Popielcowe znaki i aluzje

Szanowni Państwo!

Dzisiaj, na znak pokuty, posypywaliśmy sobie głowy popiołem. Prochem jesteś i w proch się obrócisz. To prawda – ale przecież nie cała, bo w proch obraca się tylko ciało, ale nie dusza. Tymczasem papież Benedykt XVI, który niemal w przeddzień Środy Popielcowej ogłosił decyzję o swojej abdykacji, jako przyczynę podał niedostatek sił ciała i ducha.  Co do sił ciała trudno się wypowiadać, ale deklaracja o osłabieniu sił ducha brzmi niewiarygodnie. Jesli Benedykt XVI czymkolwiek imponował, to właśnie siłą ducha. Bo cóż innego, jak nie siła ducha skłoniła go do wydania – jeszcze gdy był prefektem Kongregacji Doktryny Wiary – deklaracji „Dominus Iesus”, ktora wywołała wściekłe wycie postępactwa, zarówno wewnątrz Kościoła, jak i poza nim? A przecież przypominała ona tylko podstawowe prawdy wiary katolickiej – ale właśnie dlatego wzbudziła taką falę protestów i dąsów.

„Nie ma przypadków, są tylko znaki” – mawiał świętej pamięci ksiądz Bronisław Bozowski z kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W dniu, w którym Benedykt XVI ogłosił decyzję o swojej abdykacji, światowe telewizje pokazały efektowne zdjęcie pioruna, uderzającego w kopułę Bazyliki świętego Piotra w Rzymie. Jak gdyby również Niebo chciało dać wyraz swoim uczuciom. No dobrze – ale w odróżnieniu od nas, którzy zostaliśmy tym komunikatem zaskoczeni, w tym przypadku o żadnym zaskoczeniu nie może być mowy. Skoro tak, to jaka może być wymowa tego znaku? Czy przypadkiem nie taka, że abdykacja Benedykta XVI miała na celu potrząśnięcie Kościołem, żeby się zreflektował, którą drogą ma podążać?

Przed wieloma laty Mikołaj Davila zauważył, że Kościół, straciwszy nadzieję, że ludzie będą postępowali zgodnie z jego nauczaniem, zaczął nauczać tego,  ludzie robią. Stąd coraz silniej w postępowaniu Kościoła zaczęła zaznaczać się skłonność do przypodobania się – a to Żydom, a to muzułmanom, a to ateistom… Tymczasem jeśli ktoś pragnie przyjaźnić się ze wszystkimi, to prędzej czy później wpadnie w złe towarzystwo. Apostołowie irenizmu najwyraźniej zapomnieli, że Kościół ma być znakiem sprzeciwu – zwłaszcza wobec stylów życia lansowanych przez wrogów łacińskiej cywilizacji, lekkomyślnie naśladowanych przez rozmaitych swawolników. „Pancerny kardynał”, a potem „pancerny papież” chyba nie znalazł dostatecznego wsparcia ze strony tych, którzy powinni mu go udzielić i na których liczył. Być może to właśnie kryje się w słowach o niedostatku sił ducha? Papież osamotniony i osaczony przez wrogów? Bo przecież wrogowie nie tylko istnieją, ale sprawiają wrażenie, jakby w swojej wojnie z Kościołem znajdowali sie właśnie w pełnym natarciu!

W takiej sytuacji abdykacja Benedykta XVI-go może wywołać w Kościele wstrząs. Ale wstrząs może być zarówno niszczący, jak i ozdrowieńczy. W swojej historii Kościół przechodził wiele wstrząsów i jeśli wychodził z nich wzmocniony, to zawsze dzięki powrotowi do źródeł, do wartości ewangelicznych.  Nieustanną i słuszną troską Kościoła było i jest pragnienie utrzymania jedności. Ale w Ewangelii według św. Mateusza znajdujemy przestrogę przed pragnieniem utrzymywania jedności za wszelką cenę.: „Jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuc od siebie.” I słusznie – bo w przeciwnym razie gangrena zainfekuje cały organizm, podczas gdy przeprowadzony w porę, zdecydowany zabieg chirurgiczny, może go uratować. Czy osamotniony i osaczony Benedykt XVI nie czuł się na siłach dokonać takiej operacji i poprzez abdykację nie tylko uświadomił nam powagę sytuacji, ale i otworzył możliwość szybkiej interwencji? Najbliższe miesiące pokażą, czy tak było rzeczywiście i czy pod przewodem nowego papieża Kościół przestanie umizgać się do celebrytów współczesnego świata.

Dzisiaj, na znak pokuty, posypywaliśmy sobie głowy popiołem. Ale pokuta, to nie tylko ubolewanie i żal. To również wola przemiany. Być może, że wybór momentu ogłoszenia przez Benedykta XVI-go decyzji o abdykacji jest dodatkową aluzją – wskazówką, że również w życiu Kościoła konieczna jest przemiana, by zarówno do każdego jego członka, jak i tych wszystkich, którzy Kościołem wzgardzili, czy nawet dążą do jego zniszczenia, dotarły słowa Pana Jezusa, że tylko On jest drogą, prawdą i życiem, a zwłaszcza – że „nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie”. Nikt – ani inaczej.

   red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj