Jan Paweł II – opiekun życia poczętego

Jaś Paweł skończył właśnie cztery lata i cztery miesiące. Jest pierwszym
dzieckiem Anny i Tomasza Pałków, małżeństwa z trzynastoletnim stażem. Urodził
się po ponad ośmiu latach od dnia ich ślubu. Wcześniej nie mogli mieć dzieci,
choć od początku ich wielkim pragnieniem była liczna rodzina. Odrzucali kolejne
propozycje lekarzy doradzających im zastosowanie metody in vitro. Tuż po śmierci
Jana Pawła II Tomasz zadzwonił do swojego znajomego ze szkolnych lat, który
wówczas studiował w Rzymie. – Poprosiliśmy go, aby będąc blisko Ojca Świętego,
modlił się za Jego wstawiennictwem o dziecko dla nas – wspomina Anna. W
ostatniej chwili im także udało się pojechać na pogrzeb Papieża. Pojawiła się
również refleksja, że być może wolą Pana Boga jest to, aby nie mieli własnych
dzieci. Zaczęli więc zastanawiać się nad adopcją. – Jednak zawsze, kiedy
mieliśmy iść na spotkanie w tej sprawie, znajdowałam tysiące powodów, żeby je
odłożyć – opowiada Anna. W lutym 2006 r. postanowili jeszcze raz udać się z
pielgrzymką do grobu Jana Pawła II. Modląc się tam, złożyli obietnicę, że jeśli
Bóg obdarzy ich synem, dadzą mu na imię Jan Paweł, a jeśli córką, będzie miała
na imię Marysia. Miesiąc potem dowiedzieli się, że będą mieli dziecko. Kolejny
raz do Rzymu wybrali się już z dwuletnim Jankiem. – My dziękowaliśmy za niego, a
Jaś modlił się o siostrzyczkę albo braciszka – opowiada Anna. Odpowiedź nie
nadeszła tak szybko, jak za poprzednim razem, ale rodzina Pałków nie przestała
polecać tej intencji wstawiennictwu Ojca Świętego. I tak osiem miesięcy temu na
świat przyszła Marysia. – Teraz wybieramy się do Rzymu na beatyfikację. Nasz
czteroletni synek już planuje, że będzie modlił się o kolejne rodzeństwo: Franka
albo Anię – śmieje się Anna. Jana Pawła II uważają za patrona swojej rodziny.
Polecają Mu własne sprawy i problemy przyjaciół. – I nigdy jeszcze nas nie
zawiódł – podkreśla Anna i dodaje, że ich modlitwie za wstawiennictwem Ojca
Świętego zawsze towarzyszy pokora wobec Bożych zamiarów.

Do Rzymu, do Jana Pawła II
Justyna i Krzysztof Staszakowie są małżeństwem od 2002 roku. Długo nie mogli
mieć dzieci, mimo że z medycznego punktu widzenia wszystko było w porządku. Nie
pomogły częste wizyty u lekarzy ani długotrwałe leczenie. Wtedy dowiedzieli się
od swoich przyjaciół, którzy swego czasu również borykali się z podobnymi
trudnościami, że powinni poszukać pomocy u Jana Pawła II. Ich rada brzmiała
krótko: jedźcie do Rzymu, do Jana Pawła II. Staszakowie posłuchali tej rady.
Wiosną 2006 r. udali się na grób Jana Pawła II. Modlili się tam, polecając Bogu
główną intencję swojej pielgrzymki – prośbę o dar potomstwa. Kilkakrotnie
przychodzili przed grób Ojca Świętego, odmawiając Różaniec, modlitwę, do której
tak często zachęcał polski Papież. Uczestniczyli również we Mszy Świętej. –
Jakiś czas potem okazało się, że żona jest w ciąży i będziemy mieli dziecko –
mówi Krzysztof. Długo wyczekiwanemu dziecku nadali imię Paweł. Po jego
narodzinach udali się powtórnie do Rzymu, aby podziękować Janowi Pawłowi II za
otrzymaną za Jego wstawiennictwem łaskę i prosić o kolejne dzieci. – Odpowiedź
była również szczodra i hojna jak za pierwszym razem – opowiada Justyna. Na
świecie pojawił się kolejny syn – Janek. Obecnie mają troje dzieci. Paweł ma
prawie cztery lata, Janek niespełna dwa, zaś miesiąc temu narodził się ich
najmłodszy syn – Piotr. Są przekonani, że Jan Paweł II w sposób szczególny czuwa
nad ich rodziną i opiekuje się nimi. – Modliliśmy się i modlimy nadal za Jego
wstawiennictwem nie tylko o kolejne dzieci w naszej rodzinie, ale także w
innych, codziennych intencjach – mówią. Starają się w ten sposób dopomóc także
swoim bliskim, którzy borykają się z różnymi, z ludzkiego punktu widzenia często
nierozwiązywalnymi problemami. – Niedawno modliliśmy się za naszą ciężko chorą
koleżankę. Pomimo tego, że lekarze nie byli optymistami, wyzdrowiała. Cieszymy
się i wierzymy, że stało się to za wstawiennictwem Ojca Świętego – mówi Justyna.
Proszą też o pomoc dla innych małżeństw, które znajdują się w podobnej sytuacji
jak oni jeszcze kilka lat temu. W swoich modlitwach zawierzają również Ojcu
Świętemu ochronę życia poczętego, którego Jan Paweł II tak niestrudzenie bronił.
To właśnie uważają za jeden z głównych powodów, dla których małżeństwa
bezskutecznie starające się o potomstwo powinny zwracać się o pomoc właśnie do
Niego.

