fot. PAP/EPA

Rosyjska opozycja z zastrzeżeniami do niedzielnych wyborów

Rosyjska opozycja wskazuje na przykłady fałszowania niedzielnych wyborów prezydenckich w Rosji, a społeczność międzynarodowa zapowiedziała nieuznanie głosów oddanych na Krymie.

Według danych przekazanych przez centralną komisję wyborczą, Władimir Putin cieszy się poparciem najwyższym od 2000 roku, kiedy pierwszy raz został wybrany na urząd prezydenta Rosji. [czytaj więcej]

– Widzę w tym co najmniej uznanie tego, co zrobiono w ciągu ostatnich kilku lat w bardzo trudnych warunkach. Widzę w tym nadzieję, nadzieję wśród naszych obywateli. Będziemy nadal działać równie intensywnie, tak samo odpowiedzialnie, lecz jeszcze bardziej efektywnie – zaznaczył Władimir Putin.

Wyborczy sukces urzędującego prezydenta poprzedziła szeroka kampania blokowania możliwości wzięcia udziału w wyborach głównych przedstawicieli opozycji. Alternatywą miała być Ksienija Sobczak, w przeszłości prezenterka telewizyjna w państwowym Pierwym Kanale. Jednak jej końcowe poparcie nie powinno przekroczyć 2 proc. głosów.

– Pokazaliśmy nowe standardy kampanii wyborczej w Rosji. Spośród wszystkich zarejestrowanych kandydatów na prezydenta odwiedziliśmy największą liczbę miast. Spójrzcie na mapę naszej kampanii – 26 miast – zaznaczyła Ksienija Sobczak.

Wybory w Rosji, jak zawsze, budziły wiele kontrowersji, np. te związane z frekwencją. Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny nie ma wątpliwości, że dopuszczono się wielu fałszerstw, a frekwencja została zawyżona.

– Ludzie w całym kraju są doprowadzani do lokali wyborczych. Jak widać, po raz pierwszy w historii frekwencja była najwyższa rano, co oznacza, że wyborcy poszli do urn wyborczych o 8.00 rano. Jest mało prawdopodobne, że dla przeciętnego wyborcy to norma oddawania głosu. Wszyscy byli po prostu ścigani – tłumaczył Aleksiej Nawalny.

Rację opozycjoniście przyznał nawet kandydat Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Paweł Grudinin, który według cząstkowych wyników uzyskał niespełna 12 proc. głosów. Choć to drugi rezultat, pozostaje daleko w cieniu Władimira Putina.

– Wyraźnie to rozumiemy i niestety Aleksiej Nawalny miał rację. Można było głosować dwa lub trzy razy, są takie przykłady w regionie moskiewskim. Jest oczywiste, że liczenie głosów i cała procedura wyborcza były niesprawiedliwe, ale kiedy głosy zostaną ostatecznie policzone – podejmiemy pewne decyzje. Pewne jest, że pomimo całego brudu, który został wylany, przeszliśmy przez te wybory godnie – mówił Paweł Grudinin.

Oskarżenia o zawyżanie frekwencji i możliwość kilkukrotnego głosowania to nie wszystko. Społeczność międzynarodowa już zapowiedziała, że nie uzna wyników z Krymu, powszechnie uznawanego za część Ukrainy, choć zaanektowanego przez Rosję. Oświadczenie w tej sprawie wydało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski.

„Opowiadamy się za poszanowaniem spójności terytorialnej Ukrainy i  uznajemy Krym jako część ukraińskiego państwa. Oznacza to również, że wybory prezydenckie na półwyspie przeprowadzone przez władze Federacji Rosyjskiej nie mogą zostać uznane za legalne – podkreślono w komunikacie.

Teraz cały świat zadaje sobie pytanie o to, w jakim kierunku pójdzie Rosja. Na razie Władimir Putin niechętnie mówi o przyszłości. Nie przewiduje reform konstytucyjnych, choć nie wyklucza ich wprowadzenia. Chodzi o ewentualne zmiany w sprawowaniu urzędu prezydenta, bowiem to druga z rzędu kadencja Władimira Putina. Aby mógł dalej sprawować urząd – potrzebna będzie albo przerwa, albo nowela ustawy zasadniczej.

– Nie planuję żadnych reform konstytucyjnych, tak dotyczących szefa rządu, jak i samego rządu. Jak już mówiłem, jedynie o tym myślę. Dopiero dzisiaj mogę zacząć myśleć bardziej szczegółowo, ponieważ musiałem czekać na wyniki wyborów. Wszystkie zmiany zostaną ogłoszone po inauguracji – powiedział prezydent Rosji.

Obecna kadencja 65-letniego Władimira Putina zakończy się w 2024 roku.

TV Trwam News/RIRM

drukuj