Rosnące ceny życia zmusiły Polaków do zaciskania pasa

Polacy zaciskają pasa i robią mniejsze zakupy. Według Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu sprzedaż detaliczna spadła o trzy procent w ujęciu rocznym, miesiąc do miesiąca spadek wyniósł prawie sześć procent. Ekonomiści wskazują na rosnącą inflację oraz cen prądu i ogrzewania.

Konsumpcja jest motorem napędowym polskiej gospodarki, ale – jak się okazuje – właśnie hamuje. Sprzedaż detaliczna spadła we wrześniu o trzy procent, licząc rok do roku – podał Główny Urząd Statystyczny. W porównaniu do sierpnia tego roku to spadek aż o 5,7 procent. Jak się okazuje, Polacy rezygnują z zakupu artykułów odzieżowych, mebli i elektroniki. Niestety, spadek sprzedaży dotyczy także artykułów spożywczych.

– Jak wiadomo, żywność nie podlega tak dużej elastyczności sprzedaży, a spadek sprzedaży żywności może oznaczać dość negatywną sytuację w gospodarce – wskazał Adam Zabor, ekonomista.

Polacy kupują mniej z powodu inflacji, rosnących cen energii i ciepła.

– Ludzie spodziewają się, że jesienią i zimą płatności będą jeszcze wyższe i stąd próbują w swoich budżetach zarezerwować pieniądze. Mówiono, że będzie bon energetyczny, okazuje się, iż do tej pory nikt tych środków nie dostał – mówił dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.

Wydatki są wyższe, a pensje Polaków rosną wolniej. Jak podał GUS, we wrześniu średnie wynagrodzenie w przedsiębiorstwach spadło o niemal jeden proc. w stosunku do sierpnia. Dodatkowo firmy z powodu rosnących kosztów produkcji zmniejszają zatrudnienie – we wrześniu o prawie osiem tys., a w sierpniu aż o 19 tys. osób. To zjawisko może się pogłębiać.

– Spadek konsumpcji na żywność prawdopodobnie przełoży się na spadek produkcji, a to może pociągnąć za sobą spadek zatrudnienia w tych sektorach, które żywność wytwarzają i eksportują – zauważył dr Jarosław Wąsowicz z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Do wzrostu cen żywności przyczyniła się likwidacja zerowego VAT przez rząd Donalda Tuska. Spadek sprzedaży żywności i innych produktów zmniejszy wpływy z VAT i negatywnie przełoży się na dochody państwa.

– Będziemy musieli jako państwo poszukiwać pewnej kompensacji zaplanowanych na ten rok wydatków w innych źródłach dochodów, ewentualnie we wprowadzeniu nowych obciążeń podatkowych lub para podatkowych – powiedział dr Jarosław Wąsowicz.

Dane GUS nie martwią minister klimatu i środowiska, Pauliny Hennig-Kloski, która przekonywała o chwilowym spadku sprzedaży i braku potrzeby interwencji rządu. Mniejsza konsumpcja ma być wręcz pozytywnym zjawiskiem.

– Tekstylia z punktu widzenia klimatu to nawet dobrze, jeśli będziemy tego typu rzeczy mniej kupować- stwierdziła Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska.

To stanowisko – szeroko krytykowane w mediach społecznościowych – podzielił polityk PSL, wiceszef MSZ, Władysław Bartoszewski.

– Jak się mniej kupuje czy mniej wyrzuca, to siłą rzeczy mniej energii się zużywa. Z tego punktu widzenia to jest wypowiedź logiczna – oznajmił Władysław Bartoszewski, wiceminister spraw zagranicznych.

Konfederacja zażądała dymisji minister klimatu. Poseł Michał Wawer zauważył, że wypowiedź polityk Polski 2050 odzwierciedla cele Unii Europejskiej, która forsuje szkodliwą politykę klimatyczną.

– Nieświadomie, jakby zdradziła sposób myślenia, który w Brukseli jest prawdopodobnie powszechny. Chodzi o to, że aby zmniejszyć emisję dwutlenku węgla, trzeba obniżyć konsumpcję, trzeba sprawić, żeby wszystko było droższe, trzeba wpędzić Europę w przymusową biedę – akcentował Michał Wawer, poseł Konfederacji.

To m.in. przez unijną politykę klimatyczną rosną ceny energii elektrycznej i wprowadzane są ograniczenia w rolnictwie, które przekładają się na opłacalność produkcji i ceny żywności.

TV Trwam News

drukuj