Odrzucić projekt in vitro

Od pewnego czasu część społeczeństwa żyje w stanie wyraźnego podekscytowania. Z jednoznacznych oświadczeń Kongregacji Nauki Wiary, jak też naszych księży biskupów wynika, że procedura in vitro jest całkowicie niemoralna jako przeciwna prawu Bożemu, godności osoby ludzkiej i świętości małżeństwa, powołanego do szczególnej formy współdziałania ze Stwórcą. Równocześnie grupa publicystów, polityków, mobilizujących do działania tak zwanych wyjątkowych katolików („wyjątkowych”, ponieważ zawsze, kiedy trzeba, potrafią znaleźć sprytne wyjątki od prawa Bożego), obiecuje całemu społeczeństwu niezwykle zbawienne owoce zalegalizowania tej weterynaryjnej procedury.

Słyszałem, że w pewnej klinice odbyła się dyskusja nad etycznymi aspektami tego problemu. Kiedy wydawało się, iż wszyscy są przekonani o niedopuszczalności tej praktyki z punktu widzenia zasad moralnych, zabrał głos główny „szef” i z płaszczyzny racjonalnej przeszedł sprytnie na emocjonalno-demagogiczną. Zaczął mniej więcej w tym stylu: „Proszę państwa, proszę sobie wyobrazić, że przychodzi do mnie kobieta zrozpaczona, załamana, ponieważ od szeregu lat nie może się doczekać dziecka… Jak jej nie pomóc, otwierając przed nią perspektywę szczęśliwego macierzyństwa?”. Interesujące, że młodsi medycy przyklasnęli tej wypowiedzi. Dali się porwać demagogii. A tymczasem ile przełknęli po drodze kłamstw i jak dali się zapędzić w kozi róg, wierząc w sukces nieliczący się z godnością człowieczeństwa! Sprzedaje się ludziom skutek bez względu na niemoralny charakter działania, które do niego prowadzi. Na tej filozofii oparte były wszystkie zbrodnicze rewolucje i systemy totalitarne przekreślające i degradujące godność ludzką.

Medycyna sztuką usługową

Medycyna stała się znów w sposób wybitny sztuką usługową. Wydaje się, że wracamy do czasów starożytnego pogaństwa, kiedy od lekarza, pełniącego niekiedy funkcję czarnoksiężnika, można było zażyczyć sobie różnych usług, oczywiście za odpowiednią opłatą. Ktoś prosił o zioła przeciw ciąży, otrzymywał je; ktoś prosił o przerwanie ciąży, uzyskiwał to, czego chciał; ktoś chciał ściągnąć na sąsiada czy przeciwnika sądowego jakieś nieszczęście i tak się działo za opłatą. (Komercjalizacja medycyny to rzeczywiście bardzo stara rzecz). Ktoś oczywiście mógł prosić, aby poczęło się dziecko, i tamta medycyna robiła, co mogła, aby się tak stało. Od niektórych lekarzy wymagano także czasem rzeczy nadzwyczajnych. W pewnym życiorysie Nerona przeczytałem kiedyś, że ten ekstrawagancki władca zażyczył sobie urodzić dziecko. Lekarze mieli bardzo trudne zadanie, bo wiedzieli, że brak powodzenia w tym zabiegu może oznaczać dla nich wyrok śmierci. Robili więc, co mogli, by utwierdzić imperatora w przekonaniu, że sprawa jest na dobrej drodze, ale kiedy nadszedł moment ujawnienia skutków tej operacji, okazało się, że Neron (rodząc przez usta) urodził… żabę. Oczywiście – smutek i konsternacja, ale na szczęście obyło się bez egzekucji.


