fot. Kasia Zaremba

Rząd Tuska idzie na kolejną wojnę z górnikami. W kopalni Silesia – mimo podpisanego porozumienia – ruszyły zwolnienia

W kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach ruszyły zwolnienia. Dzieje się to wbrew zawartemu wcześniej porozumieniu. Stroną rządową odpowiedzialną za dialog z górnikami był resort energii kierowany przez Miłosza Motykę.

Mimo zawartego w grudniu 2025 r. porozumienia w kopalni Silesia ruszyły masowe zwolnienia.

– Oszukali nie tylko stronę związkową, oszukali też stronę rządową. Napluto nam w twarz bezczelnie, bez żadnych skrupułów, nie wykazując odrobiny nawet empatii – mówił przewodniczący „Solidarności” w Silesii, Grzegorz Babij.

Górnicy czują się oszukani, bo w dokumencie podpisanym przy udziale ministerstwa energii nie było mowy o utracie miejsc pracy.

– Walczyliśmy wszyscy razem o dobro nasze i wszystkich pracowników. No i niestety zostaliśmy potraktowani jak śmiecie – powiedział Marcin Wójtowicz, pracownik PG Silesia.

Górnicy wskazali, iż żałują, że zakończyli protest.

– Plujemy sobie w brodę. Ja to tak nazywam, ludzie, plujemy sobie w brodę, że zakończyliśmy protest, zaufaliśmy nie tylko zarządcy, właścicielowi, ale również też, że przypomnę ministrowi, tak? Bo dla mnie podpis ministra na tym porozumieniu to nie jest podpis kogoś tam. Dla mnie to jest poważna rzecz, nie? I okazuje się, mam nadzieję, że 4 lutego na spotkaniu w ministerstwie, że minister – powiem tak po chłopsku – pokaże jaja i da znać, kto tu rządzi, nie? – zaakcentował Patryk Iwaniec, członek zarządu NSZZ „Solidarność” w PG Silesia.

 4 lutego ma dojść do spotkania władz kopalni ze stroną rządową i związkowcami. Minister energii, Miłosz Motyka, odniósł się do sprawy w mediach społecznościowych. Napisał m.in. o tym, że część związków zawodowych podpisało inne porozumienie z pracodawcą, które zmienia warunki umowy z 29 grudnia.

„To efekt działania prywatnego pracodawcy, który się podpisał pod porozumieniem, nie rządu” – przekonywał minister Miłosz Motyka.

PiS z kolei bardzo mocno uderza w szefa resortu energii.

– Jeżeli nie dojdzie do załagodzenia sytuacji, a wypowiedzenia umów o pracę nie zostaną wycofane, to pokazuje to absolutnie, że minister Motyka, jego słowa, jego podpisy są nic nie warte. To niestety jest zagrożenie dla wszystkich Polaków, bo pamiętajmy, że ten człowiek odpowiada za energetykę i bezpieczeństwo energetyczne Polski – zauważył Przemysław Drabek, poseł PiS.

 „Solidarność” zażądała natychmiastowego wycofania wszystkich wypowiedzeń, bo nie respektują one porozumienia z 29 grudnia. Co więcej, ogromne wzburzenie wywołał fakt, iż zwolnienia rozpoczęły się od górników, którzy w grudniu protestowali. Wypowiedzenie otrzymał m.in. jeden z liderów grudniowego protestu, Patryk Iwaniec.

– Tu sprawdza się idealnie powiedzenie „uderz w pasterza, a owce się rozbiegną”. Oni na to liczą, wykonując takie ruchy, natomiast ja już widzę po załodze, że załoga jest na tyle zdeterminowana, że to akurat w tym przypadku im nie wypali, więc ja bym prosił, żeby zrewidowali swoje plany i żebyśmy zaczęli w końcu rozmawiać, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi – wskazał Patryk Iwaniec.

 Wypowiedzenie otrzymał też wiceprzewodniczący „Solidarności” w Silesii, Krzysztof Kwaśny.

– Przy okazji różnych ruchów próbuje się mnie zwolnić ze względu na to, że jestem osobą niewygodną. To jest tylko i wyłącznie kwestia tego, że jestem wiceprzewodniczącym „Solidarności” tutaj i działam na rzecz pracowników, którzy tutaj są zatrudnieni. Widocznie bardzo przeszkadzam panu Marcinowi Sutkowskiemu – powiedział Krzysztof Kwaśny.

Wypowiedzenia otrzymali też pracownicy, którym niewiele brakuje już do emerytury. Związki ogłosiły pogotowie strajkowe. „Solidarność” domaga się wycofania wszystkich wypowiedzeń.

TV Trwam News

drukuj