fot. pl.wikipedia.org

Polonia coraz chętniej odwiedza Centrum Dokumentacji Zsyłek w Krakowie

Polacy, którzy w czasie II wojny światowej zmuszeni zostali do opuszczenia ojczyzny, coraz chętniej odwiedzają Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń UP w Krakowie. Przyjeżdżają by zobaczyć, gdzie znajdują się ich relacje.

Centrum to od 2012 r. działa w zabytkowym forcie Skotniki, z dala od centrum Krakowa. Od tego czasu ośrodek odwiedziło kilka tysięcy osób, w tym uczestników warsztatów edukacyjnych.

Centrum zbiera i archiwizuje wspomnienia przymusowych emigrantów, szczególnie Sybiraków. Sporządza nie tylko relacje pisemne, ale i audiowizualne. Jak dotąd zrealizowało ok. 700 nagrań świadków historii. To jednostka badawcza i archiwum, ale też muzeum i biblioteka.

Do Skotnik ośrodek zaprasza osoby indywidualne i wycieczki. Prosi jednak o uprzednie zgłoszenie wizyty. Na razie pracują tam na stałe tylko cztery osoby (razem z dyrektorem) oraz wolontariusze. Pracy jednak – jak przyznał dyrektor placówki dr hab. Hubert Chudzio – jest bardzo dużo. Aby zatrudnić dodatkowych pracowników, potrzebne są finanse.

W rozmowie z PAP dyrektor zwrócił uwagę, że do Centrum w Skotnikach coraz liczniej i chętniej przyjeżdża Polonia, a zwłaszcza zesłani i wypędzeni w czasie wojny i po niej. Także dzieci i wnuki emigrantów interesują się Centrum.

„Polacy, z którymi nagrywaliśmy rozmowy, przyjeżdżają do Skotnik, aby zobaczyć, gdzie znajduje się dokumentacja ich historii. Są to osoby i ich rodziny ze wszystkich kontynentów” – mówił Hubert Chudzio.

Jego zespół jeździ po świecie, by zachować historie Polaków, zmuszonych przed laty do opuszczenia ojczyzny. Z wieloma Polakami badacze nawiązali na tyle trwałe relacje, że dzisiaj do Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń w Krakowie napływają kartki świąteczne z całego świata.

Niektórzy Polacy, którzy przeżyli Syberię i już nie wrócili na stałe do Polski, różnie reagowali na informację o planach dokumentacyjnych Centrum.

„Przyznam, że na początku, w 2010 roku w Leicester w Wielkiej Brytanii, Polacy i ich potomkowie patrzyli na nas z małym dystansem” – powiedział dyrektor krakowskiego centrum.

Powodem tego były m.in. wspomnienia z czasów PRL, kiedy komunistyczni szpiedzy próbowali – jak mówił Chudzio – „rozbić” polską emigrację. Wielu też Polaków, mających wysokie kwalifikacje, musiało pracować poniżej kwalifikacji, długo żyli w nędzy i nie chcą wracać do tamtych czasów.

Dobry kontakt z Polonią udało się jednak nawiązać, m.in. dzięki przedstawicielom tamtejszych polonijnych instytucji i polskich parafii.

„Polacy, którzy zostali wypędzeni, przesiedleni, znają się. Informacja o nas i naszych badaniach rozniosła się pocztą pantoflową. Dzięki temu nasza praca stała się znacznie łatwiejsza” – powiedział dyrektor.

Zaznaczył, że niektórzy Polacy bardzo emocjonalnie reagują na prośbę o zrelacjonowanie swojej historii zsyłki, wypędzenia lub przesiedlenia. Część zastanawia się, dlaczego dopiero teraz, u kresu ich życia, naukowcy chcą zachować ich historie od zapomnienia.

A historie – jak opowiadał Chudzio – są różne, każda jest inna, ale składa się na jedną wielką zbiorową historię polskich emigrantów, zwłaszcza Sybiraków.

Krakowskie Centrum koncentruje się przede wszystkim na relacjach ludności cywilnej.

„Nasze badania mają charakter +ratunkowy+” – powiedział dyrektor ośrodka i wyjaśnił: „Wiedza o ludności cywilnej, która trafiła na Syberię, a potem wyszła z niej wraz z armią gen. Władysława Andersa, jest niewielka. To rezultat polityki prowadzonej w PRL”.

Jak zauważył, po 1989 r. zaczęto w Polsce mówić i pisać o żołnierzach, którzy służyli pod dowództwem gen. Andersa, jednak wciąż mało się mówiło o ludności cywilnej i nawet wielu historyków nie miało o niej wiedzy.

W świadomości Polaków – mówił dyrektor krakowskiego Centrum – nie funkcjonowały terminy „polskie osiedla” w Afryce, Indiach, Nowej Zelandii, Meksyku. Najwięcej Polaków (20 tys.), którzy przeżyli Sybir, trafiło do Afryki – tu funkcjonowały 22 osiedla i są groby kilkuset Polaków.

Część cywilów było zmuszonych tam pozostać, niektórzy mieli możliwość wyjazdu np. do Kanady, USA, Australii. Do Wielkiej Brytanii mogli jechać ci (i była to większość), którzy mieli rodzinę w wojsku. Nie mogli wrócić na Kresy, bo Kresów już nie było w granicach Polski. Nie chcieli wrócić do PRL-u, bo obawiali się komunistów.

Na pytanie co dzisiaj myślą emigranci o Polsce, czy wróciliby, dyrektor Centrum przywołuje opinie, że w Polsce kuleje polityka senioralna, osoby w podeszłym wieku często są skazane na samotność, nie mają co ze sobą zrobić, muszą żyć za głodowe emerytury i spędzać godziny w kolejkach do lekarzy; są też jednak opinie, że polskie sanatoria są tańsze i działają lepiej niż te zagraniczne, np. brytyjskie, i często polski emigrant decyduje się przyjechać z Wielkiej Brytanii do polskiego uzdrowiska.

Oficjalnie fort Skotniki stał się własnością Uniwersytetu Pedagogicznego (UP), przy którym działa Centrum, w październiku ub.r. W pierwszym roku działalności (2011) ośrodek miał tymczasową siedzibę przy ul. Brackiej.

PAP/RIRM

drukuj