Gdy człowiek chce imitować Boga


Starożytni władcy mogli mieć także odmiennego typu problemy z tego względu, że w tamtej epoce (oczywiście poza kręgiem Izraela) przypisywano im niekiedy właściwości boskie lub przynajmniej jakiś udział w mocy boskiej. Podobne zaniepokojenie przeżył król izraelski (za czasów proroka Elizeusza), kiedy król syryjski przysłał do niego Naamana, aby go uzdrowił. Kiedy przeczytano list królowi izraelskiemu, rozdarł swoje szaty i powiedział: „Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać…?” (2Krl 5, 7). Reakcja króla izraelskiego była całkowicie poprawna. Wiedział, że władzę nad życiem i śmiercią ma tylko Pan Bóg. Tę świadomość powinni mieć także wszyscy ludzie wychowani w kręgu religii objawionej. Niestety, w ostatnich czasach wielu z nich uległo zgubnym wpływom sceptycyzmu, liberalizmu i nihilizmu. Oby taką poprawną świadomość odzyskał każdy szef kliniki ginekologicznej, do którego przychodzi już nie Naaman, lecz kobieta rozdzierana spazmem pożądania dziecka, i był zdolny odpowiedzieć: „Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać?”. Powinien umieć zwrócić gorące pragnienia kobiety we właściwym kierunku: aby zaczęła się modlić do prawdziwego Boga, który ma moc – który Jedyny! – ma moc uzdrawiać i dawać życie. Owszem, on sam powinien modlić się wraz z kobietą, aby ją przekonać, komu należy zgłosić prośbę o dziecko. Jeżeli taki specjalista nie potrafi przekonać kobiety, że modlitwa jest jedyną drogą wyjścia z impasu i że to jest właściwe rozwiązanie problemu, jeżeli tego nie potrafi, to znaczy, iż jest partaczem w swoim fachu, bo obracając się po powierzchni życia, nie dotknął nigdy Źródła, skąd płynie Życie, któremu na imię Jezus Chrystus. Jeżeli tego nie potrafi, to jest oszustem, który łudzi pacjentkę pozorami terapii, pogrążając człowieka w totalnym zakłamaniu na temat istoty choroby i zdrowia. Jeżeli nie troszczy się o to, by wybrać życie w prawdzie, oddając hołd Chrystusowi, w którego dłoni spoczywa tajemnica ludzkiego życia, i próbuje wobec naiwnej pacjentki odgrywać rolę maga i szarlatana, który potrafi „sfabrykować” życie, redukuje swoją pozycję do roli „bożka” w rozumieniu staropogańskim, a więc udaje jakąś imitację Pana Boga, czyli zadowala się rolą bałwana strojnego w oszukańcze blaski majestatu nauki.


Stara filozofia kusiciela


Wielu zapomina, że wejście na drogę kłamstwa otwiera drogę do poddania się szatanowi. Tak było od początku i nic się nie zmieniło od czasów Księgi Rodzaju. Już wtedy stary kusiciel odkrył częściowo swoją strategię: nie chciał od początku kusić do całego, „wielkiego” zła, ale zawsze proponował wybór „mniejszego zła”, które umiejętnie przedstawiał jako oryginalną postać „dobra”. Od początku też dbał o to, aby podawane kłamstwo zostało wkomponowane w jakąś wzniosłą prawdę. Interesujące jest na przykład to zdanie: „będziecie jako bogowie”, w którym próbuje jakby podkraść Panu Bogu inicjatywę przebóstwienia człowieka, przy czym w wykonaniu szatana miało się to okazać wielką karykaturą bóstwa. Próbował więc szatan przedstawić się człowiekowi jako ten, od którego naprawdę zależy spełnienie chlubnych celów, jakie zaświtały w momencie stworzenia. Warto wziąć pod uwagę, że stwierdzenie: „będziecie jako bogowie”, nie zostało nigdy odrzucone, jednak Pan Bóg w długim, cierpliwym procesie historycznym pragnął pokazać człowiekowi, na jakiej drodze ten cel może być naprawdę urzeczywistniony (Wcielenie!). To stwierdzenie zapisane w Biblii ma niewątpliwie podwójną warstwę znaczeniową. Pierwsze znaczenie to kłamliwa obietnica szatana; on na pewno nie chciał życzyć czegoś takiego człowiekowi. Jest jednak drugie znaczenie pochodzące stąd, że wszelkie słowo zapisane w Biblii zostało poddane mocy profetycznej Ducha Świętego.


Pierwsze pytanie etyki: „co jest dobre”, a nie „co jest lepiej”


Coś podobnego obserwujemy także w szczytowym momencie historii zbawienia, w tej charakterystycznej naradzie Sanhedrynu, o której pisze św. Jan w 11. rozdziale Ewangelii. Oto, co powiedział wtedy Kajfasz: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11, 49-50). Są tu znów w sposób zaskakujący połączone dwie rzeczy: teza absolutnie niemoralna, nakazująca morderstwo w interesie narodu; bo nie wolno czynić zła, aby stąd wynikło jakieś dobro. I druga rzecz – sens profetyczny tej wypowiedzi, który pojawił się na bazie sakralności urzędu arcykapłana, a który w żaden sposób nie pochodzi z serca Kajfasza. Jego serce już było opanowane przez największą zbrodnię, jaka miała miejsce w historii ludzkości i dlatego nie było zdolne pełnić funkcji prorockiej. Dlatego Jan uczciwie stwierdza: „Tego jednak nie powiedział sam od siebie” (J 11, 51). To dzieje się już na zasadzie innych praw, ponad nim, a nawet w pewnym sensie wbrew niemu. To zdanie zawiera pewien schemat myślowy, obcy objawieniu, który stał się nieoficjalnym punktem wyjścia dla propagandy filozofii tak zwanego mniejszego zła. Ta filozofia jest całkowicie obca chrześcijaństwu i tylko w pewnych formacjach politycznych, które chcą gruntownie zaszkodzić moralności chrześcijańskiej, żonglują terminem „mniejszego zła” głównie po to, by zamącić w świadomości wierzących. Ta sprawa była w dokumentach Kościoła już tak wiele razy wyjaśniana, że byłoby wstyd jeszcze raz do niej wracać. A zwłaszcza jeśli ktoś posądza Jana Pawła II o podobny błąd moralny, to dowodzi, że albo niczego nie rozumie, albo kieruje się złośliwą arogancją.


