fot. PAP/Radek Pietruszka

Pos. A. Śliwka: Jako Prawo i Sprawiedliwość od samego początku mówiliśmy, że działania na naszej granicy powinny być symetryczne. Rozmawiam z funkcjonariuszami Straży Granicznej, którzy jasno mówią o tym, że chcieliby podejmować konkretne działania, jednak nie ma rozkazów

Od 13 grudnia 2023 roku mamy politykę, w której Niemcy robią, co chcą. W lipcu 2024 roku w Polsce odbył się szczyt międzyrządowy Polska-Niemcy, przyjechał Olaf Scholz i wprost wtedy mówił o tym, że Niemcy przyjmują kwestię bezpieczeństwa na naszej wschodniej i zachodniej granicy, nie będą prowadzone działania symetryczne. Polski rząd wtedy abdykował, zdezerterował i w żaden sposób nie przeciwstawił się niemieckiej polityce. My jako Prawo i Sprawiedliwość od samego początku mówiliśmy, że działania na naszej granicy powinny być symetryczne. Rozmawiam z funkcjonariuszami Straży Granicznej, którzy jasno mi mówią o tym, że chcieliby podejmować konkretne działania, jednak nie ma rozkazów – mówił Andrzej Śliwka, poseł Prawa i Sprawiedliwości, w programie „Polski punkt widzenia” emitowanym w TV Trwam.

Intensywne opady deszczu, które przeszły nad Elblągiem i okolicami, spowodowały poważne podtopienia i zalały wiele terenów, w tym gminę Tolkmicko, gdzie miała miejsce regularna powódź. W odpowiedzi na kryzys podjęto działania w postaci interpelacji do rządu, domagając się wsparcia finansowego, pomocy doraźnej oraz pomocy dla lokalnych rolników i przedsiębiorców. Kluczowe będzie teraz nie tylko udzielenie pomocy, ale także wyciągnięcie wniosków, by uniknąć takich sytuacji w przyszłości.

Elbląg dotknęły zjawiska metrologiczne związane z intensywnymi opadami deszczu. Doszło do podtopień, zalań. Trzeba jednak powiedzieć, że najbardziej ucierpiały miejscowości w powiecie elbląskim, dokładnie w gminie Tolkmicko, gdzie od nabrzeża po całym Zalewie Wiślanym doszło do regularnej powodzi. Ogromne straty są w powiecie elbląskim, ale także w samym Elblągu doszło do podtopień i zalań. W środę mówiliśmy o tym, jakie działania należy podjąć. Niezwłocznie złożyłem interpelację do prezesa Rady Ministrów, ale także ministra rolnictwa, o podjęcie stosownych działań, by mieszkańcy Elbląga i okolic nie byli zostawieni sami sobie. Dobre słowo jest bardzo ważne, ale tutaj potrzeba konkretnych działań, wsparcia finansowego, pomocy doraźnej, pomocy dla przedsiębiorców i rolników. Później trzeba wyciągać wnioski, jak ta sytuacja wyglądała, dlaczego doszło do zaniechań, dlaczego z jednej strony władze miasta Elbląga pisały w nocy, że sytuacja jest stabilna, a następnego dnia rano mieszkańcy się budzili i mieli zalany swój dobytek – wskazał Andrzej Śliwka.

Zjawiskom związanym z zalaniami i powodziami, choć są trudne do przewidzenia, w pewnym zakresie można zapobiegać lub przygotować się na nie. Niestety, władze Elbląga nie wyciągnęły odpowiednich wniosków po nawałnicach, które miały miejsce w 2017 roku, kiedy rzeka Kumiela wylała, a teraz, w tym samym miejscu, doszło do podobnych podtopień i zalań. Brak reakcji ze strony departamentu zarządzania kryzysowego oraz zatrzymanie kluczowych inwestycji, jak budowa zbiornika mokrego, to sytuacje, które wskazują na konieczność podejmowania działań ponad podziałami politycznymi. Projekty, które były bliskie realizacji, mogłyby pomóc zapobiec obecnym kryzysom, a ich niezrealizowanie to ogromna strata dla miasta.

