Polityka ponad sumienie

Rada Miasta Szczecina zdecydowała o dofinansowywaniu z budżetu miasta zabiegów in vitro. Podczas poniedziałkowej sesji, stosunkiem głosów 17:13, postanowiono, że para, która zdecyduje się na in vitro, otrzyma od miasta 2 tys. złotych.

W 2013 r. na realizację programu ma zostać przeznaczonych ponad 200 tys. zł, co w sumie do 2016 r. pochłonie 1,32 mln złotych. Jak wskazuje Joanna Szałata z Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”, co czwarty mieszkaniec Szczecina korzysta z pomocy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, jest wysokie bezrobocie i bieda. – To jednak nie przeszkadza radnym, aby znaleźć pieniądze i przekazać je mieszkańcom nieźle sytuowanym, którzy będą korzystać z programu in vitro – podkreśla. Opowiadając się „za”, radni Szczecina dofinansują ludzi bogatych, bo przecież maksymalny koszt jednej procedury in vitro to kwota rzędu 6,5 tys. zł, nie uwzględniając badań czy hormonoterapii, której należy sie poddać przed zabiegiem. Suma 2 tys. zł jest więc symboliczna w całej procedurze kosztów in vitro i raczej chodzi o medialny, propagandowy oddźwięk, że miasto „pomaga” niepłodnym parom.

Decyzja radnych sprzeniewierza się też głosom mieszkańców Szczecina. Wszystkie bowiem przeprowadzone sondaże wskazywały, że szczecinianie nie chcą, aby in vitro finansowane było z budżetu miasta. Zebrane 14 tys. podpisów, wpisy internetowe na stronie UM opiniujące projekt uchwały, pokazały zdecydowany sprzeciw szczecinian.

W Szczecinie uformował się również ponad 90-osobowy Komitet Obywatelski sprzeciwiający się przyjęciu w budżecie miasta projektu dofinansowywania in vitro w ramach „Gminnego Programu Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego w latach 2013-2016”. W jego gronie znaleźli się naukowcy, medycy, nauczyciele. – Jeżeli ktoś jest niepłodny, oczywiście może się leczyć, ale in vitro nie jest leczeniem – podkreśla inż. Edmund Bilicki, który przez 23 lata udzielał porad w diecezjalnym poradnictwie rodzinnym. On również złożył swój podpis na tej liście. Jak ocenia, decyzja radnych Szczecina wpisała się w propagandę i walkę polityczną. – Podczas sesji przewodniczący wskazał, aby nie debatować nad argumentami medycznymi. Jak można dyskutować bez zasadniczych argumentów dla tej sprawy? – oburza się inż. Bilicki. I jak dodaje, była to typowa rozgrywka polityczna, kosztem życia, uczciwości. – Na drodze nieuczciwości nie da się budować – ocenia.

Zgodnie z prawem samorządowym, refundowanie tego typu projektów nie jest obowiązkiem gminy, stąd podjęta uchwała najprawdopodobniej zostanie zaskarżona.

Gdy w listopadzie ubiegłego roku pojawiły się pierwsze informacje, że radni PO chcą złożyć projekt uchwały na temat finansowania przez miasto zabiegów in vitro, głos zabrał metropolita szczecińsko-kamieński ks. abp Andrzej Dzięga. „Gdyby (…) ktoś z katolików świadomie podpisał się lub głosował za dopuszczalnością in vitro, także przez pokrętną formułę jego dofinansowania wbrew obowiązującym w Polsce zasadom prawa, niech pamięta, że występuje przeciwko godności osoby ludzkiej i przeciwko prawu Bożemu. Sam się wtedy odłącza od pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, póki następnie sprawy nie przemyśli, nie przemodli i nie zmieni publicznie swojego stanowiska. Do tego czasu niech pamięta, by nie prosił też Kościoła o dar komunii świętej” – napisał wówczas w liście do diecezjan ks. abp Dzięga.

Małgorzata Bochenek

drukuj