Oby coraz bardziej to, co uroczyste, stawało się częścią tego, co codzienne

Z
JE księdzem biskupem Zygmuntem Zimowskim, ordynariuszem radomskim, rozmawia
Sławomir Jagodziński

Darem Opatrzności Bożej określa się pierwszą podróż Benedykta XVI do Polski.
Jak Ksiądz Biskup ocenia przebieg tej pielgrzymki, przyjęcie, jakie zgotowali
Polacy Papieżowi, atmosferę, która towarzyszyła poszczególnym spotkaniom?

– To wyjątkowe i historyczne spotkanie z Ojcem Świętym Benedyktem XVI było
rzeczywiście łaskawym darem Bożej Opatrzności. I jeśli w wielu wypowiedziach
na temat wizyty Ojca Świętego w Polsce słusznie przywołuje się prawdę o Bożej
Opatrzności, to jednocześnie warto zauważyć, że już samo pojęcie: Boża Opatrzność,
tak wiele mówi o tym, czym jest dla Kościoła i świata posługa Piotra – Następcy
Chrystusa na ziemi. Opatrzność Boża oznacza plan życzliwości Boga wobec ludzi.
Bóg z miłością i mądrością prowadzi wszystkie stworzenia do ich ostatecznego
celu. Stworzył wszystko i wszystko Opatrznością swoją zachowuje. W pojęciu
Bożej Opatrzności zawierają się więc dwa elementy: element troski ("zachowuje"),
a równocześnie element władzy ("kieruje").
Dlatego na pytanie o ocenę przebiegu tej pielgrzymki, o przyjęcie, jakie zgotowali
Polacy Papieżowi, oraz o atmosferę, która towarzyszyła poszczególnym spotkaniom
– osobiście znajduję bardzo pozytywną odpowiedź. Ojciec Święty – w tym, co
mówił, i w tym, co czynił – przypomniał nam bowiem, że dobry Bóg ma wobec każdego
z nas plan życzliwości. Bo Bóg w swej Opatrzności troszczy się o każdego człowieka
i jednocześnie kieruje jego serce do ostatecznego celu, jakim jest On sam –
Bóg, który jest miłością.
Papieskie nauczanie w czasie pobytu w Polsce to niezwykły traktat o wierze.
Poszczególne teksty to materiał do pogłębionej refleksji na dłuższy czas. Pragnę
jednak zwrócić uwagę na kilka kwestii. Bardzo dużo słów (właściwie prawie dwa
całe przemówienia) Ojciec Święty skierował do duchownych, do osób konsekrowanych.
Kapłanów wzywał: "Wierzcie w moc waszego kapłaństwa!", mówił o potrzebie
modlitwy, duchowym ojcostwie, przeżywaniu chrześcijańskiej pokuty…

To wszystko świadczy chyba o tym, jak wielką troską Benedykta XVI jest tak
ilość, jak i jakość powołań?

– Nie ulega wątpliwości, że wspomniane przed chwilą "troska i kierowanie" jako
przymioty Bożej Opatrzności ujawniły się w sposób szczególnie wyrazisty w darze,
z jakim przybył Ojciec Święty do polskiego duchowieństwa, do osób życia konsekrowanego
oraz do wszystkich przygotowujących się do służby Chrystusowi w Kościele. Tym
opatrznościowym darem Papieża dla nas była nade wszystko jego pokorna i ufna
modlitwa w intencji bliższej i dalszej przyszłości duszpasterskiej posługi
Kościoła w Polsce. Jednocześnie Benedykt XVI pragnął dotrzeć ze swym przesłaniem: "Trwajcie
mocni w wierze", w pierwszym rzędzie właśnie do osób duchownych.
Owa niezwykłość – jak pan to określił – traktatu o wierze, jaki Ojciec Święty
przedstawił w ciągu kilku dni swego pobytu w Polsce, wiąże się więc z faktem,
że Benedykt XVI ze szczególnym naciskiem przypomniał nam o tzw. eklezjalnym
charakterze wiary. Oznacza on, że im głębsza jest więź człowieka wierzącego
ze wspólnotą Kościoła, tym mocniejsza jest jego osobista więź z Chrystusem.
Nie można i nie wolno – apelował Ojciec Święty – oddzielać Chrystusa od Kościoła
i Kościoła od Chrystusa. To przypomnienie wzięliśmy sobie na pewno do serca
przede wszystkim my, osoby duchowne. Wiemy bowiem, że moc wiary osób świeckich
w istotnej mierze opiera się na mocy wiary ich pasterzy. Dlatego z taką uwagą
wsłuchiwaliśmy się w słowa Benedykta XVI, pamiętając jednocześnie, że nauczanie
Ojca Świętego skierowane do osób duchownych w Polsce obejmuje swą opatrznościową "troską
i kierowaniem" problemy duchowieństwa na całym świecie.

