ONZ zaleca wysłanie do RŚA 10 tys. żołnierzy

Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun zalecił w poniedziałek rozmieszczenie 11820 „błękitnych hełmów” w pogrążającej się od wiosny ubiegłego roku w anarchii Republice Środkowoafrykańskiej.

W raporcie, który został przekazany 15 członkom Rady Bezpieczeństwa, Ban precyzuje, że w skład kontyngentu ONZ wchodziłoby 10 tysięcy żołnierzy, 1820 policjantów i duży zespół osób cywilnych. Siły te mają się zająć „ochroną cywilów”. Sekretarz generalny wyraził opinię, że przebywający obecnie w RŚA 6-tysięczny kontyngent Unii Afrykańskiej i 1600 żołnierzy francuskich to za mało, aby zaprowadzić tam porządek; brakuje też cywilnych ekspertów.

Niepodległa od 1960 roku Republika Środkowoafrykańska, licząca prawie 5 mln mieszkańców, od początku uchodzi za synonim biedy i upadku; na jej historię składały się zbrojne przewroty i rządy krwawych tyranów, z których największą, złowrogą sławę zdobył Jean-Bedel Bokassa (1966-79). Jednak jeszcze nigdy Republika Środkowoafrykańska, zaliczana do 6 najbardziej zacofanych państw świata, nie znalazła się w sytuacji tak fatalnej jak obecnie. Od wiosny ubiegłego roku panuje tam całkowite bezkrólewie, a panami życia i śmierci stali się nieuznający żadnej władzy watażkowie i rabusie, którzy grabią miasta i wioski, dopuszczając się przy tym wszelkich możliwych zbrodni.

Nie wiadomo, ilu ludzi zginęło w tym kraju, odkąd władzę przejęli rebelianci i ich przywódca Michel Djotodia. Walki wybuchają nawet w stolicy kraju, Bangi, gdzie stacjonują afrykańskie wojska i oddziały francuskie, ochraniające tamtejsze lotnisko. Kraj jest wstrząsany pogromami, które przeradzają się w wojnę religijną między muzułmanami i chrześcijanami. Chrześcijanie, którzy stanowią ponad połowę ludności kraju, mieszkają głównie na jego południu i od 1960 r. sprawowali władzę w Bangi.

Muzułmanie z północy, stanowiący ok. 15 proc. ludności (pozostali mieszkańcy wyznają religię animistyczne), od lat narzekali, że są traktowani jak obywatele drugiej kategorii, i podnosili bunty i powstania zbrojne. Ostatnie z nich wyniosło do władzy Djotodię, pierwszego muzułmanina u steru rządów w Bangi. Przejąwszy panowanie nad krajem, muzułmańscy partyzanci, a także wspierający ich w nadziei na łupy ochotnicy z Sudanu i Czadu uznali, że mają sprawiedliwe prawo, by odbić sobie na chrześcijanach lata krzywd. Według szacunków ONZ w wyniku trwającej od wiosny wojny dach nad głową straciło ponad pół miliona ludzi, a utrzymujący się z uprawy ziemi rolnicy porzucili pola; połowa mieszkańców kraju nie przeżyje bez pomocy.

PAP

drukuj