fot. twitter.com

Sąd ponownie rozpozna wniosek o wysokie odszkodowanie za działalność na rzecz niepodległej Polski

Sąd Okręgowy w Suwałkach będzie musiał jeszcze raz zająć się wnioskiem o ponad 11 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia za represje związane z działalnością na rzecz niepodległej Polski. W czwartek Sąd Apelacyjny w Białymstoku uchylił oddalenie tego wniosku i sprawę zwrócił do ponownego rozpoznania.

Wniosek złożyły dwie córki nieżyjącej już Marii Dragun, które żądają 1,2 mln odszkodowania i 10 mln zadośćuczynienia za krzywdę doznaną przez ich matkę na skutek represji ze strony radzieckich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości w okresie od grudnia 1944 r. do stycznia 1955 r.

Chodzi m.in. o zesłanie na Syberię. Według rodziny, Maria Dragun w trakcie II wojny światowej działała w wileńskim okręgu Armii Krajowej. Po przeszkoleniu została łączniczką w stopniu kaprala, posługiwała się pseudonimem „Marta”. Kobieta została zatrzymana przez Sowietów w grudniu 1944 roku; była osadzona najpierw w zakładach karnych na terenie obecnej Białorusi, a potem ostatecznie została przewieziona w głąb Związku Radzieckiego – do Workuty, 160 km na północ od koła podbiegunowego. Kobieta odzyskała wolność po ponad 10 latach. Zmarła w 1987 r. w wieku 61 lat.

W styczniu suwalski sąd okręgowy powództwo uznał za niezasadne i wniosek oddalił. Wskazywał wtedy, że wniosek o odszkodowanie i zadośćuczynienie, złożony na podstawie przepisów ustawy z 1991 roku o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, wymaga wykazania, że represje były następstwem właśnie takiej niepodległościowej działalności.

I ocenił, że w tej sprawie takich dowodów zabrakło poza wskazującymi, że w grudniu 1944 roku matka wnioskodawczyń została jako 18-latka aresztowana „w związku z niepodległościową działalnością na rzecz Białorusi” i ostatecznie wywieziona na Syberię.

Apelację złożył ich pełnomocnik, chciał uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do ponownego rozpoznania. I Sąd Apelacyjny w Białymstoku odwołanie to uwzględnił i oddalenie wniosku uchylił; sąd w Suwałkach będzie musiał zająć się nim jeszcze raz.

Jak przyznała w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Alina Kamińska, w obecnym stanie sprawy nie da się definitywnie wypowiedzieć w spornej kwestii, tzn. czy wniosek jest zasadny, czy też nie. Zaznaczyła, że to materia „wyjątkowo trudna”.

„Sprawy związane z represją obywateli polskich przez władze radzieckie, wymagają rozwagi ze strony sądu, rzetelności i wiedzy historycznej” – mówiła sędzia.

Sąd apelacyjny stanął na stanowisku, że co prawda w przypadku roszczeń odszkodowawczych ciężar dowodów spoczywa na stronie wnioskującej, ale w odniesieniu do kwestii dotyczących faktu samej działalności niepodległościowej, „sąd powinien dołożyć wszelkiej staranności w dojściu do prawdy materialnej”. I wytknął sądowi okręgowemu, że „absolutnie zignorował wszelkie dowody, które powinny być przeprowadzone w tej sprawie i w ogóle nie odniósł się do dowodów, które zostały przeprowadzone”.

Sędzia Alina Kamińska zwróciła uwagę, że znany jest np. pseudonim i stopień wojskowy Marii Dragun, data urodzenia i miejsce zamieszkania. Jak mówiła, w tej sytuacji rolą sądu było dołożenie wszelkich starań, zwrócenie się do wszelkich możliwych instytucji by ustalić, czy ta osoba działała w strukturach Armii Krajowej.

Sędzia mówiła też, że ruch partyzancki na Wileńszczyźnie w latach 1944-45 był podzielony, często kryterium przynależności do konkretnego oddziału podziemia były kwestie ideologiczne czy narodowe, choćby związane z nacjonalizmem białoruskim.

„Wszystkie te rzeczy muszą być, przy ponownym rozpoznaniu sprawy, szczegółowo przeanalizowane” – podkreślała sędzia Alina Kamińska.

Wskazywała na konieczność zasięgnięcia informacji m.in. z IPN, a potem kwerendy historycznej dotyczącej działalności AK na Wileńszczyźnie.

„Jak była traktowana ludność narodowości polskiej, jakim represjom ze strony władz radzieckich była poddawana” – dodała sędzia zaznaczając, że dopiero kompleksowa ocena tak zgromadzonych dowodów pozwoli na ustalenie, czy skazanie matki wnioskodawczyń nastąpiło rzeczywiście za niepodległościową działalność na rzecz Białorusi, czy też było fikcją wytworzoną na potrzeby tamtego postępowania, a faktycznie spotkały ją represje w związku z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego.

PAP

drukuj