(fot.PAP/EPA)

Odpowiedzialność za Francję przejmuje lewica

System polityczny V Republiki dał zwycięskiemu prezydentowi większość parlamentarną. Partia socjalistyczna będzie rządzić w koalicji z sojusznikiem z partii Zielonych. Wyraźna większość rządowa stawia ich jednak w trudnej sytuacji, zmuszając do przyjęcia pełnej odpowiedzialności za rządzenie Francją i rozpoczęcia wdrażania programu wyborczego. A zapowiedź zwiększania wydatków państwowych w obliczu kryzysu gospodarczego i recesji nad Sekwaną nie wydaje się możliwa do zrealizowania.


Partia Socjalistyczna i jej lewicowi sojusznicy uzyskali 314 mandatów (PS ma 280, a jej lewicowi sojusznicy 34 deputowanych). Oficjalny koalicjant PS, Zieloni z Europe Écologie – Les Verts (EELV) mają 17 deputowanych i utworzą własny klub parlamentarny. Front Lewicy uzyskał 10 mandatów, a regionaliści z Martyniki – 2. W sumie w Zgromadzeniu Narodowym zasiądzie 343 lewicowych deputowanych. Dzięki dobremu wynikowi PS i jej sojuszników oraz EELV socjaliści uniknęli trudnej koalicji z komunistycznym Frontem Lewicowym.
Prawicowa i centroprawicowa opozycja będzie składała się ze 192 deputowanych Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) wspieranych przez 15 deputowanych z sojuszniczych partii prawicowych oraz 6 deputowanych z Partii Radykalnej (centroprawica). Pozostałe ugrupowania centrowe (Nouveau centre i Alliance centriste) zdobyły 14 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym. Front Narodowy będzie miał dwóch deputowanych, a bliska mu Liga Południowa jednego.
Pomimo wyraźnego zwycięstwa i uzyskania stabilnej większości popierającej prezydenta Fran÷ois Hollande´a siłom lewicowym nie udało się uzyskać większości 3/5 w Kongresie (Zgromadzenie Narodowe i Senat), potrzebnej do dokonania zmian w konstytucji. Stawia to pod znakiem zapytania realizację obietnicy nadania praw wyborczych mieszkającym we Francji obcokrajowcom, co mogłoby zapewnić lewicy zwycięstwo także w następnych wyborach dzięki głosom imigranckim.

 

Kryzys w UMP

Choć UMP zachowa swoją dominującą pozycję oraz będzie największą siłą opozycyjną, mając w Zgromadzeniu Narodowym ponad 220 deputowanych, wychodzi z walki z socjalistami bardzo osłabiona. Po raz pierwszy od powstania 10 lat temu UMP poniosła dużą porażkę w wyborach parlamentarnych. Straciła prawie stu deputowanych, zmniejszając liczbę swoich mandatów z 317 do 220. Wyborcy prawicy nie posłuchali apeli UMP i nie poszli masowo do urn, by powstrzymać zwycięstwo Partii Socjalistycznej.
Porażka Sarkozy´ego w wyborach prezydenckich i jego wycofanie się z polityki nie tylko osłabiły poparcie dla UMP, ale także pozbawiły partię silnego przywództwa. UMP przystąpiła do wyborów bardzo osłabiona, nie tylko brakiem lidera, ale także ledwo skrywanym konfliktem o przywództwo pomiędzy byłym premierem Fran÷ois Fillonem oraz sekretarzem partii Jeana-Fran÷ois Copé.
Podczas kongresu w lipcu UMP wybierze nowe kierownictwo i będzie się starać wyciągnąć wnioski ze swoich porażek wyborczych. Teoretycznie UMP ma szansę odegrania roli silnej i konstruktywnej opozycji, gdyż ze względu na bardzo trudną sytuację gospodarczą i finansową Francji lewicy trudno będzie osiągać sukcesy w rządzeniu. Wciąż otwarta jest kwestia ewentualnego zrewidowania negatywnego stosunku UMP do Frontu Narodowego. UMP będzie zmuszona szukać dalszych sojuszników na prawicy. Wyborcza porażka w wyborach prezydenckich i parlamentarnych przypieczętowała triumf lewicy, która nie tylko przejęła stery państwa, ale także rządzi na szczeblu lokalnym. By przełamać tę niekorzystną sytuację, UMP nie może dłużej ignorować Frontu Narodowego, który jest na prawicy drugą siłą polityczną.
Kierownictwo UMP musi dostrzec zmianę w sytuacji politycznej i zaakceptować zakończenie politycznej izolacji FN. Wymaga tego nie tylko konieczność polityczna, ale także wola bardzo wielu działaczy i wyborców UMP. Według sondażu Ipsos/Logica Business Consulting przeprowadzonego w dzień 2 tury, większość (58 proc.) wyborców nie zgadza się z decyzją kierownictwa UMP o niegłosowaniu ani na kandydata FN, ani na kandydata lewicy w okręgach, gdzie nie było kandydata UMP.

