Warszawa i Polska z Ojcem Świętym

Mimo strug deszczu i chłodu wierni z całej Polski
i zagranicy zgromadzeni na placu Piłsudskiego w Warszawie gorąco i z entuzjazmem
przywitali Ojca Świętego.
Z uwagą wysłuchaliśmy jego homilii wygłoszonej podczas pierwszej Eucharystii
odprawionej w trakcie obecnej pielgrzymki. – Bardzo kochamy Ojca Świętego
i czekaliśmy na jego przyjazd do Polski. Dziękujemy, że do nas przyjechał,
jesteśmy
szczęśliwi i ubogaceni słowami Benedykta XVI – mówili uczestnicy Mszy Świętej.
– Liczymy, że Ojciec Święty przyciągnie z powrotem do wiary wiele osób,
Polsce potrzebne jest przebudzenie sumień, by nie nazywano zła dobrem.

Od wczesnego rana nieprzebrane tłumy pielgrzymów, pełnych radosnego oczekiwania,
zdążały na Eucharystię, którą Ojciec Święty Benedykt XVI miał celebrować w
centrum Warszawy, na placu Piłsudskiego. Pierwsi na miejscu celebry pojawili
się wierni spoza stolicy, którzy podróżowali przez wiele godzin, aby spotkać
się z Papieżem. – Wyjechaliśmy przed północą, a o czwartej byliśmy na miejscu.
Przyjechał cały specjalny pociąg dla pielgrzymów, były śpiewy i modlitwy –
relacjonował pan Michał, kolejarz z Tczewa. – My wyruszyliśmy o wpół do pierwszej,
byliśmy na miejscu o piątej. W czasie podróży oglądaliśmy film "Karol,
człowiek który został papieżem", to było takie duchowe wprowadzenie –
powiedział Kuba, uczeń z parafii Mokre pod Grudziądzem.
Pielgrzymi, którzy już dotarli na miejsce, odmawiali modlitwy i śpiewali pieśni,
przygotowując się na spotkanie z Ojcem Świętym. "Wszystko, co żyje, niech
wielbi Pana, Alleluja" – brzmiały radośnie słowa pieśni. Można było również
usłyszeć ulubioną pieśń Jana Pawła II "Barkę". Wierni wyrażali też
swoje oczekiwania. – Spodziewam się, że Papież pokaże, jak żyć. Byłam na wszystkich
pielgrzymkach z Janem Pawłem II i chcę zobaczyć jego następcę. Przemówienia
Ojca Świętego z pierwszego dnia bardzo mi się podobały i dzisiaj też liczę
na to, że powie do nas dużo ciepłych i mądrych słów – mówiła pani Zofia z Warszawy,
geolog.

"Majowy deszczyk" w stolicy
Na plac mogła wejść tylko ograniczona liczba wiernych, pozostali mieli śledzić
przebieg uroczystej Eucharystii na kilku telebimach. Niektórzy byli nieco
zawiedzeni. – Chcieliśmy być bliżej Ojca Świętego, ale możemy go jedynie
oglądać na ekranie – ubolewały Maja i Basia, licealistki z Sokołowa Podlaskiego.
Innych bynajmniej to nie zrażało. Aby lepiej widzieć następcę św. Piotra,
niektórzy, szczególnie młodzi ludzie, wchodzili nawet na drzewa, jak biblijny
Zacheusz pragnący zobaczyć nauczającego Chrystusa.
Krótko przed rozpoczęciem Liturgii rozpadał się deszcz, będący jakby znakiem
koniecznego oczyszczenia przed mającą się odbyć Mszą Świętą. – Na tę chwilę
zapominamy o deszczu, naszym słońcem jest Chrystus, a Papież dzisiaj jest Jego
szczególnym promieniem
– zwracał się do wiernych kapłan prowadzący przygotowania do celebry.
– Trwajmy mimo deszczu, z nadzieją, że jest on zapowiedzią obfitości łask,
które spłyną na nas podczas tej Liturgii – dodał. – To majowy deszczyk – żartował
potem ks. Prymas Józef Glemp.
Niedogodności aury przestały być istotne w chwili, kiedy na placu pojawił się
Ojciec Święty Benedykt XVI. Mimo chłodu na zewnątrz serca pielgrzymów stały
się gorące na widok Papieża, którego powitały donośne bicie dzwonu, gromkie
brawa i las powiewających chorągiewek w papieskich barwach. Przejeżdżając przez
plac białym samochodem, Benedykt XVI pozdrawiał wszystkich zgromadzonych. Okrzyki "Niech
żyje Papież" zabrzmiały w chwili, kiedy następca św. Piotra wszedł na
stopnie ołtarza. Z kolei brawami przyjęli pielgrzymi wypowiedziane po polsku
przez Papieża słowa modlitwy. Aplauz towarzyszył też wielu stwierdzeniom bardzo
głębokiej w treści homilii, w której Ojciec Święty wzywał wszystkich do strzeżenia
i umacniania depozytu wiary. Jak głęboko te słowa zapadły w sercach pielgrzymów,
świadczą podziękowania, które można było usłyszeć po kazaniu.

