fot. Robert Sobkowicz/Nasz Dziennik

Polska ma talenty

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Beata Falkowska.

 


Gratuluję poniedziałkowej premiery „Zerwanego kłosa”. To ogromny sukces WSKSiM. Wszyscy jesteśmy ujęci tym, że Ojciec zaufał studentom, którzy podjęli się tego zadania.

Wcześniej nasi studenci wystawiali sztuki teatralne. Od początku cieszyłem się, że podjęli się także pracy nad filmem. Często rozmawiałem z nimi. Godzinami opowiadali mi o szczegółach, ja pytałem o to, jak postępują prace. Byłem kilka razy na planie, widziałem ich w różnych sytuacjach. To było piękne patrzeć na to, jak organizowali się, jaką wagę przykładali do każdego szczegółu, z jaką pasją do tego podchodzili. Pan Witold Ludwig, reżyser filmu i autor scenariusza, pan Karol Niechciał, kierownik produkcji, i wielu innych współpracowników żyją tą pracą. Każdy talent trzeba nie tylko przyjmować, cieszyć się nim, ale rozwijać, rozdmuchiwać. To tak jak z iskierką, jeśli ją rozdmuchujemy, powstaje wielki ogień. Nie wiem, w którym kierunku pójdą ci młodzi ludzie, ale mają talenty, których bardzo Polsce potrzeba.

Jest jakaś dominująca myśl, refleksja, która towarzyszyła Ojcu podczas premiery?

Jest bardzo wiele różnych elementów, o których można mówić. Na pewno mam pragnienie, aby to, co udało się osiągnąć w WSKSiM, rozwijało się. Dla mnie niezmiernie ważne jest to, jak wiele można zrobić, jeśli idzie się razem. Na premierę przybyło wielu polityków, ministrów, wiceministrów, minister z Kancelarii Prezydenta, przyjechał prezydent Torunia, byli oczywiście słuchacze Radia Maryja, przedstawiciele różnych firm, ludzie, którzy współpracowali przy powstawaniu filmu.

To pokazuje, jak wielka jest potrzeba takich dzieł i uzdro-wienia polskiej kultury.

Tak, ale to przede wszystkim pokazuje, jak wielu ludzi ma dobrą wolę i jak chcą dobra. To jest wielka sprawa. Tego filmu by nie było także bez 1 proc. przekazanego przez ludzi na Fundację Nasza Przyszłość. Dziękuję wszystkim za okazane zaufanie. Wielu specjalistów wskazywało, że taka produkcja to koszt nawet ponad 4 mln zł. My wydaliśmy ok. 550 tys. Trzeba być gospodarnym i oszczędnym, wtedy do czegoś dojdziemy. I wspierać jeden drugiego, jeśli widzimy iskierkę dobra, rozdmuchiwać ją.

„Zerwany kłos” może stać się przyczynkiem do realizacji wielkiego marzenia Ojca, czyli stworzenia katolickiej wytwórni filmowej?

Marzeń mam wiele, nie chcę na razie o nich mówić, aby mogły się ziścić. Myślę, że trzeba się bardzo spieszyć. Bo ten walec niszczenia kultury i duszy Narodu przychodzi do Polski bardzo szybko. Premiera odbyła się w Pałacu Kultury i Nauki, który nosił imię Józefa Stalina. Wiemy, co oznaczała ta cała ideologia, i do takiego miejsca przychodzi nowe.

Powstanie tego filmu to tryumf ducha. Niewiele osób 10 lat temu uwierzyłoby, że w WSKSiM powstanie profesjonalny film.

Tak niewiele potrzeba, aby takie projekty powstawały, musimy tylko nie stać z boku, a wspierać. Ilu pięknych ludzi z różnych stron Polski współpracowało przy filmie. Dopiero przy tej produkcji zobaczyłem, jak wiele etapów potrzeba, aby stworzyć takie dzieło – mamy i cudownie zrobione zdjęcia, montaż, koloryzowanie, do tego wspaniała muzyka. Dziękuję tym wszystkim twórcom.

Młodym zaufali także profesjonalni aktorzy, którzy wystąpili w filmie.

Niezmiernie się cieszę, że mistrzowie byli razem z uczniami. Bardzo dobrzy aktorzy zechcieli wspólnie pracować na planie z naszymi studentami. I proszę spojrzeć, jak ci młodzi ludzie się podciągnęli, jak wspaniale wcielili się w tych bohaterów. Niektórzy z nich już pracują, są w odpowiedzialnych miejscach. Jak oni dorosną, pójdą jeszcze dalej, będą zmieniać Polskę, pod warunkiem, że będą chcieli się rozwijać.

Ten integralny rozwój – zarówno zawodowy, techniczny, ale i duchowy, wspaniale było widać w „Zerwanym kłosie”.

Za tym stoi Pan Bóg, jak jesteśmy blisko Niego, to On nas tak wspaniale kształtuje. Tego filmu nie byłoby bez pięknych rodzin, z których wyszli nasi studenci, to tam gdzieś wszystko się zaczęło. Najpierw rodzina, Kościół, potem szkoła i uczelnia. Z radością patrzyłem podczas premiery na naszych studentów, jak wspaniale służyli, elegancko ubrani, z wielką kulturą. Wszystko było dopracowane, łącznie z wielkimi filmowymi plakatami na budynku Pałacu Kultury i Nauki, z kozakami na koniach stojącymi przed wejściem. Nasza uczelnia daje ogromną szansę. Stwarzamy naprawdę szerokie możliwości, tylko student musi chcieć. Do niczego nikogo nie zmusimy.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska/Nasz Dziennik

drukuj