fot. flickr.com

Sankcje USA wobec trzech tureckich ministrów

Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na trzech tureckich ministrów. To pokłosie ofensywy tureckiego wojska w północno-wschodniej Syrii.

Turecka ofensywa w północno-wschodniej Syrii rozpoczęła się w minioną środę. Atak wymierzony jest w siły kurdyjskich Ludowych Jednostek Samoobrony, które Ankara uważa za terrorystów. Giną jednak także kurdyjscy cywile.

– Niezależnie od zagrożeń i nacisków jesteśmy zdeterminowani, aby kontynuować tę operację do końca. Mówię jasno, absolutnie skończymy pracę, którą rozpoczęliśmy – mówił Recep Tayyip Erdoğan, turecki prezydent.

W związku z turecką ofensywą, Kurdowie zawarli porozumienie z syryjskim rządem, który wysłał przeciwko Turkom swoją armię.

– Kluczowa jest tutaj kwestia nie tylko potencjałów, ale też determinacji. Wydaje się, że Turcja może być zadowolona z faktu, że utrzyma pewien skrawek terytorium i przystąpi do rokowań z rządem syryjskim, których pierwszym punktem będzie likwidacja autonomicznych struktur kurdyjskich w północnej Syrii – powiedział dr Łukasz Fyderek z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Społeczność międzynarodowa krytykuje działania Turcji. Prezydent USA Donald Trump nałożył sankcje na trzech tureckich ministrów: energii, obrony i spraw wewnętrznych.

– Prezydent Erdogan wyciągnął rękę i poprosił o telefon. Prezydent Trump bardzo wyraźnie poinformował go, że Stany Zjednoczone Ameryki chcą, aby Turcja powstrzymała inwazję. Wdrożyła natychmiastowe zawieszenie broni i rozpoczęła negocjacje z siłami kurdyjskimi w Syrii, aby położyć kres przemocy. Prezydent Trump powtórzył swoją ofertę mediacji i arbitrażu w negocjacjach między syryjskimi siłami obronnymi a tureckim wojskiem – oznajmił wiceprezydent USA Mike Pence.

Sankcje niczego jednak nie zmienią – podkreślił dr Łukasz Fyderek z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– To jest działanie, które będzie miało tylko jeden skutek: dalsze pogorszenie stosunków turecko-amerykańskich. Prezydent Erdogan nie może pokazać słabości, że się ugina pod takimi sankcjami, tym bardziej, że te sankcje nie mają obiektywnie bardzo dużego znaczenia – akcentował ekspert.

Działania tureckich władz krytykuje także Unia Europejska.

– Jedną z natychmiastowych konsekwencji tych aktywności militarnych w północno-wschodniej Syrii może być to, że Daesh złapie drugi oddech na tych terytoriach. To ogromnie nas niepokoi. To bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa nie tylko UE, ale przede wszystkim regionu. Chcemy, żeby zajęła się tym globalna koalicja przeciw Daesh – powiedziała Federica Mogherini, wysoki przedstawiciel UE ds. zagranicznych.

Europejscy ministrowie spraw zagranicznych wezwali Turcję do zaprzestania działań w północno-wschodniej Syrii i wycofania sił z tego regionu.

– Działania Turcji zostały potępione przez ministrów. Liczymy na zachowanie pokoju, który może być wynegocjowany jedynie pod auspicjami ONZ. To jest główny postulat. Jest duże zaniepokojenie sytuacją humanitarną. UE nie będzie udzielać pomocy na terenach, gdzie prawo jest łamane – zaznaczył minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

Pod znakiem zapytania stoi natomiast sprzedaż Ankarze borni.

– Te kwestie będą dalej w grupie roboczej analizowane. Należy wziąć pod uwagę stanowisko NATO i fakt, że Turcja jest członkiem NATO – dodał szef polskiej dyplomacji.

Kraje Wspólnoty mają decydować same.

– Mamy wspólne stanowisko w sprawie kontroli eksportu broni. Wszystkie państwa członkowskie zobowiązały się, aby zastosować te ramy do ich eksportu broni do Turcji – podsumowała szefowa unijnej dyplomacji.

Swój eksport broni do Turcji wstrzymały już m.in. Czechy.

 

TV Trwam News

drukuj