Pod ewentualne zalania i powodzie można się w jakimś zakresie przygotować. Żałuję, że władze, które rządzą Elblągiem, nie wyciągnęły jakichkolwiek wniosków po historii, która miała miejsce w 2017 roku w Elblągu, czyli kiedy wylała rzeka Kumiela. Teraz dokładnie w tym samym miejscu doszło do podtopień i zalania. Nie było reakcji ze strony departamentu zarządzania kryzysowego. To są historie, gdzie w moim przekonaniu ponad politycznymi podziałami warto realizować pewne inwestycje. Praktycznie była przygotowana inwestycja budowy zbiornika mokrego w Elblągu, niestety została zatrzymana przez nowe władze Wód Polskich. Żałuję, że dobre projekty, które były zapoczątkowane, nie zostały zrealizowane – oznajmił poseł PiS.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, zapowiedział, że 11 października w Warszawie odbędzie się marsz przeciwko nielegalnej migracji. To okazja, by w wyraźny sposób pokazać sprzeciw wobec polityki przyjmowania nielegalnych imigrantów i działań Brukseli.

Temat związany z nielegalną migracją jest bardzo ważny. Cieszę się, iż padła deklaracja i propozycja w sprawie zorganizowania marszu. Ważne, abyśmy w sposób wyraźny dali sygnał obecnej ekipie rządzącej, że nie zgadzamy się na politykę uległości wobec Brukseli, nie zgadzamy się na politykę, która ma na celu przyjmowanie nielegalnych imigrantów. Myślę, że ten termin umożliwi odpowiednie przygotowanie się, przyjechanie wielu osób do Warszawy i zamanifestowanie swojego stanowiska w tym zakresie – podkreślił polityk.

Andrzej Śliwka zauważył, że to rząd Prawa i Sprawiedliwości zablokował pierwszą wersję paktu migracyjnego. Niestety Donald Tusk po objęciu władzy wrócił do swojej polityki sprzed 2015 roku i dał się rozgościć niemieckiej polityce w naszym kraju. Straż Graniczna mimo chęci do działania ma związane ręce, ponieważ nie mają rozkazów.

Trzeba jasno powiedzieć, że rząd Prawa i Sprawiedliwości prowadził konsekwentną politykę braku zgody przyjmowania nielegalnych migrantów. Robiliśmy to już od grudnia 2015 roku. Wystarczy przypomnieć, że to rząd PiS zablokował pierwszą wersję paktu migracyjnego, która została wynegocjowana przez koalicję PO-PSL. Donald Tusk straszył wtedy Polaków, mówiąc o tym, że będą musieli zapłacić nieuchronne środki i kary w związku z brakiem zgody na przyjmowanie nielegalnych migrantów. 13 grudnia 2023 roku zmieniła się władza w Polsce. Tydzień później Komisja Europejska klepnęła tematykę związaną z nielegalną migracją. Później odbył się szczyt UE, gdzie te sprawy przyśpieszyły (…). Od 13 grudnia 2023 roku mamy politykę, w której Niemcy robią, co chcą. W lipcu 2024 roku w Polsce odbył się szczyt międzyrządowy Polska-Niemcy, przyjechał Olaf Scholz i wprost wtedy mówił o tym, że Niemcy przyjmują kwestię bezpieczeństwa na naszej wschodniej i zachodniej granicy, nie będą prowadzone działania symetryczne. Polski rząd wtedy abdykował, zdezerterował i w żaden sposób nie przeciwstawił się niemieckiej polityce. My jako Prawo i Sprawiedliwość od samego początku mówiliśmy, że działania na naszej granicy powinny być symetryczne. Rozmawiam z funkcjonariuszami Straży Granicznej, którzy jasno mi mówią o tym, że chcieliby podejmować konkretne działania, jednak nie ma rozkazów – akcentował gość programu „Polski punkt widzenia”.

radiomaryja.pl

drukuj