fot. twitter.com/EpiskopatNews

Rocznica wydania wyroku śmierci na Sługę Bożego ks. Jana Machę

W piątek przypada 78. rocznica wydania wyroku śmierci na ks. Jana Machę, który został wykonany w nocy z 2 na 3 grudnia 1942 roku poprzez ścięcie na gilotynie w katowickim więzieniu przy ul. Mikołowskiej. W jego rodzinnej parafii odbędzie się promocja biografii ks. Jana Machy.

17 października 2020 roku planowana jest beatyfikacja śląskiego księdza-męczennika, który umierając miał jedynie 28 lat, aczkolwiek jego młody wiek szedł w parze z ludzką i duchową dojrzałością, która wzrastała w nim od dzieciństwa, poprzez lata szkolne, seminaryjne. Był z jednej strony zwyczajnym, młodym chłopakiem, jednak charakteryzowała go niezwykła pasja życia, zaangażowanie w rozmaite aktywności – zarówno związane z życiem Kościoła (należał do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i Żywego Różańca), jak i sportowe (trenował z sukcesami piłkę ręczną) czy muzyczne – oraz wrażliwość na ludzkie potrzeby. Te cechy rozwijał w sobie także jako młody (wyświęcony w czerwcu 1939 roku) ksiądz.

Widząc w czasie trwającej od września 1939 roku niemieckiej okupacji problemy, z jakimi zmagały się śląskie rodziny (bez względu na ich bardziej polskie czy niemieckie konotacje), zaangażował się w pomoc duchową i charytatywną, zwłaszcza wobec tych, których bliscy znajdowali się w więzieniach bądź obozach koncentracyjnych. Aresztowany przez gestapo w wyniku denuncjacji wiele miesięcy spędził najpierw w więzieniu policyjnym w Mysłowicach, później w więzieniu mysłowickim, a w końcu w więzieniu w Katowicach, gdzie został pod koniec 1942 roku zgilotynowany. Przesłuchiwany i bity, nie przestał modlić się za swoich prześladowców oraz nieść nadziei i dobra współwięźniom, także poprzez posługę spowiedzi.

Spośród jego tekstów (m.in. zachowanych kazań, które świadczą o jego talencie kaznodziejskim i głębi duchowych przemyśleń) szczególne wrażenie robią listy więzienne, zwłaszcza ostatni, spisany na cztery godziny przez śmiercią, w którym zapisał znamienne słowa: „Idę przed Wszechmogącego Sędziego, który mnie teraz osądzi. Mam nadzieję, że mnie przyjmie. Moim życzeniem było pracować dla Niego, ale nie było mi to dane. (…) Pozdrówcie wszystkich moich kolegów i znajomych. Niechaj w modlitwach swoich pamiętają o mnie. Dziękuję za dotychczasowe modlitwy i proszę też nie zapominać o mnie w przyszłości. Pogrzebu mieć nie mogę, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby od czasu do czasu ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie «Ojcze nasz». Umieram z czystym sumieniem. Żyłem krótko, lecz uważam, że cel swój osiągnąłem. Nie rozpaczajcie! Wszystko będzie dobrze. Bez jednego drzewa las lasem zostanie. Bez jednej jaskółki wiosna też zawita, a bez jednego człowieka świat się nie zawali”.

Symboliczny grób ks. Machy znajduje się na cmentarzu w Chorzowie Starym. Jego ciała nie odnaleziono. Zostało wywiezione w nieznanym kierunku. Sądzi się, na podstawie relacji kapelana więziennego, że ciała skazańców palono w krematorium w Auschwitz.

W swoich wspomnieniach z lat 40. XX wieku ks. Franz Wosnitza – wikariusz generalny diecezji katowickiej, nazwał ks. Jana Machę męczennikiem chrześcijańskiego Caritas.

17 lipca ukazała się nakładem Wydawnictwa Księgarni św. Jacka biograficzna opowieść o ks. Janie Masze, która nosi tytuł, zaczerpnięty z jednego z kazań ks. Jana „Zawsze myśl o niebie”. Przejrzyście napisana historia ks. Machy, przepleciona zdjęciami i dokumentami z rodzinnego archiwum oraz współczesnymi zdjęciami miejsc związanych z osobą śląskiego męczennika, mogą pomóc w poznaniu nie tylko wątku związanego z męczeństwem ks. Machy, ale także całego jego życia, przeżywanego z radością, aktywnością i miłością – miłością do Boga i ludzi.

Biuro prasowe KEP

drukuj