Lecha Kaczyńskiego… w defiladzie Dnia Zwycięstwa w Moskwie: „Proszę o proj. pisma rekom. Prezydentowi udział w uroczystościach 9 maja w M.”. Zgodnie z sugestią ministra Górczyński przygotował projekt odpowiedzi zachęcający prezydenta do wyboru Moskwy zamiast Katynia, jednak ostatecznie urzędnicy nie odważyli się tego pisma wysłać, oceniając je jako „niewłaściwe”.
Przesłuchany 13 czerwca 2012 r. Sikorski przekonywał, że kiedy tylko prezydent podjął decyzję o wylocie do Katynia, zarówno publicznie, jak i urzędowo zapewniał, że MSZ udzieli mu wszelkiej pomocy. Praska prokuratura okręgowa wykazała jednak, że już na etapie notyfikacji wizyty Lecha Kaczyńskiego MSZ zawiodło.

Projekt w szufladzie
Według resortu, pismo z 27 stycznia nie zostało potraktowane przez ministerstwo spraw zagranicznych jako podstawa do notyfikacji ze względu na to, że nie został w nim określony dokładny termin wizyty. Ale już 23 lutego w piśmie skierowanym do wiceministra Kremera szef kancelarii Władysław Stasiak konkretnie określił tę datę na 10 kwietnia – a mimo to nie było odzewu. Stosowna nota dla strony rosyjskiej nadal nie została wysłana, choć ją sporządzono. Kto i z jakiego powodu ją blokował?
– Nie wiem, dlaczego ta nota poszła tak późno. Nie było decyzji o wcześniejszym wysłaniu noty ze strony przełożonych. Projekt noty miałem przygotowany już wcześniej. Ulegał pewnym korektom i został przekazany clarisem do Ambasady RP w Moskwie – stwierdza Dariusz Górczyński. Szkoda, że prokurator nie dopytał go, kiedy konkretnie wstępny projekt był gotowy.
Jak zwracają uwagę świadkowie przesłuchiwani w wątku organizacyjnym, w przypadku innych wizyt zagranicznych prezydenta bezpośrednio po zapowiedzi jego udziału następowało notyfikowanie. Dlaczego tym razem było inaczej? W tym czasie strona rosyjska niepokoiła się już brakiem notyfikacji i poprzez ambasadę w Moskwie dopytywała, czy wcześniejsze wzmianki o planowanej podróży prezydenta należy rozumieć jako oficjalne powiadomienie. Sygnały w tej sprawie ambasador Jerzy Bahr przekazywał do MSZ. Całe zamieszanie opóźniało też przygotowania ze strony Kancelarii Prezydenta.

Interwencja Handzlika
15 marca 2010 r. minister Mariusz Handzlik w piśmie do Sikorskiego raz jeszcze potwierdził udział prezydenta w uroczystościach katyńskich i wystąpił o niezwłoczne notyfikowanie wizyty. Ostatecznie dopiero 16 marca MSZ skierowało do Ambasady RP w Moskwie claris nr 66 z treścią noty dyplomatycznej, w której informowano Rosjan, że prezydent RP będzie przewodniczył polskiej delegacji podczas obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Tego samego dnia ambasada zdołała przekazać notę do MSZ Federacji Rosyjskiej.
Z relacji Górczyńskiego wynika, że 17 marca na spotkaniu z wiceministrem Kremerem w Moskwie wiceminister Titow potwierdził otrzymanie noty i zapewnił, że prezydent Kaczyński „zostanie przyjęty w sposób godny głowy państwa”. Co ciekawe, 17 marca Mariusz Handzlik wysłał prośbę do Radosława Sikorskiego o udział w delegacji towarzyszącej prezydentowi. Następnego dnia nadeszła odpowiedź. Odmowna.

Zniechęcałem prezydenta
Na niedawnym posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych pytany o organizację wizyty Sikorski przyznał bez ogródek, że zniechęcał prezydenta Kaczyńskiego do odwiedzenia Katynia w kwietniu 2010 roku.
Problem statusu i nieokreślonego charakteru wizyty prezydenta istniał do samego końca, przyznaje ambasador Jerzy Bahr. – Rodziło to wątpliwości, na ile zaangażowane będą rosyjskie władze centralne w obie uroczystości – zauważa.
Były wiceminister MSZ Witold Waszczykowski stwierdza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że opóźnianie tej noty nie było incydentalnym przypadkiem. W jego ocenie, Sikorski chciał zablokować kolejną inicjatywę prezydencką. – Ten rząd doszedł do władzy z hasłem wyeliminowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego z polityki zagranicznej. Już na samym początku zaczęły się problemy, jak w kwestii wycofania wojsk z Iraku. Ponieważ prezydent nie dowierzał, że sprawa została zakończona, to chciał, aby do Iraku pojechał Władysław Stasiak z gen. Romanem Polką zobaczyć, jak to faktycznie wygląda – relacjonuje Waszczykowski. – Sikorski przez wiele tygodni blokował ich wizytę do tego stopnia, że zakazał placówce w Bagdadzie organizowania jakichkolwiek spotkań z ich udziałem – podkreśla. – Takie traktowanie dotykało wszystkich po kolei urzędników Kancelarii Prezydenta, w tym mnie. Kiedy prezydent wysyłał mnie za granicę, to Sikorski odmawiał mi paszportu dyplomatycznego, nakazywał placówkom dyplomatycznym, np. w USA, żeby mnie nie obsługiwały – wskazuje nasz rozmówca. – To nie jest incydent, to nie jest nic nienaturalnego w jego zachowaniu, on po prostu od początku tak działał – mówi o perturbacjach z notą Waszczykowski. Czym kierował się szef MSZ? – Sikorski jednostronnie interpretował wykładnię Trybunału Konstytucyjnego, która mówiła o tym, że oba ośrodki powinny współdziałać, on to czytał w ten sposób, iż ośrodek prezydencki miał obowiązek współdziałania z rządem, na zasadzie licencjonowania – ocenia. – MSZ próbowało pisać tezy do rozmów prezydentowi, wnioski, jakieś ramy nakładać, z czym może wystąpić – przypomina polityk.
Minister jak zwykle nie ma sobie nic do zarzucenia. – Sikorski do dzisiaj twierdzi, że to prezydent złamał Konstytucję, ale nie ma prawa oceniać prezydenta, który jest wybierany w głosowaniu powszechnym, ma największy mandat polityczny. W ogóle nie ma możliwości, żeby minister spraw zagranicznych go oceniał, bo nie jest mu równy statusem politycznym – podkreśla Witold Waszczykowski.

drukuj