Pos. K. Płażyński dla „Naszego Dziennika”: Od ponad dwóch lat spółka zależna Ukraińskich Kolei Państwowych, UZ Cargo Poland, prowadzi działalność przewozową na terenie Polski. Tymczasem polscy przewoźnicy nadal pozostają praktycznie wyłączeni z rynku ukraińskiego
Od ponad dwóch lat spółka zależna Ukraińskich Kolei Państwowych, UZ Cargo Poland, prowadzi działalność przewozową na terenie Polski i korzysta z dostępu do naszego rynku. Tymczasem polscy przewoźnicy nadal pozostają praktycznie wyłączeni z rynku ukraińskiego (…). W praktyce mamy do czynienia z sytuacją, w której ukraińskie przedsiębiorstwa mogą rozwijać działalność na polskim rynku, podczas gdy polscy przewoźnicy nadal czekają na otwarcie rynku ukraińskiego. Partnerstwo gospodarcze nie powinno tak wyglądać. Tym bardziej że Ukraińcy mocno się rozpychają i poszerzają wpływy w Polsce – powiedział poseł Kacper Płażyński z PiS w rozmowie z red. Rafałem Stefaniukiem z „Naszego Dziennika”.
Red. Rafał Stefaniuk Zgłosił Pan projekt ustawy, która ma zapewnić polskim spółkom równy dostęp do kolejowych przewozów towarowych na Ukrainie i w innych państwach spoza Unii Europejskiej. Dziś z tą zasadą wzajemności jest poważny problem?
Pos. K. Płażyński: Trudno mówić tu jedynie o problemie. Od ponad dwóch lat spółka zależna Ukraińskich Kolei Państwowych, UZ Cargo Poland, prowadzi działalność przewozową na terenie Polski i korzysta z dostępu do naszego rynku. Tymczasem polscy przewoźnicy nadal pozostają praktycznie wyłączeni z rynku ukraińskiego. Co istotne, kiedy strona ukraińska uzyskiwała możliwość funkcjonowania w Polsce, deklarowała jednocześnie zmianę swoich przepisów w taki sposób, aby polskie firmy mogły liczyć na analogiczne prawa po drugiej stronie granicy. Takie zapowiedzi padły, jednak do dziś nie przełożyły się one na konkretne rozwiązania. W praktyce mamy więc do czynienia z sytuacją, w której ukraińskie przedsiębiorstwa mogą rozwijać działalność na polskim rynku, podczas gdy polscy przewoźnicy nadal czekają na otwarcie rynku ukraińskiego. Partnerstwo gospodarcze nie powinno tak wyglądać. Tym bardziej że Ukraińcy mocno się rozpychają i poszerzają wpływy w Polsce.
Mamy do czynienia z niedopatrzeniem ze strony ukraińskiej?
– Nie, to świadome blokowanie dostępu do rynku, pomimo wcześniejszych uzgodnień i składanych deklaracji. Ukraińcy prowadzą politykę ekspansji gospodarczej w naszym kraju i nikt im w tym nie przeszkadza, ale sami blokują dostęp do swoich rynków. Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że po wstępnych pracach nad projektem ustawy, który miał zagwarantować zasadę wzajemności, proces legislacyjny na Ukrainie został po prostu zatrzymany. Prace zarzucono, a dziś nie widać żadnej realnej woli, by ten stan rzeczy zmienić.
I to jest olbrzymie zagrożenie gospodarcze dla Polski.
– Ukraińska spółka systematycznie umacnia swoją pozycję, rozwija działalność i zwiększa udział w polskim rynku, konkurując zarówno z dużymi podmiotami państwowymi, np. PKP Cargo czy Orlen Paliwa, jak i z firmami prywatnymi. Jednocześnie nie musi się obawiać, że polscy przewoźnicy rozpoczną podobną ekspansję na Ukrainie, ponieważ skutecznie uniemożliwia się im wejście na ten rynek. Trudno nazwać to inaczej niż jawną dyskryminacją ekonomiczną. Co szczególnie niepokoi, dzieje się to w momencie, gdy wszyscy mówią o przyszłej odbudowie Ukrainy i ogromnych możliwościach gospodarczych, które mają się z tym wiązać. Wojna na Ukrainie kiedyś się skończy, a polskie przedsiębiorstwa powinny już dziś budować tam swoją obecność i pozycję. Tymczasem zamiast przygotowywać się do walki o własne interesy, są skutecznie blokowani.
Jak ma zadziałać proponowany projekt ustawy?
