Przedmałżeńskie diagnozy i terapie
Słychać w mediach, iż polski Episkopat przygotowuje program odpowiedzi na
wezwanie Benedykta XVI – ponowione w niedawnym przemówieniu do Roty Rzymskiej –
do sprawdzania ważności zawierania małżeństw we właściwym czasie, czyli najpierw
na etapie przygotowania do podjęcia tej decyzji.
Ruszający do Sądów Biskupich małżonkowie już jednak dzisiaj muszą sobie
postawić pytanie, czy na tym właśnie etapie zechciało się im zdobyć konieczne
rozpoznanie, wymagane dla ważnego zawarcia małżeństwa. Nie każda niewiedza
usprawiedliwia, bo oprócz niewiedzy niezawinionej jest przecież jeszcze
niewiedza zawiniona, czyli taka, którą można przezwyciężyć i należy
przezwyciężyć. Wprawdzie tzw. miłość erotyczna – tak jak i każde silne
zaangażowanie emocjonalne – zaślepia, to jednak za to zaślepienie człowiek
dorosły zawsze jest odpowiedzialny. Nade wszystko w erotyce trzeba używać rozumu
i intensywnie dbać o wolność, ponieważ tutaj wchodzą w rachubę bardzo silne
emocje. Opadnięcie tych emocji po jakimś czasie – zwłaszcza pod wpływem
przeżywanych trudności – i stąd płynące lepsze rozpoznanie po latach nie zwalnia
z odpowiedzialności za już podjętą własną decyzję. W momencie jej dojrzewania i
podejmowania trzeba było nawet powąchać wybrańca, zapytać się jego kolegów i
własnych rodziców itd., itp. Czy interesowano się tylko stanem jego konta w
banku i tylko jego męską urodą? Jakże zatem dzisiaj mówić, że nie czuło się jego
pociągu do kieliszka i nie wiedziało o konsumpcji pornografii? Czyżby na
odległość, tylko korespondencyjnie zawarto plany małżeńskie?
Wytyczne duszpasterskie Episkopatu pewnie pomogą przypomnieć te odwieczne
pytania, które stawiali sobie zawierający małżeństwo i ich rodzice, jeżeli
oczywiście pragnęli własnego dobra i dobra własnego dziecka. Arystoteles
zatroszczył się o to przedmałżeńskie przygotowanie… własnej żony, prosząc w
testamencie przyjaciół, aby zatroszczyli się o godnego dla niej nowego męża,
jeżeli ona okaże pragnienie ponownego małżeństwa.
Jeśli dzisiaj Kościół katolicki towarzyszy małżonkom w ukonstytuowaniu ich
związku, to z pewnością na etapie przygotowania przedmałżeńskiego trzeba pomóc
rozważyć ewentualne przeszkody uniemożliwiające ważne zawarcie związku
małżeńskiego. Pomogą w tych konkretnych przygotowaniach wskazówki Jana Pawła II
z encykliki "Veritatis splendor" i "Fides et ratio". Przypomniano w tych
dokumentach istnienie aktualnego kryzysu koncepcji nauki. W przedmałżeńskich
przygotowaniach trzeba być zatem świadomym pojawiających się pułapek, zrodzonych
przez ten kryzys.
Pierwszą z nich jest nowożytna i współczesna uzurpacja przez nauki szczegółowe
wyłączności na wartościową wiedzę. Jeśli jeszcze postuluje się w tych ramach
uprawianie jakiejś filozofii, to według tego modelu nauki jest ona traktowana
jako synteza lub uogólnienie wyników nauk szczegółowych czy jednej z nich. Taki
charakter ma np. tzw. filozofia marksistowska, będąca nadbudową XIX-wiecznej
ekonomii politycznej. W "Veritatis splendor" Jan Paweł II wspomina o próbach
oparcia także teologii moralnej na wynikach nauk szczegółowych, w tym między
innymi na psychologii empirycznej. Oczekuje się od niej dzisiaj nieraz między
innymi rozwiązania problemu wolności człowieka, gdy tymczasem jest to problem o
charakterze filozoficznym, i to filozofii w klasycznym rozumieniu tego słowa,
czyli wiedzy dokonującej wglądu w istotę rzeczywistości i jej konieczne
uwarunkowania. Dopiero na tym gruncie można oprzeć między innymi porządnie
uprawianą psychologię empiryczną. Czym jest badane przez nią życie psychiczne
człowieka i kim jest człowiek jako podmiot przeżyć, możliwe jest do określenia
tylko na gruncie badania filozoficznego (tzw. psychologii racjonalnej, jako
fragmentu antropologii filozoficznej).
Skorzystanie przez duszpasterstwo z modnego kierunku psychologii,
nieujawniającej swoich błędnych założeń metafilozoficznych i filozoficznych,
prowadzi do magicznych diagnoz i równie magicznych terapii ludzkich zachowań.
Warto o tym pamiętać między innymi zwłaszcza odnośnie do poprawnego politycznie
tematu homoseksualizmu. Proponowanie w ramach przygotowań przedmałżeńskich
odpowiednich terapii może obejmować rozwiązania, które nie są oparte na
zreflektowanym i trafnym filozoficznym wglądzie w istotę człowieka. I tak po
latach poszukiwania przez postfreudowską psychoanalizę – opierającą się na
psychiatrii – przyczyny homoseksualizmu w jakichś niewłaściwych stosunkach z
matką, dzisiaj mamy w tym samym nurcie tezę wprost przeciwną, iż tą przyczyną
miałyby być niewłaściwe relacje z ojcem. Niezmiernie łatwo jest każdy własny
problem w ten sposób "wyjaśnić", włącznie ze zbyt częstym spóźnianiem się do
pracy czy łapaniem punktów karnych za kierownicą. Dla zawsze "niewinnych" w
takich sytuacjach zawsze "winny" musi być ojciec, bo to przecież on obdarzył nas
istnieniem i był pierwszym wzorem męskiego zachowania. Jeśli jednak jakieś
klucze pasują do każdych drzwi, to są wytrychami, a zatem właściwie je forsują,
a nie otwierają na zrozumienie rzeczywistości. Uderza zatem w tych współczesnych
"wyjaśnieniach" homoseksualizmu lekceważenie klasycznej jego diagnozy, iż tą
przyczyną jest zawsze moralne zaniedbanie w panowaniu nad sobą w dziedzinie
seksualnej. To jest istotą homoseksualizmu: jest to postać moralnego występku w
sferze seksualnej. Dbanie o prawdę i porządek w tej dziedzinie rozgonić musi
zatem wszystkie ciemne chmury i wypaczone skłonności, które z różnych powodów
mogły się na własnej drodze pojawić. Wyjaśnienie tych powodów jest już rzeczą
wtórną i należy się nad tym zastanowić dopiero po tej pierwszej, fundamentalnej
diagnozie. Na tym fundamencie musi się opierać proponowana w tym względzie
terapia: winna ona być identyfikacją własnej moralnej winy i wzięciem za nią
odpowiedzialności. Tutaj stosuje się stare, klasyczne metody pracy nad czterema
cnotami kardynalnymi, w tym nade wszystko nad cnotą czystości.
Dyktando współczesnej "psychologii bez wartości" – rzekomo z "naukowych" powodów
pomijającej moralny aspekt ludzkiego życia – uniemożliwia jednak zarówno
przedmałżeńską terapię skłonności homoseksualnych, jak i ewentualne rozpoznanie
przeszkód ważności małżeństwa.
Marek Czachorowski