 

Powrót Frontu Narodowego do Zgromadzenia Narodowego

Front Narodowy po raz pierwszy od wprowadzenia ordynacji większościowej wprowadzi swoich deputowanych do Zgromadzenia Narodowego i będzie ich miał w nim co najmniej dwóch. Mandaty zdobyła wnuczka Jeana-Marie Le Pena – Marine Maréchal-Le Pen oraz związany z FN adwokat Gilbert Collard. Zwyciężyli na południu Francji, które powoli staje się bastionem Frontu Narodowego. Najprawdopodobniej będzie mógł on liczyć także na ścisłą współpracę z deputowanym reprezentującym prawicową Ligę Południową Jacques´em Bompardem.
Warto zwrócić uwagę, że względnie wysokie wyniki w okręgach wyborczych kandydatów FN nie byłyby w drugiej turze możliwe bez głosów tradycyjnych wyborców UMP. O faktycznym przełamaniu politycznej blokady FN mogą świadczyć względnie wysokie rezultaty niektórych kandydatów FN w okręgach, gdzie walczyli o mandat wyłącznie z kandydatem lewicy. Wielu wyborców UMP postanowiło bowiem zagłosować na nich, nie przejmując się dotychczasową polityką UMP oraz wrogą wobec FN postawą wielu czołowych polityków UMP.
Marine Le Pen przegrała w swoim okręgu Hénin-Beaumont 114 głosami, uzyskując wynik 49,89 procent. Zażądała jednak ponownego podliczenia głosów ze względu na możliwość oszustw wyborczych w zdominowanych przez skrajną lewicę komisjach wyborczych. Kwestia jej mandatu pozostaje w pewnym sensie otwarta. Jej wysoki wynik jest szczególnie imponujący, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że jej okręg wyborczy jest tradycyjnie lewicowy, a sama kandydatka miała przeciwko sobie wszystkie siły polityczne w regionie – wystąpiła przeciwko niej nie tyko partia lewicowa, ale także Zieloni, UMP oraz centryści z MoDem.
Pomimo małej liczby przedstawicieli w Zgromadzeniu Narodowym FN stał się bezapelacyjnie drugą partią prawicową we Francji. Jednocześnie po raz pierwszy w historii udało się FN uzyskać liczbę głosów podobną jak w wyborach prezydenckich. Dotychczas kandydaci FN uzyskiwali znacznie mniejsze poparcie w wyborach parlamentarnych niż w wyborach prezydenckich. FN wyraźnie zyskał w regionach wiejskich oraz w małych i średnich miasteczkach.
Świetny rezultat Frontu Narodowego może pomóc partii w wyjściu z politycznej izolacji, co jest długofalowym celem Marine Le Pen. Obecność choćby kilku deputowanych FN we francuskim Zgromadzeniu Narodowym pozwoli Frontowi zaprezentować się jako wyrazista opozycja wobec lewicowego prezydenta i umożliwi FN wypracowanie sobie mocnej pozycji w następnych wyborach, szczególnie jeśli UMP nie stanie na wysokości zadania i nie odegra roli prawdziwej i konstruktywnej opozycji. Opierając się na wyniku wyborów, który partii z poparciem 3,5 miliona wyborców dał dwóch deputowanych, Front Narodowy domaga się wprowadzenia elementów proporcjonalności do ordynacji wyborczej. Niewielka liczba deputowanych FN w Zgromadzeniu Narodowym może doprowadzić do szerszej dyskusji nad francuskim systemem wyborczym. Jest bowiem bardzo prawdopodobne, że Front Lewicy, który otrzymał w skali kraju 6,91 proc. głosów, będzie miał 10 deputowanych, podczas gdy Front Narodowy – otrzymując dwa razy więcej głosów – będzie mieć ich dwóch. W przypadku ordynacji proporcjonalnej FN miałby około stu deputowanych. Do wprowadzenia elementów proporcjonalności we francuskiej ordynacji wyborczej skłania się także prezydent Fran÷ois Hollande, który już zaproponował, by 100 z 577 deputowanych było wybieranych według systemu proporcjonalnego.

 

Klęska centrystów

W stosunku do wyborów z 2007 r. siły centrowe straciły bardzo wielu wyborców, poparcie największej partii centrowej, MoDem, spadło z 7,6 proc. do 1,5 procent. Partia uzyskała jedynie dwa mandaty. Spektakularną klęskę poniósł jej przywódca Fran÷ois Bayrou, tracąc swój mandat na rzecz socjalistów. Daje to porażce centrystów wymiar symboliczny. W wyborach w 2007 r. UMP, by ułatwić elekcję Bayrou, kurtuazyjnie nie wystawiła kandydata w jego okręgu. Jednakże po deklaracji Bayrou, że w drugiej turze wyborów prezydenckich zagłosuje na Fran÷ois Hollande´a, UMP oskarża go, że ta deklaracja przesądziła o klęsce Sarkozy´ego. W rezultacie UMP wystawiła kontrkandydata dla Bayrou, który wraz z kandydatką socjalistów przeszedł do drugiej tury i faktycznie uniemożliwił reelekcję centrysty.

 

Przegrani na lewicy

Wielkim przegranym jest skrajnie lewicowy i grupujący także komunistów Front Lewicy (Front de gauche). Jego szef Jean-Luc Mélenchon został wyeliminowany jeszcze w pierwszej turze przez Marine Le Pen i kandydata socjalistów. Nie tylko nie udało mu się, jak zapewniał przed wyborami, pokonać kandydatki Frontu Narodowego (otrzymał 21,46 proc. głosów, podczas gdy Marine Le Pen otrzymała 42,26 proc.), ale nawet nie zakwalifikował się do drugiej tury. Miarą jego klęski jest nie tylko utrata szansy na mandat, ale także fakt, że prawdopodobnie to jego decyzja przeciwstawienia się Marine Le Pen i agresywna kampania spowodowały duże zainteresowanie mediów Frontem Narodowym i przyczyniły się do wysokiego rezultatu osiągniętego przez Le Pen. Poza osobistą klęską jego problemem jest także słaby wynik jego partii (6,91 proc.). Komuniści stracili w tych wyborach połowę mandatów i nie będą mogli nawet powołać klubu parlamentarnego, do czego potrzebnych jest 15 deputowanych.

 


Michał Pełka – absolwent Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował w Departamencie Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii w Ministerstwie Gospodarki, Departamencie Analiz i Strategii w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej oraz w Departamencie Polityki Ekonomicznej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

drukuj