Polskie firmy przechodzą przez poważny kryzys i upadają, a to wszystko za sprawą nieudolnych rządów Donalda Tuska i jego „Koalicji 13 grudnia”
Huta w Dąbrowie Górniczej poinformowała o wstrzymaniu pracy wielkiego pieca hutniczego. Związkowcy obawiają się, że to wstęp do likwidacji zakładu. O swoją pracę obawiają się też pracownicy wielu innych firm z różnych branż.
W maju w Warszawie tłumnie protestowali hutnicy. Mówili o coraz gorszej sytuacji branży hutniczej. Ministerstwo Przemysłu obiecało pomoc, powołując specjalny zespół, jednak premier Donald Tusk zlikwidował resort, a to przerwało prace zespołu.
Tymczasem z powodu problemów finansowych koncern Arcelor Mittal Poland, największy producent stali w Polsce, wstrzyma pracę wielkiego pieca hutniczego w Dąbrowie Górniczej. To efekt polityki klimatycznej Unii Europejskiej.
– Mówimy o szeregu niesprzyjających czynników. Po pierwsze, bardzo wysokie ceny energii, a po drugie, koszty zakupu uprawnień do emisji CO2, które ponoszą tylko europejscy producenci – wskazała Sylwia Winiarek-Erdoğan, rzecznik Arcelor Mittal Poland.
Polskie hutnictwo musi się również mierzyć z napływem taniej stali z Ukrainy. Tam produkcja nie jest ograniczona unijnymi restrykcjami, a energia jest tańsza niż w Polsce. W ubiegłym roku z 3 mln ton stali wyprodukowanej na Ukrainie aż jedna trzecia trafiła do Polski.
– Dla blachy gorąco walcowanej to jest różnica 200 euro na tonie pomiędzy polskim wyrobem a ukraińskim, a dla prętów żebrowanych to jest około 100 euro na tonę, więc naprawdę nie ma możliwości konkurowania i nasze wyroby po prostu nie znajdą rynku zbytu – zauważył Andrzej Karol, przewodniczący krajowej sekcji hutnictwa NSZZ „Solidarność”.
Koncern Arcelor Mittal zapewnił, że piec ponownie ruszy, gdy warunki ulegną poprawie, ale na to się nie zanosi. Pracownicy obawiają się zwolnień i ostatecznej likwidacji zakładu.
– Na wielkich piecach w Dąbrowie Górniczej pracuje 600-700 osób, z tego 200-300 może być zagrożonych. Rząd już dawno powinien włączyć się we wsparcie przemysłu hutniczego – podkreślił Mirosław Nowak, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Arcelor Mittal Poland w Dąbrowie Górniczej.
Związek planuje protesty na polsko-ukraińskiej granicy. Poseł PiS, Paweł Sałek, zauważył, że upadek polskiego hutnictwa oznacza nie tylko zwalniania, ale też zagraża bezpieczeństwu państwa.
– To są kwestie strategiczne związane z ogromnością państwa i produkcją zbrojeniową, ale także sektory jak sektor budowlany w przypadku wylewów, żelbetonów, zbrojeń – mówił Paweł Sałek.
O pracę obawiają się pracownicy spółki PKP Cargo, która jest w restrukturyzacji. W ubiegłym roku zwolniono ponad pół tysiąca osób, a w najbliższych dwóch latach może to być kolejne 200 osób. Prezes spółki, Agnieszka Wasilewska-Semail, winę za złą sytuację spółki zrzuca na poprzedni rząd, który chciał dystrybuować w 2022 pociągami PKP Cargo węgiel dla Polaków. Wtedy wdrożono embargo na rosyjski surowiec.
– Wystąpimy z roszczeniem o pokrycie tych szkód, które zostały w sposób bezpośredni lub pośredni w spółce wyrządzone – powiedziała Agnieszka Wasilewska-Semail.
Według opozycji władze PKP Cargo prowadzą spółkę do upadku za zgodą rządu.
– Nie tylko zwolnienia tysięcy znakomicie wykształconych, przygotowanych zawodowo do realizacji zadań pracowników. To także wyprzedaż majątku ruchomego i nieruchomego – akcentował Andrzej Adamczyk, poseł PiS.
Spółka wyprzedaje nieruchomości, grunty z torowiskami i tabor kolejowy. Były prezes PKP Cargo, Dariusz Szeliga, ostrzegł, że chodzi o oddanie polskiego rynku.
– Będzie odbudowa Ukrainy, że będą kruszywa, będą wożone towary, to te węglarki są dzisiaj złotym biznesem – wyjaśnił Dariusz Szeliga.
Polskie tory chce zdominować niemiecki Deutsche Bahn Cargo.
TV Trwam News



