fot. TV Trwam News

Prof. W. Wysocki: Jest wiele osób, które potrafią obrzucić błotem rotmistrza Witolda Pileckiego i to budzi grozę

To że dzisiaj są ludzie, którzy potrafią obrazić rotmistrza Witolda Pileckiego, oznacza, że duch komunistycznego okresu pokutuje wokół nas – mówił w programie „Polski Punkt Widzenia” na antenie Telewizji Trwam prof. Wiesław Wysocki, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Prof. Wiesław Wysocki przy okazji 69. rocznicy wykonania wyroku na Witoldzie Pileckim przedstawił najważniejsze fakty z życia rotmistrza.

– Urodził się w Kareli na pograniczu rosyjsko-fińskim. Jego ojciec był rewizorem. W obawie przed rusyfikacją, jego rodzina przeniosła się do Wilna. To miasto stało się matecznikiem Witolda Pileckiego. Tam poznał harcerstwo. […] Potem był w samoobronie wileńskiej w oddziałach braci Dąbrowskich, bronił Warszawy, a jeszcze wcześniej zdobył Wilno z generałem Żeligowskim. Następnie był ziemianinem, […] oddał się pracy na roli, ale jednocześnie był wielkim społecznikiem, mającym wielkie poważanie. Nawet komuniści mieli do Pileckich duży szacunek, ponieważ zaskarbili sobie wdzięczność miejscowych ludzi. Potem konspiracja, tajna armia polska i wtedy w 1940 roku – coś nieprawdopodobnego – jedyny, dobrowolny więzień Auschwitz. Ten, który poszedł, żeby zakładać konspirację. To już jest po pierwszych aresztowaniach, o rzeczywistości oświęcimskiej jeszcze nic nie wiadomo, ale Pilecki chciał wiedzieć, bo tam są jego koledzy oficerowie, od których nie ma żadnej wiadomości. […] Trzy razy otarł się o śmierć, ratował go jego przyjaciel, doktor Dering. Uciekł z obozu po dwóch i pół roku w przekonaniu, że spełnił swój obowiązek. Po powrocie do Warszawy wspólnie z Generałem Emilem Fildorfem stworzył strukturę „NIE”, swego rodzaju konspirację w konspiracji na czas okupacji sowieckiej. Nie może uczestniczyć w powstaniu Warszawskim, akcji „Burza” dlatego, że miał inne zadania, ale Powstanie Warszawskie jest czymś szczególnym i zgłosił się najpierw jako szeregowiec, ale kiedy zabrakło oficerów ujawnił swój stopień oficerski i otrzymał przydział (…) Trafił do II Korpusu gen. Andersa, którego przekonał, że ma swoje zadania w kraju i musi wrócić – mówił historyk.

Wykładowca USKW przedstawił również działalność rotmistrza Pileckiego na terenie Polski w czasie okupacji sowieckiej.

– W grudniu 1945 Pilecki wraca do okupowanego przez Sowietów kraju. Próbuje odnaleźć swoje struktury, ale okazało się, że tutaj nic nie ma. Tworzy więc nową strukturę, która zbiera informację o tym, co się dzieje z oficerami II Korpusu, którzy wrócili do kraju, do swoich rodzin, a są wyłapywani i wywożeni na Wschód, albo przetrzymywani w więzieniach. […] W szeregi organizacji Pileckiego dostaje się dwóch agentów bezpieki. Oni podsyłają Witoldowi tzw. raport Brzeszczota dotyczący akcji na przywódców UB. Pilecki ten raport przesłał do władz RP na emigracji i nie dostał żadnej odpowiedzi, nie podejmował działań, a posiadł broń, więc w obawie przed próbą rozpoczęcia samodzielnego działania zdecydowano się go zlikwidować – wyjaśnił prof. Wysocki dodając, że dla Pileckiego Auschwitz w porównaniu do więzienia na Rakowieckiej było igraszką.

Gość „Polskiego Punktu Widzenia” zaznaczył, że po śmierci Witolda Pileckiego chciano zatrzeć pamięć o rotmistrzu.

– Wtedy była nowa legenda z Oświęcimia. Był to Józef Cyrankiewicz, który wchodził na swój żelazny – jak się później okaże – fotel premiera i ponieważ on był twórcą tej struktury organizacyjnej w obozie, to Pilecki był dla niego dużym niebezpieczeństwem. Trzeba było pozbyć się tego człowieka, który zagrażał tworzonej legendzie. Starano się wyeliminować Rotmistrza Pileckiego z życia publicznego – wskazywał historyk.

Prof. Wiesław Wysocki wspomniał również o książce Zofii Pileckiej-Optułowicz „Wspomnienia – Mój ojciec”, której jest recenzentem.

– Są dwie części. Jedna faktograficzna, to jest biogram pana Jacka Pawłowicza. Druga, wspomnienia pani Zofii Pileckiej-Optułowicz […] Jednocześnie są tam bardzo osobiste zwierzenia. To są bardzo prywatne rzeczy opowiedziane językiem szczerym, prostym i zapadającym głęboko w świadomość. I to jest ta wartość – akcentował wykładowca UKSW.

Na zakończenie rozmowy profesor zaznaczył, że Polsce są potrzebni ludzie, którzy będą myśleć samodzielnie i będą myśleć o swojej ojczyźnie. Stwierdził, że jeśli takie osoby się nie znajdą, to stwierdzenie „Polskie obozy koncentracyjne” może pojawiać się częściej.

RIRM

drukuj