fot. TV Trwam News

W Polsce brakuje kierowców ciężarówek

W Polsce brakuje od zaraz ponad 50 tys. wykwalifikowanych kierowców ciężarówek. To efekt nie tylko braku odpowiedniego systemu kształcenia, ale także tych, którzy już kwalifikacje zyskali. Na domiar złego konkurujące z nami kraje zachodniej Europy chcą wprowadzić jednolitą płacę kierowców na terenie całej Unii. To znacznie obniży konkurencyjność naszych firm.

Przez wiele lat rządów PO-PSL postulaty przewoźników o zbudowanie systemu skutecznego kształcenia zawodowego kierowców były lekceważone. Dziś zawód kierowca widnieje już na ministerialnej liście do nauczania, ale szkoły zawodowe nie dają szansy zdobycia kategorii C, a jedynie B.

– My gwarantujemy miejsce pracy. Rokrocznie deficyt kierowców w normalnych warunkach to jest deficyt na poziomie 30 do 40 tysięcy miejsc pracy, natomiast w chwili obecnej w zawodzie kierowcy zatrudniani są już emeryci, średnia wieku bardzo się podwyższyła. W związku z tym potrzebujemy „na już” 100 tys. nowych kierowców – zaznacza Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.

Jan Buczek zapewnia, że branża jest w stanie zapewnić konieczne doszkalanie oraz praktyki. Konieczna jest jednak pomoc w zdobyciu kosztownego prawa jazdy oraz wyszkolenie na wielu płaszczyznach.

– On musi mieć naprawdę sporą wiedzę, musi znać międzynarodowe przepisy, przepisy celne, przepisy finansowe, przepisy dotyczące bezpieczeństwa, przepisy dotyczące mocowania ładunku – wskazuje Jan Buczek.

Szkolnictwo zawodowe w minionych latach upadło, a kolejne rządy zlekceważyły zapotrzebowania rynku.

– Dziś nie mamy PKS, które kształciły kierowców, miały szkoły przyzakładowe. Tam się tych kierowców kształciło – kierowców zawodowych. Z kategorią C można było wyjść już z wojska. Dzisiaj też tego nie mamy. W związku z tym ten niedobór kierowców jest duży, a branża rozwijała się bardzo dynamicznie – zwraca uwagę Tadeusz Kucharski, szef Krajowej Sekcji Transportu Drogowego NSZZ „Solidarność”.

Polscy przewoźnicy zajmują dziś dominującą pozycję wśród międzynarodowej konkurencji. Ale szykuje się wojna przewoźników. Kraje zachodnie zawiązały porozumienie w sprawie wprowadzenia na terenie całej Unii jednolitej płacy minimalnej dla kierowców.  Uważają, że Polska stosuje dumping socjalny.

– Założenie wprowadzenia płacy minimalnej w poszczególnych krajach jest takie, żeby tę konkurencyjność wschodnich członków Unii Europejskiej, przede wszystkim Polaków, bo mamy bardzo dużą flotę pojazdów, troszkę ograniczyć. Zrobiły to Niemcy, Francja, teraz Austria – to są trzy najważniejsze kraje – ale też na przykład Włochy – wyjaśnia Jerzy Tyczno z Dolnośląskiego Stowarzyszenia Przewoźników Międzynarodowych.

Unia powinna gwarantować wolny, konkurencyjny rynek. Polscy kierowcy otrzymują za swoją pracę stawki polskie, a nie o wiele wyższe, zachodnie. To nie jest nieuczciwe, gdyż dzięki temu są bardziej konkurencyjni.

– Wprowadzenie czy dostosowanie się do pensji minimalnej w formie takiej, jaką chcieliby Niemcy czy Francuzi, spowoduje drastyczny wzrost kosztów, z którym polskie firmy już sobie nie poradzą – podkreśla Bartłomiej Orzeł, ekonomista.

To oznaczać będzie upadek branży. Jednocześnie zachodni przewoźnicy cały czas prowadzą akcję przejmowania młodych kierowców, którzy już zdobyli kwalifikacje. Oferują nawet trzykrotnie wyższe zarobki.

– Cały czas firmy zachodnie szukają kierowców, dają ogłoszenia, próbują wyciągać naszych kierowców z naszego rynku – mówi Paweł Trojanowski z Arena Transport.

Dlatego polskie firmy przewozowe boleśnie odczuwają niedostatek kierowców. Zatrudniani są coraz częściej kierowcy zza wschodniej granicy. Liczba wydanych świadectw w ubiegłym roku wzrosła do ponad 41 tys.

TV Trwam News/RIRM

drukuj