Ojciec Święty przestrzegł przed relatywizmem, przed
wybiórczym traktowaniem depozytu wiary, Pisma Świętego. Przypomniał też o
Dekalogu, przykazaniu miłości,
podkreślając jednocześnie, że tylko cała prawda prowadzi do Chrystusa. Te słowa
można chyba traktować jako odpowiedź na wszelkie te prądy myślowe, które chciałyby
za wszelką cenę "dostosowywać" wiarę katolicką, moralność, Kościół
do ducha współczesnego świata?

– Wspaniały i wart podkreślenia jest fakt, że nauczanie Ojca Świętego – jego
homilie i przemówienia – pozostają w przedziwnej harmonii z poszczególnymi
miejscami, do których w kolejnych dniach, czy wręcz godzinach, przybywał. Był
to tzw. papieski szlak Jana Pawła II. I rzecz charakterystyczna, że już wybór
tych miejsc był jakby "kazaniem bez słów" właśnie na temat ponadczasowości
Kościoła, który głosi nie swoją naukę, lecz naukę Chrystusa. Czyż "papieski
szlak Jana Pawła II" – jego życie od Wadowic, poprzez Kraków, po Stolicę
Piotrową w Rzymie – nie jest bowiem "kazaniem" na temat mocy wiary?
Czyż życie sługi Bożego Jana Pawła II nie jest dla nas znakiem zwycięstwa wiary
nad wspomnianymi przez pana prądami myślowymi, które chciałyby za wszelką cenę "dostosować" wiarę
katolicką, moralność, Kościół do ducha współczesnego świata?
Podróżując więc "papieskim szlakiem", Ojciec Święty Benedykt XVI
apelował do nas, umiłowanych rodaków Jana Pawła II, abyśmy "trwali mocni
w wierze". W ten sposób przypomniał nam tę prawdę, że tylko mocna wiara
może stać się – tak jak w życiu Jana Pawła II – źródłem zwycięstwa, tego zwycięstwa,
o którym pisze św. Jan: "Wszystko, co z Boga zrodzone, zwycięża świat;
tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża
świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? (1 J 5, 4-5)".

Powszechnie sądzi się, że młodych ludzi pociąga to,
co rozrywkowe, mało wymagające, "fajne" i
beztroskie. Być może tak w jakiejś mierze jest, ale młodzież obecna na spotkaniu
na krakowskich Błoniach była inna. Ojciec Święty nie mówił łatwych rzeczy,
mówił o budowaniu na skale i wszystkim, co się z tym wiąże, a setki tysięcy
ludzi reagowało na te słowa entuzjastycznie. Czy zatem młodzi pokochali kolejnego
Papieża, który jest wymagającym ojcem? Czy to nie znak dla rodziców, duszpasterzy?

