fot. PAP/Marcin Obara

Ruszył ponowny proces ws. faktur byłego lidera KOD Mateusza Kijowskiego

Były lider KOD Mateusz Kijowski ponownie stanął przed sądem. W poniedziałek przed pruszkowskim sądem rejonowym rozpoczął się powtórnie proces ws. afery fakturowej KOD. W ubiegłym roku Kijowskiego skazano w tej sprawie na rok więzienia w zawieszeniu; wyrok uchylono jednak po apelacji prokuratury.

Obok Mateusza Kijowskiego w poniedziałek na ławie oskarżonych zasiadł też były skarbnik Komitetu Obrony Demokracji Piotr Ch., którego sąd I instancji uniewinnił. Mężczyźni są oskarżeni o poświadczenie nieprawdy w 9 fakturach wystawionych w 2016 r. przez firmę należącą do Mateusza Kijowskiego na rzecz komitetu społecznego KOD i stowarzyszenia KOD za rzekome wykonanie usług informatycznych. Według śledczych, usługi te nie zostały wykonane, a oskarżeni przywłaszczyli sobie z tego tytułu ponad 120 tys. zł. Pieniądze miały pochodzić m.in. ze zbiórek od sympatyków KOD.

Mateusz Kijowski – podobnie jak podczas poprzednich rozprawach – przybył do sądu w towarzystwie kilkunastu sympatyków. Po odczytaniu aktu oskarżenia mężczyzna nie przyznał się do winy i rozpoczął składanie wyjaśnień.

„Oczywiście jestem niewinny. Wszystkie postawione mi zarzuty zostały oparte na nieprawdzie” – oświadczył w poniedziałek Mateusz Kijowski.

Podkreślił przy tym, że decyzję o jego wynagrodzeniu podjął zarząd KOD, a sąd uznał ją później za zgodną z prawem.

Zapewnił, że w sprawie rozliczania faktur za prace informatyczne nie było żadnej zmowy.

„Decyzja o wynagrodzeniu została podjęta zgodnie z wewnętrznymi regulacjami i zgodnie z prawem. Umowa została zawarta w sposób ustny, co powoduje pewne trudności dowodowe, ale nie wpływa na jej ważność i nie może być podstawą do stawiania nieprawdziwych zarzutów” – mówił Mateusz Kijowski.

Jego zdaniem wybuch afery z fakturami był związany z zamiarem osłabienia jego pozycji i pozbycia się go z KOD przez niektórych członków zarządu tego stowarzyszenia.

„Nie mam żadnych wątpliwości, że osoby, które tę aferę wywołały zrobiły to dla własnych, osobistych korzyści. (…) Istotnym motywem skonstruowania i uruchomienia tej prowokacji była chęć ukrycia własnych finansowych machinacji” – argumentował były lider KOD.

Podkreślił też, że w wyniku tej sprawy i licznych doniesień medialnych stracił realną możliwość zdobycia pracy i od dawna ponosi związane z tym konsekwencje.\

„Od kilku lat w zasadzie jestem żebrakiem. Nie posiadam nic i żyję dzięki życzliwości przyjaciół. Po prawie 30 latach kariery zawodowej jestem dzisiaj osobą wykluczoną z prawa do pracy i samodzielnego utrzymania się. To nie jest wyrok, to jest lincz” – dodał Mateusz Kijowski.

Wyraził przy tym nadzieję, że chociaż przed sądem uda mu się oczyścić z nieprawdziwych – jego zdaniem – zarzutów.

Do winy nie przyznał się też drugi oskarżony w tej sprawie, Piotr Ch.

„Nie przyznaję się do zarzucanych mi czynów. Jestem niewinny” – powiedział mężczyzna.

„Nigdy w sprawie faktur wystawianych przez spółkę pana Mateusza nie podejmowałem żadnych decyzji co do tego, że mają być one wystawione, że mają być opłacane. Wykonywałem jednie polecenia członków zarządu i innych członków komitetu społecznego, którzy przekazywali mi informacje, że te faktury należy opłacić” – zaznaczył.

Pruszkowski sąd zaplanował kolejną rozprawę w tym procesie na 9 grudnia.

Sprawa nieprawidłowości w rozliczaniu finansowym stowarzyszenia uważana była za punkt zwrotny w dziejach bardzo popularnego niegdyś ruchu. Faktury byłego lidera KOD doprowadziły do kryzysu i marginalizacji Komitetu. Według Mateusza Kijowskiego rzeczywistym celem afery było usunięcie go z KOD i przejęcie władzy w organizacji.

Pierwszy proces w tej sprawie toczył się od czerwca 2018 r. do września 2020 r. Mężczyźni nie przyznali się wtedy do winy. Mateusz Kijowski zapewniał przy tym, że on sam nie brał udziału w podejmowaniu decyzji dot. wypłaty środków KOD.

Ostatecznie pruszkowski sąd uznał Mateusza Kijowskiego za winnego poświadczenia nieprawdy w siedmiu fakturach i skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz 5 tys. zł grzywny. Sąd podkreślił przy tym, że mężczyzna nie przywłaszczył pieniędzy komitetu, czego uznania domagała się prokuratura. Tym samym wyrokiem pruszkowski sąd uniewinnił Piotra Ch. Od orzeczenia odwołała się zarówno prokuratura, która domagała się wcześniej kary po roku pozbawienia wolności dla obu oskarżonych oraz orzeczenia solidarnego obowiązku naprawienia szkody finansowej, jak i Mateusz Kijowski.W maju tego roku warszawski sąd okręgowy uchylił wyrok wobec obu mężczyzn i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania sądowi w Pruszkowie. Według sądu okręgowego ustalenia faktyczne sądu I instancji były nieprawidłowe. Jak argumentowano wtedy, sąd rejonowy błędnie nie przyjął, że oskarżeni przywłaszczyli pieniądze KOD i działali w porozumieniu.

PAP

drukuj