fot. PAP

Projekt ws. zakrywania twarzy trafił do Sejmu

Do Sejmu trafił prezydencki projekt ws. zakrywania twarzy podczas demonstracji. Prezydencki projekt to reakcja na wydarzenia z 11 listopada w Warszawie.

Podczas Marszu Niepodległości doszło do burd m.in. w pobliżu ambasady rosyjskiej oraz na pl. Zbawiciela, gdzie podpalono instalację „Tęcza”.

Projekt wprowadza zakaz uczestnictwa w zgromadzeniach osób, których identyfikacja z powodu ubioru, nakrycia twarzy lub zmiany ich wyglądu, jest niemożliwa. Ponadto, jeżeli organizator odmówi odstąpienia od maskowania twarzy i ta odmowa będzie powodowała prawdopodobieństwo powstania zagrożenia dla bezpieczeństwa i porządku publicznego, będzie to przesłanką do wydania decyzji zakazującej zgromadzenia. Projekt zakłada również, interwencję służb porządkowych w razie odmowy opuszczenia demonstracji.

Tymczasem prof. Krystyna Pawłowicz podkreśla, że projekt ustawy godzi w obywateli, szczególnie teraz, kiedy system państwowy odbiega od demokratycznego, co więcej – staje się totalitarny – dodaje poseł.

– Często policyjni prowokatorzy – bo tak było w ubiegłym roku – to właśnie oni zakrywali sobie twarze. Dostosowują się do tego również jacyś chuliganie, którzy się tam włączają. Natomiast to, o czym ja mówię, to możliwość i prawo zakrywania twarzy ze strachu przed zemstą układu politycznego, który po zidentyfikowaniu, np. na strajku czy na jakiejś demonstracji przeciwko władzy może najzwyczajniej szykanować taką osobę. Gdybyśmy byli na Zachodzie, być może względy bezpieczeństwa mogłyby przeważać, natomiast tam, gdzie system staje się coraz bardziej totalitarny, obywatele, którzy chcą korzystać z prawa do demonstracji boją się i z tego też powodu wiele osób zakrywa twarz, żeby nie być identyfikowanym. I ja to rozumiem – powiedziała prof. Krystyna Pawłowicz.

Budzi niepokój fakt, że projekt zakłada możliwość udziału w zgromadzeniach osób zamaskowanych wtedy, kiedy ich obecność „będzie związana z celem danego zgromadzenia”. W tym kontekście poseł zauważa wybiórczość działań prezydenta.

– Pytanie – kto będzie oceniał cel zgromadzenia? Np. będzie zgromadzenie przeciwko władzy o charakterze politycznym, a nie „weekendowym”, rozrywkowym to oni będą twierdzili, że trzeba ujawnić, bo zagrożenie jest poważniejsze i to znaczy, że musimy mieć na widelcu, kto przeciwko nam protestuje. Nie może być tak, że prezydent i pewnie organ administracji będzie sobie sam ustalał, kiedy mają widzieć nasze twarze, a kiedy nie, bo będzie dodatkowa szykana. Z takim podejściem absolutnie się nie zgadzam. Tym bardziej, że decyzja byłaby w rękach tych, którzy mogliby później krzywdzić uczestników manifestacji – mówiła prof. Krystyna Pawłowicz.

 

RIRM

drukuj