Gloria Maria
Joanna i Jacek Wronowie wstawiennictwu Jana Pawła II zawdzięczają cud życia
swojej córeczki Glorii Marii. Cała historia zaczęła się kilka lat temu, jeszcze
za życia Papieża Polaka. Joanna i Jacek mieli już dwoje dzieci. Mimo trudnych
warunków mieszkaniowych i materialnych podjęli decyzję o poczęciu kolejnego
dziecka. Stało się to pod wpływem nauczania Ojca Świętego, który wzywał do
otwarcia się na dar wielokrotnego rodzicielstwa, nawet za cenę dużych wyrzeczeń.
– Marzyłam o tym, że kiedy już narodzi się nasze trzecie dziecko, pojedziemy do
Rzymu i stojąc na placu Świętego Piotra, będę Mu mogła je z daleka pokazać i
powiedzieć: "Zobacz, to dziecko zostało poczęte pod wpływem Twoich słów" –
wspomina Joanna. Śmierć Jana Pawła II napełniła ich wielkim smutkiem, ale i
wiarą w to, że będzie wstawiał się za nimi u Boga. Latem 2005 roku Joanna, będąc
w 26. tygodniu ciąży, trafiła do szpitala. Odczuwała słabe ruchy dziecka oraz
dziwny niepokój. – Mój matczyny zmysł podpowiadał mi, że coś jest nie tak –
opowiada. Podczas badań okazało się, że dziecko żyje, ale nie ma śladu po wodach
płodowych. Przerażenie rodziców wywołała diagnoza lekarzy, którzy stwierdzili,
że dziecko nie posiada nerek ani pęcherza moczowego i konieczny jest zabieg
cesarskiego cięcia, ponieważ ciąża zagraża życiu Joanny, a dziecko i tak nie
będzie w stanie żyć poza łonem matki. – Miałam świadomość tego, że dopóki
dziecko jest w moim łonie, żyje – mówi Joanna. Rodzice Glorii Marii mówią o
bezradności, jaką wtedy odczuwali. Nie mogli nic zrobić, żeby pomóc swojemu
nienarodzonemu dziecku. Po powrocie do domu Joanna wzięła do ręki obrazek
przedstawiający Jana Pawła II w geście wzniesionych rąk, który znalazła kilka
dni wcześniej, i zaczęła się modlić słowami modlitwy dla ludzi chorych
zamieszczonej na odwrocie. – Wiedziałam, że tak naprawdę już nikt inny, poza
Nim, w tej sytuacji nie może nam pomóc – wspomina. Kiedy po kilku dniach znowu
trafiła do kliniki, okazało się, że mimo ponownego zaniku wód płodowych, waga
dziecka się podwoiła. Przeprowadzono zabieg cesarskiego cięcia. Joanna wspomina,
iż kiedy obudziła się po operacji, była przekonana, że dziecko nie żyje.
Nazajutrz jej wzrok padł na ścianę szpitalnego pokoju, na której wisiał
kalendarz ze zdjęciem Jana Pawła II, dokładnie tym samym, które widniało na
obrazku. Po chwili podeszła do niej lekarka, mówiąc, że dziecko żyje i
jednocześnie ostrzegając przed rozbudzaniem w sobie zbyt wielkich nadziei.
Dodała, że dzieją się z nim rzeczy niesamowite. Mimo tego, że dziewczynka
urodziła się w 28. tygodniu od poczęcia i ważyła zaledwie 860 gramów, była pełna
energii. Kropelki moczu wskazywały na to, że maleństwo ma co najmniej jedną
nerkę i pęcherz. Lekarka mówiła to z niedowierzaniem. – Patrząc wówczas na
wizerunek Ojca Świętego, nie miałam wątpliwości, że wszystko to dzieje się za
Jego wstawiennictwem – mówi Joanna. Wiadomo było jednak, że dziecko i rodziców
czeka jeszcze ciężka walka o jego życie i zdrowie. Dziewczynka, rodząc się jako
wcześniak, była niedotleniona, miała osłabiony wzrok i słuch, problemy z sercem,
kręgosłupem oraz stawami biodrowymi. A przede wszystkim wystąpiły krwawienia
śródczaszkowe, które wskazywały na to, że mózg w jakimś stopniu może być
uszkodzony. Jakby tego było mało, w jedenastej dobie życia zachorowała na sepsę.
Joanna dopiero po 38 dniach mogła po raz pierwszy dotknąć znajdujące się w
inkubatorze maleństwo. Wtedy i podczas kolejnych wizyt kładła obrazek z
wizerunkiem Jana Pawła II na główce dziecka i modliła się za Jego
wstawiennictwem o zdrowie córki. – Mimo iż lekarze poinformowali nas, że nie
będzie dzieckiem w stu procentach sprawnym, nie traciliśmy nadziei – opowiada
Joanna. Dalszy rozwój Glorii Marii przeszedł najśmielsze oczekiwania. Ku
wielkiemu zaskoczeniu i zdziwieniu lekarzy dziewczynka rozwijała się doskonale
zarówno pod względem ruchowym, jak i intelektualnym. Teraz jest zupełnie zdrowa.
Ma obie nerki, słyszy i widzi doskonale. Wszystkie wady, z którymi się
narodziła, a które miały być operowane w późniejszym okresie jej życia, cofnęły
się samoistnie. – Dla nas jest to cud – podsumowują rodzice Glorii Marii. Ich
świadectwo zostało przedstawione jako dowód na świętość Jana Pawła II w procesie
beatyfikacyjnym.

Wspólne życie z Ojcem Świętym
Katarzyna i Mariusz urodzili się w roku, kiedy Jan Paweł II został wybrany na
Papieża. Twierdzą, że całe ich życie związane jest z pontyfikatem i osobą Ojca
Świętego. Dziś mają dwoje dzieci i oczekują na narodziny kolejnego. Najstarszy
syn Jaś, który ma sześć lat, urodził się miesiąc przed śmiercią Jana Pawła II.
Zosia ma cztery i pół roku. Katarzyna i Mariusz wierzą, że szczęśliwe narodziny
dwojga ich dzieci i to, że niedługo przyjdzie na świat kolejne, to wynik
wstawiennictwa Ojca Świętego. – Cieszymy się, że Jan Paweł II pomaga właśnie
nam. Czujemy Jego ciągłą obecność w naszym życiu – wyznają. Traktują to jako
wielki przywilej, ale i zobowiązanie. Katarzyna opowiada, że już jako dziecko
została pobłogosławiona przez Jana Pawła II. Potem wraz ze swoim przyszłym mężem
brali udział w Światowych Dniach Młodzieży w Rzymie, Paryżu i Toronto. Ostatni
raz z Ojcem Świętym spotkali się w 2004 roku. – Był to dla nas niezwykle cenny
prezent, gdy w pierwszy dzień po ślubie udaliśmy się do Rzymu, gdzie mogliśmy
się z Nim spotkać i przyjąć błogosławieństwo – wspomina. Była to jedna z
ostatnich prywatnych audiencji, jakich za życia udzielił Jan Paweł II. O Ojcu
Świętym pamiętają w codziennej modlitwie i w rozmowach z dziećmi, które – mimo
tak młodego wieku – już dobrze znają postać Jana Pawła II. – Przybliżamy im Jego
wielką osobę, pokazujemy zdjęcia i filmy ze wspólnych spotkań, opowiadamy o
tamtych chwilach i atmosferze oraz o tym, jak ważną postacią był dla Polski i
świata – mówi Mariusz. Cały czas też przypominają sobie Jego słowa i kierują się
nimi. Są wdzięczni Bogu za to, że dane im było osobiście spotkać i dotknąć
świętego człowieka, a także doświadczać Jego wielkiej miłości. Radością i dumą
napełnia ich również fakt, że zostanie ogłoszony błogosławionym. – Choć my już
od dawna uważaliśmy Go za człowieka świętego – zaznacza Katarzyna.
Wszystkie cztery rodziny odczuwają wielką radość i dumę z powodu majowych
uroczystości beatyfikacyjnych. – Kiedy pojawiła się pierwsza wiadomość o tym, że
Jan Paweł II zostanie ogłoszony błogosławionym, natychmiast rozesłaliśmy do
naszych znajomych SMS-y o następującej treści: "Bogu niech będą dzięki! Widzimy
się w Rzymie" – opowiada Justyna Staszak. Chętnie też opowiadają o łaskach,
których doświadczyli za wstawiennictwem Ojca Świętego. Wierzą, że dzięki ich
świadectwu także inne rodziny, które zwrócą się do Jana Pawła II z prośbą o
pomoc, otrzymają łaskę poczęcia i wydania na świat potomstwa.
Warto również zauważyć, że Jan Paweł II otacza szczególną opieką osoby
zaangażowane w obronę rodziny i życia poczętego. Siostra Marie Simon-Pierre,
francuska zakonnica, która w cudowny sposób została uzdrowiona za
wstawiennictwem Jana Pawła II, należy do zgromadzenia Małych Sióstr
Macierzyństwa Katolickiego. Charyzmatem tego zgromadzenia jest służba rodzinie i
przychodzącemu na świat dziecku.

 

Bogusław Rąpała

drukuj