Zło wybrane a priori jest zawsze „większe”


Wiadomo, że jeśli ktoś nie ma czasu do namysłu i musi decydować się raptownie, to spontanicznie wybiera możliwość, która przynosi mniej ujemnych skutków (na przykład lotnik przy przymusowym lądowaniu ląduje na stadionie, a nie na szkole pełnej dzieci). I to jest ta klasyczna sytuacja, w której można mówić sensownie o „dopuszczeniu mniejszego zła”. Natomiast gdy grupa specjalistów i prawników z zimną krwią planuje legalizację procederu, który od początku do końca jest niemoralny, to oni są od początku do końca odpowiedzialni za wszelkie zło, jakie stąd wynika – w najdalsze pokolenia. I tego zła nie usprawiedliwi to, że czasem przez przypadek urodzi się jakieś dziecko. Ten proceder od początku do końca jest kłamstwem, ponieważ nie pojawiają się tu w sposób autentyczny żadne elementy rodzicielstwa rozumianego w sposób personalistyczny, nie dochodzi tu w żadnym sensie do urodzenia dziecka w sposób ujawniający zakorzenienie genealogii osoby w misterium małżeństwa, a przez to w misterium Chrystusa i Kościoła. Bezpłodność nie jest tu wyleczona, lecz oszukana i ktoś bezwstydnie na tym kłamstwie robi karierę. Wszystko, co składa się na całość tego procederu, jest potworną manipulacją, uprzedmiotowieniem ciała, instrumentalizacją małżeństwa, które jest traktowane nie jako małżeństwo, lecz jako źródło biologicznego surowca. Jest to bluźniercze odrzucenie całego planu Bożego wobec człowieka i ludzkości. Profil tego projektu w swoich składnikach ideologicznych jest głęboko ateistyczny.


Apel do świata medycyny


Należałoby postawić ogólny postulat nawrócenia medycyny (ludzi pracujących w sektorze medycznym). Znaleźli się oni w błędnym kole, z którego bez zdecydowanej postawy powrotu do prawa Bożego nie będą w stanie wyjść. Przez dziesiątki lat dali się wciągnąć w propagandę antykoncepcji i wszelkich środków przeciw płodności, zapominając, że to nie jest medycyna, bo płodność nie jest chorobą, a antykoncepcja nie jest lekarstwem. Do dziś nie mogę zrozumieć, w jaki sposób lekarze, przecież wykształceni i myślący, potrafili wpaść w taki błąd, że niszczyli oficjalnie to, co powinni byli chronić. W rezultacie tej polityki znaczny procent kobiet cierpi na bezpłodność – właśnie z winy lekarzy, którzy ulegli mentalności antykoncepcyjnej. Czy obecnie potrafią sobie uświadomić skalę zła, za które są odpowiedzialni? Czy tylko pójdą za motywem czysto ekonomicznym i pomyślą sobie: skoro mamy tyle pacjentek, to dla nas świetny biznes. W ten sposób ugruntują się tylko w zbrodni przeciw rodzinie, przeciw małżeństwu, przeciw ludzkości. Ale czy to będzie jeszcze medycyna? To może się już tylko nazywać weterynaria.

Ostrzegam więc jeszcze raz: nie ma wyboru „mniejszego zła”; każde wybrane zło staje się automatycznie tym „większym” i tym całym złem, o które chodziło szatanowi od początku. To jest tak, jak to ilustruje pewne arabskie powiedzenie: pozwól wielbłądowi, by wsadził swój nos do twego namiotu, on potem tam wejdzie cały: wielbłąd jest „zrobiony z jednego kawałka”. Podobnie jak przedtem w czasie propagandy komunistycznej skierowanej przeciw rodzinie, tak i tym razem w tej propagandzie in vitro gdzieś między filarami parlamentu wije się ogon Mefistofelesa.


Ks. prof. Jerzy Bajda
drukuj