Jedno z okien życia w Warszawie (fot.PAP)

Okna życia przeszkadzają ONZ

Przyzwolenie na anonimowe pozostawianie dzieci w „oknach życia” łamie Konwencję o Prawach Dziecka ONZ, ponieważ uniemożliwia ustalenie ich tożsamości. Takie absurdalne stanowisko przedstawił zespół ekspertów tworzących Komitet Praw Dziecka.

ONZ jest zaniepokojona upowszechnianiem się w Europie „okien życia”, czyli miejsc, gdzie matka, która z różnych przyczyn nie czuje się na siłach, by wychowywać dziecko, decyduje się je anonimowo pozostawić. Według doniesień brytyjskiego dziennika „The Guardian”, 18 międzynarodowych ekspertów tworzących Komitet Praw Dziecka zarzuca procedurze związanej z funkcjonowaniem „okien życia” łamanie prawa dziecka do poznania swoich rodziców i bycia przez nich wychowywanym. Członkowie komitetu wyrażają niepokój, że w ciągu ostatnich 12 lat, a więc odkąd w Europie przywrócono znaną już w średniowieczu działalność „okien życia”, ich liczba sięgnęła niemal dwustu. Takie fakty, że dzięki ich istnieniu od śmierci ocalono już ponad 400 noworodków, ich wyraźnie nie interesują. Jak przypominają inicjatorzy powrotu do praktyki „okien życia” wprowadzonej przez św. Gwidona z Montpellier, to właśnie mnożące się w Europie przypadki porzucania nowo narodzonych dzieci na śmietnikach, w miejscach, które skazywały je na pewną śmierć, stały się podstawą do rozpowszechnienia obecnie na nowo tej inicjatywy troski o ludzkie życie.
Ze stanowiska oenzetowskich urzędników wynika, że jeszcze przed prawem do życia dziecko musi mieć zagwarantowany dostęp do informacji o swoich biologicznych rodzicach. Co ciekawe, artykuł 7 konwencji, na jaki powołują się członkowie komitetu, wyraźnie zaznacza, że „(…) dziecko od momentu urodzenia będzie miało prawo do otrzymania imienia, uzyskania obywatelstwa oraz, jeśli to możliwe, prawo do poznania swoich rodziców i pozostawania pod ich opieką”. Dość istotne w tym kontekście wydaje się więc sformułowanie „jeśli to możliwe” – najwyraźniej pominięte przez oenzetowskich stróżów prawa.
Maria Herczog, członek komitetu, potępiając istnienie „okien życia”, zauważa, że nie ma dowodów, iż chronią one przed dzieciobójstwem. Ta węgierska psycholog twierdzi, że powinny one zostać zastąpione lepszą polityką państwa, jeśli chodzi o planowanie rodziny, oraz udzielaniem wsparcia dla kobiet „z niechcianymi ciążami”. Herczog nie wyjaśnia jednak, co rozumie przez wymieniane „planowanie rodziny” i „wsparcie”, możemy się tylko tego domyślać. W ubiegłym roku Komitet Praw Dziecka skierował pismo do czeskiego rządu z żądaniem zamknięcia funkcjonujących tam „okien życia”. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Kwestię tę podjęli politycy z różnych krajów, w tym także prezydent Węgier Viktor Orbán. Zauważył, że „okna życia” stanowią rozwiązanie dla kobiet, które niestety ukrywają swoją ciążę i boją się konfrontacji z oficjalnymi procedurami. Z kolei fińska poseł do PE z frakcji Chrześcijańskich Demokratów zwróciła uwagę na hipokryzję. Ten sam komitet, który przesadnie zabiega o przestrzeganie konwencji, nie zauważa sytuacji, gdzie przykładowo w świetle prawa niektóre kraje zgadzają się na to, by dwie lesbijki mogły anonimowo udać się do banku nasienia i bez znajomości tożsamości dawcy zająć w ciążę. W tej sytuacji nikt nie alarmuje, że łamana jest konwencja i prawo dziecka do tego, by mogło poznać swojego ojca. Członkowie komitetu domagają się zamknięcia „okien życia”, twierdząc, jakoby dzieci były porzucane, dlatego że jest taka możliwość. A jeśli jej nie będzie – przekonują – nie będzie też porzuconych dzieci. Na przewrotność tego rodzaju argumentacji wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. dr Franciszek Płonka, dyrektor Diecezjalnego Domu Matki i Dziecka w Bielsku-Białej Lipniku, przy którym działa „okno życia”. – Przecież to Kościół jako pierwszy wychodzi z założenia, że dziecko w perspektywie cywilnej należy do rodziców, że najlepszym środowiskiem do prawidłowego wzrostu dziecka jest jego rodzina. Wmawianie więc, że „okna życia” są zachętą do porzucania dzieci, to ogromna przewrotność. Niech ktoś poda na to dowody! – mówi ks. Płonka. Dodaje również, że gdyby tak było, to byłyby one pełne dzieci, a przecież rzeczywistość jest taka, że w wielu z nich nigdy nie była potrzebna interwencja. Co ważne, jeżeli zdarzy się sytuacja, że matka będąca w silnym szoku poporodowym zostawi dziecko w „oknie życia”, a po jakimś czasie zorientuje się, że popełniła błąd, ma prawo przyjść i o tym powiedzieć. – Hipokryzją jest również stawianie tezy, że to jest przeciwko prawu – wskazuje ks. Płonka. Prawo zostało stworzone po to, by służyć człowiekowi, a nie na odwrót. Warto również zwrócić uwagę, że solą w oku dla przeciwników „okien życia” jest to, że najczęściej są one prowadzone przez instytucje kościelne i popierane przez – jak to mówią – „lobby pro-life”. W Polsce są one już w każdej diecezji.

drukuj