PAP/Bartłomiej Zborowski

Protest nauczycieli przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej

Związek Nauczycielstwa Polskiego protestował przed siedzibą resortu edukacji. Manifestacja pod hasłem „Mamy dość!” miała wymusić odwołanie minister Anny Zalewskiej i podwyżki dla nauczycieli sięgające tysiąca złotych.

Jak informuje ZNP przed resortem edukacji manifestowało ok. 5 tys. osób.

– Przyjechaliśmy tutaj, aby upomnieć się zdecydowanie o wyższe zarobki, lepsze warunki pracy, ale przede wszystkim o godność tego zawodu. Godność, którą obecna minister edukacji Anna Zalewska swoimi działami postanowiła nam odebrać – powiedział Tomasz Wilczyński z Klubu Młodego Nauczyciela ZNP.

Wśród protestujących – obok nauczycieli – byli też rodzice i samorządowcy. Domagali się podwyżek oraz dymisji minister edukacji Anny Zalewskiej.

Według postulatów ZNP pensja nauczycieli powinna wzrosnąć o tysiąc złotych, tak by dorównać innym krajom Unii Europejskiej.

– Nie możemy być najgorzej uposażoną grupą zawodową w tym kraju. Nie możemy być środowiskiem, które nie jest w stanie związać końca z końcem, mając trzy, cztery fakultety – podkreślił Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Uczestnicy manifestacji wypomnieli minister Annie Zalewskiej – ich zdaniem – nieprzemyślaną reformę edukacji, chaos w polskiej szkole i niszczenie 18-letniego dorobku polskich gimnazjów.

„Dość niskich zarobków, złego ministra edukacji, zmian bez naszej akceptacji i niszczenia statusu zawodowego nauczycieli” – to postulaty protestujących, które zyskały poparcie u posłów opozycji.

– W interesie polskiej szkoły jest to, żeby samorząd miał partnera w ministrze, a nie przewiewnika – zaznaczył Andrzej Halicki, poseł PO.

Poseł Andrzej Halicki z PO przekonuje, że resort edukacji nie tyle nie pomaga samorządom, ale też przerzuca na nich koszty wdrażania zapowiedzianych zmian. Minister Anna Zalewska, podkreśla, że protest ZNP jest oparty na nieprawdziwych przesłankach. Podwyżki będą i to takie, jakich domagają się protestujący.

– Jest czas dla samorządowców, którzy być może się z tym spóźnili (…). To dopiero początek podwyżek. W styczniu 2019 r. następna podwyżka i w styczniu 2020 r. kolejna. To da podnoszoną przez związek kwotę 1 tys. zł – wskazała Anna Zalewska.

Na kolejne podwyżki czeka też Janusz Wolniak z dolnośląskiej „Solidarności”. Uspokaja jednak, że wbrew temu, co twierdzi ZNP, o żadnym chaosie w polskich szkołach nie może być mowy.

– Próbują zaszczepić społeczeństwu informację jakoby działo się coś niebywałego. Nic niebywałego się nie dzieje – zaznaczył Janusz Wolniak.

Inną sprawą jest wiarygodność ZNP i samego Sławomira Broniarza. Poseł Grzegorz Długi z Kukiz’15 podkreślił, że nauczyciele nie mają dziś odpowiedniej reprezentacji.

– Kierownictwo ZNP tak bardzo zmieniało zdanie na różne tematy w zależności od tego, kto był akurat przy władzy, kierownictwo ZNP, które nie pamiętało z kim podpisywało umowy koalicyjne, nie jest po prostu wiarygodne – powiedział Grzegorz Długi.

ZNP wpisuje się w bieżącą walkę polityczną – zauważa małopolska kurator oświaty Barbara Nowak i przypomina, że ostatnia podwyżka dla nauczycieli – niższa od tej, jaką proponuje obecny rząd miała miejsce w 2012 roku.

– Jeżeli przy 3,8-procentowych w 2012 roku z entuzjazmem pan Broniarz wypowiadał się o podwyżkach, to dlaczego teraz nie zauważa prawie 15 proc. podwyżki, wręcz się oburza tak niską podwyżką – podkreśliła.

Obecny system edukacji sprzyja uczniom – powiedziała Barbara Nowak.

– Przez to, że ten system również jest drożny, powoduje, że nikt nie jest wykluczony z tego systemu. Zajmujemy się i dzieckiem, które ma problemy, i dzieckiem, które jest bardzo zdolne. Reforma idzie naprawdę w bardzo dobrym kierunku – dodała.

Tak, by w centrum był uczeń. MEN zapowiada dalsze zmiany w edukacji. We wrześniu do Sejmu ma trafić ustawa o szkolnictwie branżowym.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj