fot. PAP/EPA

Rządowy zespół ds. energetyki o gazociągu Jamał II

Na dziś zaplanowano posiedzenie rządowego zespołu ds. energetyki. Ma on wyciągać „systemowe wnioski” z zamieszania wokół podpisania memorandum dotyczącego oceny realizacji nowego gazociągu Jamał II.

Wicepremier Janusz Piechociński powiedział, że pierwszym punktem posiedzenia będą dotyczyły sformułowania wniosków systemowych z zamieszania gazowego. Politycy będą debatować o tym, jak usprawnić instytucjonalne współdziałanie w wymiarze polityki, a także pomiędzy polityką, a realizującymi strategię.

Przypomniał, że zespół, w skład którego wchodzi kilku ministrów, będzie się spotykał co najmniej co dwa tygodnie, by omawiać kwestie dotyczące funkcjonowania rynku energetycznego.

Poseł Piotr Naimski wiceprzewodniczący sejmowej podkomisji ds. energetyki, podkreśla, że uaktywnienie prac tego zespołu rządowego jest działaniem dość pozornym.

– Chciałbym widzieć wicepremiera Piechocińskiego, który będzie koordynował prace zespołu wicepremiera Rostowskiego. To jest sytuacja, w której premier unika bezpośredniego zaangażowania. To konieczność koordynacji pracy ministerstwa gospodarki, skarbu, przede wszystkim ochrony środowiska i bez udziału premiera to się nie stanie – powiedział pos. Piotr Naimski.

Poseł przypomniał, że w kontekście skandalu z memorandum podpisywanym przez Europol Gaz z Gazpromem rozpoczęła się dyskusja na temat powołania ministerstwa ds. Energii.

– To jest postulat Prawa i Sprawiedliwości z programu wyborczego 2011 r. Uważamy, że to jest pomysł dobry, podtrzymujemy go i kiedy będziemy tworzyli rząd wrócimy do jego realizacji – powiedział pos. Piotr Naimski.

Proponowany przez Rosjan nowy gazociąg Jamał II miałby biec z Białorusi przez Polskę na Słowację. Na początku kwietnia w Petersburgu memorandum w tej sprawie podpisali szef koncernu Gazprom Aleksiej Miller i prezes spółki EuRoPol Gaz Mirosław Dobrut.

Następnego dnia po podpisaniu dokumentu premier Tusk mówił, że nic o tym nie wie. Później minister skarbu Mikołaj Budzanowski oświadczył, że to jedynie porozumienie techniczne, a nie umowa, która zobowiązywałaby kogokolwiek do rozpoczęcia budowy. Ostatecznie Budzanowski stracił stanowisko.

PAP

drukuj