fot. flickr.com

Protest w Sofii: przenieść ośrodki dla uchodźców pod granicę

W dzielnicach bułgarskiej stolicy, Sofii, w których mieszczą się ośrodki dla uchodźców, od kilku dni dochodzi do napięć między migrantami i mieszkańcami. W piątek w jednej z nich odbyły się protesty. Żądano zamknięcia ośrodków i przeniesienia ich pod granicę.

Protesty z udziałem kilkuset osób zorganizowały parlamentarne partie nacjonalistyczne: Front Patriotyczny, WMRO i Ataka. W czwartek doszło do starć między grupami nacjonalistycznie nastawionej młodzieży i migrantami; musiała interweniować policja.

W piątek policja od rana ograniczyła dostęp do ulic prowadzących do ośrodka dla uchodźców, utworzono punkty kontrolne, w których sprawdzano, czy osoby chcące przejść dalej nie mają przy sobie broni i innych niebezpiecznych przedmiotów. Wicepremier i szefowa MSW Rumiana Byczwarowa poinformowała w parlamencie, że na ulice skierowano policję konną, żandarmerię oraz armatki wodne. Według niej jest to próba zaostrzenia napięć społecznych przed wyznaczonymi na początek listopada wyborami prezydenckimi.

Wcześniej w piątek wiceprzewodniczący parlamentu Krasimir Karakaczanow, który kandyduje na prezydenta z ramienia ugrupowań nacjonalistycznych, zażądał zlikwidowania wszystkich ośrodków dla uchodźców w miastach i przemieszczenie ich pod granicę. Jego zdaniem migranci zarobkowi powinni być od razu wydalani z kraju.

„Bułgaria powinna natychmiast zażądać zmiany unijnego rozporządzenia przyjętego w Dublinie (które przewiduje odsyłanie migrantów do pierwszego kraju, w którym przekroczyli granicę UE – PAP). Zdecydowanie przeciwstawiamy się pomysłom kanclerz Niemiec (Angeli) Merkel, by kraje niezgadzające się na tzw. relokację (uchodźców) karać grzywnami. Godzi to w interes narodowy Bułgarii i bezpieczeństwo narodowe” – oświadczył Karakaczanow.

Na początku września nacjonalistyczne partie zorganizowały protesty w mieście Harmanli w południowo-wschodniej części kraju, gdzie znajduje się największy bułgarski ośrodek dla uchodźców i gdzie regularnie dochodzi do konfliktów między uchodźcami a miejscową ludnością.

Według najnowszych danych dyrekcji ds. migracji MSW ośrodki dla uchodźców są zapełnione w 93 proc. i znajduje się w nich 4 817 osób. Ośrodek typu zamkniętego, w którym przebywają migranci uważani za stwarzających zagrożenie, jest zapełniony w 188 proc. Zdaniem resortu pilnie powinny powstać nowe placówki, gdyż obecne całkowicie zapełnią się już w najbliższą niedzielę. Między 9 a 15 września w Bułgarii zarejestrowano 643 migrantów.

Od początku roku do Bułgarii przedostało się 13 648 osób, z czego ponad dwie trzecie pochodzą z Afganistanu i Pakistanu. Z kraju wydalono zaledwie 40 osób.

Ponad połowę migrantów zatrzymano w środkowej części kraju. MSW nie w pełni kontroluje granicę i liczba osób przedostających się na bułgarskie terytorium wzrasta.

„Istnieją trudno dostępne regiony przygraniczne, m.in. w okolicach (miasta) Małko Tyrnowo, których nie jesteśmy w stanie kontrolować” – przyznała w piątek Byczwarowa.

MSW w komunikacie zauważa, że „w odróżnieniu od sytuacji sprzed roku obecnie z powodu nasilonej kontroli granicznej w Serbii migranci nie mogą kontynuować podróży na zachód i zostają dłużej na terytorium Bułgarii, co prowadzi do przepełnienia ośrodków”.

Na szczycie unijnym w Bratysławie w piątek bułgarski premier Bojko Borysow zwrócił się do państw UE o pomoc w wysokości 160 mln euro, z przeznaczeniem na sprzęt (głównie kamery i samochody terenowe) oraz zwiększenie obecności policji i wojska na granicy. W sierpniu Bułgaria poprosiła o 120 mln euro, lecz – jak podała Byczwarowa – kraj nie otrzymał dotąd odpowiedzi. Na początku tygodnia premier Węgier Viktor Orban podczas wizyty w Bułgarii poparł w imieniu Grupy Wyszehradzkiej (Czechy, Słowacja, Polska, Węgry) żądanie Sofii o wsparcie finansowe.

Po piątkowym szczycie przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oświadczył, że Bułgaria tę pomoc dostanie. W pierwszej kolejności zakupione mają zostać samochody terenowe do ochrony granicy.

„Nie zostawimy Bułgarii samej” – podkreślił szef KE w wypowiedzi cytowanej przez bułgarskie media.

PAP/RIRM

drukuj