– Jego istota jest bardzo prosta: jeśli państwo stosuje wobec polskich firm dyskryminacyjne praktyki i blokuje im dostęp do swojego rynku, to spółki, których rzeczywisty beneficjent pochodzi z takiego kraju, nie powinny korzystać w Polsce z przywilejów, których odmawia się naszym przedsiębiorcom za granicą. W praktyce oznaczałoby to możliwość cofnięcia licencji lub odmowy jej wydania do czasu przywrócenia zasad uczciwej konkurencji i gospodarczej wzajemności. Chcę to wyraźnie podkreślić: nie jest to gest wymierzony przeciwko Ukrainie ani komukolwiek innemu. To nie polityka odwetu, lecz elementarna obrona własnych interesów gospodarczych. Tak funkcjonują dojrzałe państwa, które rozumieją, że partnerstwo nie może opierać się na jednostronnych ustępstwach. Jeśli jedna strona otrzymuje dostęp do rynku, druga powinna mieć identyczne możliwości.
Skąd ta bierność polskiego rządu, skoro sprawa dotyczy kwestii fundamentalnych?
– Trudno mówić o niewiedzy czy przeoczeniu, ponieważ problem był wielokrotnie sygnalizowany. Dysponuję również korespondencją korporacyjną PKN Orlen wskazującą, że przedstawiciele polskiego giganta od dawna alarmują o nierównym traktowaniu i olbrzymich problemach, które mają w relacjach z Ukrainą. Pojawiają się nawet zarzuty dotyczące działań, które można odbierać jako próbę wywierania presji na polskich przewoźników w kwestiach związanych z obsługą dostaw paliw na rynku ukraińskim. Mimo to od dwóch lat nie doczekaliśmy się żadnej zdecydowanej reakcji ze strony władz.
Mamy do czynienia z łamaniem standardów partnerstwa w relacjach międzynarodowych?
– Nie powiedziałbym, że Ukraińcy lekceważą jakiekolwiek standardy. Każde państwo i każda firma walczą przede wszystkim o własne interesy. I właśnie to robią ukraińskie podmioty. Problem polega na czymś zupełnie innym: nie na ich aktywności, lecz na naszej bierności. Szczerze mówiąc, większe pretensje mam do polskich władz niż do samych Ukraińców. Oni konsekwentnie realizują swoją strategię, wykorzystując wszystkie możliwości, jakie stwarza im polski rynek, żeby go przejmować. Nie łamią prawa. Natomiast korzystają do granic możliwości z jego zapisów. Trudno mieć pretensje do kogoś, kto skutecznie zabiega o własne interesy. Dlaczego my nie potrafimy równie skutecznie zadbać o swoje? Jeżeli jedna strona otrzymuje dostęp do infrastruktury, terminali i rynku, a jednocześnie polskie przedsiębiorstwa napotykają bariery po drugiej stronie granicy, to rolą państwa jest doprowadzenie do równowagi. Od tego właśnie są instrumenty polityczne, gospodarcze i regulacyjne. Tymczasem od dłuższego czasu mamy do czynienia z sytuacją, w której polski rząd sprawia wrażenie obserwatora, a nie uczestnika gry o strategiczne sektory gospodarki.
Skala strat wynikających z obecnej sytuacji to już problem liczony w milionach złotych. Czy mówimy o zjawisku, które w perspektywie może kosztować polską gospodarkę miliardy?
– Nie jestem dziś w stanie odpowiedzialnie wskazać konkretnej kwoty. Wiem natomiast jedno: dwa lata temu podchodzono do działalności UZ Cargo Poland z dużą dozą lekceważenia. Przekonywano, że to niewielki podmiot, który dopiero rozpoczyna działalność, nie odgrywa istotnej roli na rynku i nie stanowi żadnego zagrożenia dla polskich przewoźników. Dziś widać już wyraźnie, że rzeczywistość potoczyła się inaczej. Przez te dwa lata spółka zdążyła zbudować swoją pozycję, szczególnie w obszarze przewozu paliw. Co więcej, działa w ścisłej współpracy z innymi ukraińskimi podmiotami, które również coraz śmielej zaznaczają swoją obecność na polskim rynku. Dobrym przykładem jest sytuacja, w której jedna z ukraińskich firm zawarła kontrakt z PERN w Dębogórzu. To pokazuje, że mamy do czynienia nie z pojedynczymi incydentami, lecz z procesem, który stopniowo nabiera skali.
Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik



