fot. PAP/Albert Zawada

Rząd bagatelizuje zapowiedź premiera Donalda Tuska o ataku Rosji

Rząd bagatelizuje zapowiedź premiera Donalda Tuska o ataku Rosji za kilka miesięcy. Ministrowie tłumaczą, że chodzi o akty sabotażu i prowokacje, z czym mamy do czynienia od lat.

W ostatnim wywiadzie dla brytyjskiego dziennika „Financial Times” premier przekonywał, że należy się spodziewać nagłego ataku ze strony Rosji.

„To naprawdę poważna sprawa. Mam na myśli perspektywę krótkoterminową – raczej miesiące niż lata” – oświadczył Donald Tusk.

Atak na Polskę oznaczałby wypowiedzenie wojny, uruchomienie art. 5 NATO i sojuszniczą, pilną pomoc. Kiedy – jak mówi premier Tusk – wiemy o ataku kilka miesięcy wcześniej, powinniśmy się na to szybko przygotować i podjąć nadzwyczajne środki, o których mówi dr Roman Marzec.

– Oczywiście, jeżeli to jest wiarygodna informacja, to powinna nastąpić mobilizacja (…). Przede wszystkim gospodarka powinna być nastawiona na realizację tylko i wyłącznie zamówień wojennych – wskazał były funkcjonariusz służb państwowych.

Powinny ruszyć przygotowania szpitali, wzmocnienie infrastruktury krytycznej czy plany ewakuacji ludności. Premier Tusk pytany o własną zapowiedź ataku ze strony Rosji w najbliższych miesiącach sprawę bagatelizuje.

– Niestety nie jest to żadna rewelacja, w tym sensie, że tak, od dłuższego czasu dochodzą na nas sygnały, że Rosjanie przygotowują się do możliwych akcji czy prowokacji – mówił.

Rzecznik rządu Adam Szłapka pytany przez TV Trwam o nadzwyczajne działania państwa w obliczu możliwego ataku sprawę bagatelizuje. Twierdzi, że premier mówił o działaniach Rosji, z którymi mamy do czynienia od dawna.

– Wykorzystanie hybrydowych ataków na granicę, instrumentalizacja emigracji, dezinformacja czy akty sabotażu, które się w Polsce zdają, to są elementy zagrożenia – powiedział Adam Szłapka.

Prezydencki minister Marcin Przydacz mówił, że słowa premiera Tuska dla „Financial Times” to mogło być wyłączenie działanie pod publikę i zwrócenie na siebie uwagi.

– Należałoby rozpocząć daleko idące przygotowania, a nie wydaje nam się, aby premier realnie takie działania podejmował – zaznaczył Marcin Przydacz.

Koalicja rządowa twierdzi, że elementem przygotowań na rosyjski atak jest zawarcie umowy na unijny kredyt zbrojeniowy SAFE.

– Udało nam się pozyskać środki, o których nasi poprzednicy mogli tylko marzyć – stwierdził Borys Budka, poseł do Parlamentu Europejskiego z KO.

W piątek zostanie podpisana umowa z Komisją Europejską na zaliczkę: 6,5 mld euro. Dokumentu nie podpisze premier Tusk.

– Uchwała „Polska Zbrojna” upoważniła dwóch ministrów: Władysława Kosiniaka-Kamysza i Andrzeja Domańskiego do podpisania tej umowy – poinformowała Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik rządu ds. Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy.

Umowa zostanie podpisana, mimo że prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę opisującą spłatę unijnego kredytu. Polska zaciągnie pożyczkę na prawie 44 mld euro, z nieokreślonym oprocentowaniem, ograniczoną do zakupów tylko w Europie, która musi być wydana w 3,5 roku i będzie spłacana co najmniej do 2070 roku. Opozycja ostrzega rząd przed łamaniem prawa i zapowiada odpowiedzialność karną.

W sejmowej zamrażarce utknęła propozycja prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa Narodowego Banku Polskiego prof. Adama Glapińskiego, czyli polski SAFE 0 proc. – program finansowania zbrojeń z zysków Banku Centralnego. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zasłania się analizami mówiącymi, że propozycja głowy państwa jest niekonstytucyjna. Ale o tym, która ustawa jest zgodna z ustawą zasadniczą decyduje Trybunał Konstytucyjny.

 

TV Trwam News

drukuj