fot. flickr.com

Pekin stawia na M. Południowochińskim struktury mogące mieścić pociski

Pekin na sztucznych, spornych wyspach na Morzu Południowochińskim kończy budowę ponad dwudziestu obiektów, które mogą pomieścić pociski rakietowe ziemia-powietrze dalekiego zasięgu – podaje Reuters, powołując się na źródła we władzach USA.

Według agencji Reutera działanie to ma być testem nowego prezydenta USA Donalda Trumpa oraz próbą sprawdzenia reakcji władz USA.

Budowanie betonowych struktur z chowanymi dachami na rafach Fiery Cross, Mischief i Subi w archipelagu Spratly – gdzie Chiny już utworzyły pasy startowe, których długość dowodzi, że przeznaczone są dla lotnictwa wojskowego – może być postrzegane jako eskalacja działań wojskowych – mówili w rozmowie z Reuterem anonimowi przedstawiciele władz USA.

„Chiny nie budują na Morzu Południowochińskim tylko po to, by budować, a te struktury przypominają inne mogące mieścić rakiety ziemia-powietrze, więc logiczna konkluzja jest taka, że właśnie w tym celu to czynią” – ocenił rozmówca agencji, pracownik amerykańskich służb wywiadowczych.

Według źródeł Reutera budynki mają ok. 20 metrów długości i 10 metrów wysokości.

Chiny uważają leżące na Morzu Południowochińskim Wyspy Paracelskie i archipelag Spratly za własne terytoria, z czego ma wynikać ich suwerenność nad znacznymi obszarami tego akwenu. Roszczeń tych nie uznają inne państwa regionu ani USA. Przez Morze Południowochińskie prowadzą ważne szlaki żeglugowe; ocenia się, że wartość transportowanych nimi towarów sięga 5 bln dolarów rocznie.

W ostatnich latach Chiny rozpoczęły intensywne prace przy sztucznym powiększaniu powierzchni wysp wchodzących w skład archipelagu Spratly.

Przed objęciem stanowiska szefa dyplomacji USA Rex Tillerson mówił w styczniu, podczas przesłuchania w komisji spraw zagranicznych Senatu, że Chinom powinno się zabronić dostępu do wysp, które kraj ten wybudował na Morzu Południowochińskim. Uznał wtedy m.in., że budowanie tam przez Chiny sztucznych wysp i umieszczanie na nich obiektów wojskowych „przypomina zabranie przez Rosję Krymu”. Podkreślił, że gdyby Pekin miał decydować o dostępie do prowadzących tamtędy szlaków morskich, byłoby to zagrożeniem „dla całej globalnej gospodarki”.

Także we wtorek Tillerson odbył rozmowę telefoniczną z chińskim doradcą rządowym Yangiem Jiechim. Według komunikatu rzecznika Departamentu Stanu Marka Tonera USA politycy podkreślili potrzebę budowania konstruktywnych relacji amerykańsko-chińskich oraz zgodzili się co do konieczności działania wobec zagrożenia ze strony Korei Północnej. Rozmowa dotyczyła także spraw gospodarczych, handlu oraz możliwej współpracy w dziedzinie walki z terroryzmem i przestępczością międzynarodową.

PAP/RIRM

drukuj