Polska nie radzi sobie w walce z inflacją

Bezrobocie w Polsce wynosi 5,1 procent. To jednak może się zmienić w przyszłym roku, kiedy zobaczymy realne skutki walki z inflacją. 

Za nami kolejny miesiąc i kolejny wzrost inflacji. Główny Urząd Statystyczny podał w poniedziałek, że w październiku w porównaniu z rokiem ubiegłym ceny wzrosły o 17,9 procent. W przyszłym tygodniu poznamy nową prognozę  Narodowego Banku Polskiego. Wysokie wskaźniki zostaną z nami na dłużej –  zapowiedziała wiceprezes banku centralnego, Marta Kightley.

– Szczyt inflacji będzie przypadał prawdopodobnie na pierwsze miesiące przyszłego roku. Od marca do końca przyszłego roku inflacja będzie silnie spadać – wskazała Marta Kightley.

Wielu ekonomistów wskazuje, że 20-procentowa inflacja to coraz bardziej realny scenariusz. Jednym z narzędzi, którym można hamować jej wzrost, jest podnoszenie stóp procentowych. Decyzje co do nowych podwyżek podejmie 9 listopada Rada Polityki Pieniężnej. Ekonomista Mariusz Kękuś wskazał, że trzeba tu jednak zachować rozwagę.

– Uważam, że rynek jeszcze nie skonsumował podwyżek, które się dokonały.  Nie ma jeszcze do końca reakcji rynku na podwyżki stóp procentowych. One na pewno odniosły skutek. Działają na wyobraźnie uczestników tego rynku i powstrzymują wiele osób od inwestycji, od zaciągania kredytów – zaakcentował Mariusz Kękuś.

Zasadniczym i podstawowym celem podnoszenia stóp procentowych jest zmniejszenie ilości pieniędzy na rynku. W naszych portfelach ma zostać mniej, więc też mniej wydamy. W wyniku tego spadnie też sprzedaż realizowana przez przedsiębiorstwa.

Efektem będzie wyhamowanie gospodarki, czyli mniejszy Produkt Krajowy Brutto – mówił prof. Wojciech Piontek, ekonomista.

– Tempo wzrostu PKB w roku 2022 obniży się z 4,6 proc. obecnie do 1,8 proc. w 2023 i pociągnie za sobą nieznaczny wzrost bezrobocia – oznajmił prof. Wojciech Piontek.

Stopa bezrobocia wynosi obecnie 5,1 procent. Mimo kolejnego kryzysu sytuacja na rynku pracy jest bardzo dobra. Wyniki poprawiają też pracujące w Polsce miliony Ukraińców. Jednak najważniejsze jest to, że w czasie pandemii rząd pomagał finansowo przedsiębiorcom, aby nie zamykali firm. To przyczyniło się do wzrostu inflacji, ale nie znikały miejsca pracy. Premier Mateusz Morawiecki podkreślił, że to zupełnie inna polityka niż ta, którą prowadzili poprzednicy.

– Były dwa wielkie kryzysy Balcerowicza i jeden Tuska – dwie wielkie fale bezrobocia z czasów Balcerowicza sięgające ponad 20 proc. i fala bezrobocia w czasach Donalda Tuska sięgająca prawie 15 proc., kiedy miliony ludzi było pozbawionych pracy. Ja nie chcę zdusić inflacji kosztem miejsc pracy – powiedział premier Mateusz Morawiecki.

Rada Polityki Pieniężnej mogłaby podnosić stopy procentowe do radykalnie wysokiego poziomu, ale to by oznaczało tak samo radykalne hamowanie gospodarki i tak samo radykalny wzrost bezrobocia – wskazał prezes PiS, Jarosław Kaczyński.

– Tylko że to jest takie leczenie choroby, która natychmiast wywoła drugą chorobę jeszcze cięższą i dużo bardziej bolesną dla ludzi – podsumował Jarosław Kaczyński.

Tym bardziej że obecny kryzys różni się od poprzednich, kiedy podnoszenie stóp wystarczyło do walki z inflacją. Za obecne wskaźniki w większości odpowiadają wysokie ceny energii i paliw stałych. Póki sytuacja geopolityczna się nie ustabilizuje, to sprostanie inflacji będzie bardzo trudne.

TV Trwam News

drukuj