Słowa, które zapadły w serca
– Szczególnie zwróciły moją uwagę słowa Benedykta XVI dotyczące wiary, która
nie jest trwaniem tylko przy jakimś ludzkim prawie, ale przy przykazaniach,
wierność którym potwierdza świadectwo miłości każdego chrześcijanina – podkreśliła
s. Paulina ze zgromadzenia Sióstr Szensztackich. – Że wiara realizuje się
wtedy w pełni, kiedy wyraża się poprzez miłość, przez konkretny czyn względem
drugiego człowieka, Benedykt XVI bardzo mocno to zaakcentował, pokazując
miłość Chrystusa, która jest miłością aż po krzyż – dodała.
Przez cały czas trwania Liturgii na placu powiewały biało-żółte papieskie flagi.
Transparenty trzymane przez pielgrzymów informowały nie tylko o miejscu ich
pochodzenia czy przynależności do rożnych ruchów religijnych, ale odzwierciedlały
również to, z jak wielu stron wierni przyjechali do stolicy Polski. Duże grupy
przybyły ze Wschodu – z Ukrainy, Białorusi i Rosji. "Chcemy trwać w wierze
– Grodno", "Biełarus’ vitaje Swiatowo Atca" i niezmiernie wymowny: "Żdajem
w Rossii" ("Oczekujemy w Rosji"). Ale także Białoruś czeka na
Benedykta XVI, o czym mówił po Mszy św. Dymitryj z Naliboków k. Mińska, wyrażając
wielkie zadowolenie, że mógł przybyć do Warszawy.
Po zakończeniu Eucharystii Papież udał się z powrotem do Nuncjatury Apostolskiej,
ale wielu pielgrzymów chciało jeszcze raz zobaczyć go z bliska, pytając, czy
będzie przejeżdżał tą samą trasą, którą wjechał na plac. Również sporo osób
chciało podejść do ołtarza papieskiego. Swoim wyglądem nawiązywał on do tego
z 1979 r., z którego padły brzemienne w skutki słowa: "Niech zstąpi Duch
Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi".
– Jesteśmy szczęśliwi i ubogaceni słowami Ojca Świętego, jego nauką, żebyśmy
trwali w wierze, żebyśmy byli silni – wyrażała swoją radość po Mszy św. pani
Jadwiga z Warszawy. – Słowa Papieża zapadły nam głęboko w serca i potrzeba,
abyśmy wypełniali je wszystkie, żyli nimi na co dzień, przenosili to na swoje
rodziny, na swoją pracę, na swoje obowiązki, na swoją codzienność, wytrwali
w tych postanowieniach i wypełnili wolę Bożą – podkreślała.
Zawodowy żołnierz Łukasz z wojsk łączności ze Skierniewic ma nadzieję, że Benedykt
XVI przyciągnie ponownie do wiary wiele osób. – Bardzo pożądanym owocem papieskiej
wizyty byłoby odrodzenie wiary w Polsce, jakieś przebudzenie sumień – ocenia
Adam ze wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym z Bydgoszczy. – Złe rzeczy nie są
nazywane złem. Wiele osób przyjmuje zło jako coś dobrego – dodaje, podkreślając,
że potrzebna jest w tym względzie praca nad sobą każdego z nas, która zaowocuje
przemianą Polski.

Zenon Baranowski

drukuj