– Już po wizycie Ojca Świętego w Polsce zapytałem pewnego chłopca, jak mu się
podobało i jak przeżył spotkanie młodzieży z Papieżem na krakowskich Błoniach.
I on odpowiedział, że niestety, nie był ani na Błoniach, ani też nie oglądał
transmisji w telewizji. W tym samym czasie miał operację w szpitalu. Ale –
jak sam mówi – świadomość, że Ojciec Święty spotyka się w tym samym czasie
z młodzieżą, że się wspólnie modlą i że to jest tak ważne spotkanie dla wszystkich,
dodawała mu niezwykłej siły w cierpieniu i jego duchowej łączności z Papieżem,
za którego wszystkie swoje cierpienia wtedy ofiarował.
Nie ma potrzeby komentowania tego pięknego świadectwa o bliskości młodych ludzi
z Piotrem Naszych Czasów. Przypominają się tutaj wzruszające słowa Jana Pawła
II: "Szukałem was", skierowane do młodzieży na krótko przed jego
odejściem do domu Ojca. Spotkanie młodzieży na Błoniach z następcą Jana Pawła
II – po roku od tamtych słów – potwierdziło to nieustanne poszukiwanie, jakie
dokonuje się wciąż pomiędzy Kościołem a młodymi ludźmi. Dlatego zarówno ci,
którzy byli wtedy na Błoniach, jak i ci, którzy łączyli się duchowo z tym spotkaniem,
mogą potwierdzić, że Ojciec Święty Benedykt XVI, podobnie jak Jan Paweł II,
nie tylko bardzo "szuka młodzieży", ale jednocześnie pozwala się
jej poznać. Chce, żeby młodzież go poznała i coraz głębiej rozumiała jego posługę
i jego nauczanie. I dlatego Ojciec Święty mówił na Błoniach do polskiej młodzieży
– a poprzez nią do młodzieży całego świata – że odnajdując jego – Ojca Świętego,
odnajdując Kościół, ostatecznie odnajduje się samego Chrystusa – czyli tę Skałę,
na której można bezpiecznie budować dom, dom swojego życia.

W nauczaniu Benedykta XVI pojawił się wątek, o którym
tak pięknie mówił już w czasie wizyty "ad limina Apostolorum" polskich biskupów pod koniec
ubiegłego roku. "Polska otrzymała od poprzednich pokoleń bogate dziedzictwo
kulturowe oparte na wartościach chrześcijańskich. Z takim dziedzictwem weszła
do Unii Europejskiej. Wobec nasilającego się procesu sekularyzacji i odwrotu
od wartości chrześcijańskich nie może tego dziedzictwa utracić" – stwierdził
wówczas Papież. A w czasie Mszy św. w Krakowie apelował: "Niech nie zabraknie
światu waszego świadectwa". Można chyba powiedzieć, że Papież pokłada
wielką nadzieję w silnej wiarą Polsce?

– Słusznie wiąże pan w swoim pytaniu ostatnią wizytę "ad limina Apostolorum" polskich
biskupów z minioną pielgrzymką Benedykta XVI. To zestawienie podkreśla tzw.
ciągłość duszpasterskiej misji Kościoła. Boża Opatrzność, jak wspomniałem wcześniej,
objawia się w Kościele poprzez "troskę i kierowanie". Tej ojcowskiej "troski
i kierowania" doświadczyliśmy kilka miesięcy temu my, biskupi, w czasie
spotkanie z Ojcem Świętym w Rzymie. A teraz ta sama "troska i kierowanie" stały
się doświadczeniem setek tysięcy ludzi w czasie spotkania Ojca Świętego – tym
razem już nie w Rzymie, ale w Polsce.
Widać więc w tym ciągłość i zgodność pomiędzy tym, do czego wezwał Ojciec Święty
najpierw podczas wizyty polskich biskupów w Rzymie, a następnie podczas swej
pielgrzymki do Polski. Jest to niełatwe, ale jakże istotne wezwanie – zadanie
do dawania świadectwa wiary wobec świata. Można z radością stwierdzić, że na
to wezwanie daliśmy już pierwszą odpowiedź – przyjmując w duchu głębokiego
szacunku i wiary Benedykta XVI. Teraz, gdy jego wizyta się zakończyła, trzeba,
aby tamto "uroczyste" świadectwo wiary stało się naszą codziennością.
Im bardziej to, co "uroczyste", stanie się częścią tego, co "codzienne",
tym skuteczniejsza będzie nasza odpowiedź na ten przejmujący apel Benedykta
XVI: "Niech nie zabraknie światu waszego świadectwa". Benedykt XVI
potwierdził tym wezwaniem, że fakt różnorodności religijnej i wyznaniowej w
Europie jest szczególnym wyzwaniem wobec Polski – nie w kategoriach politycznego
mesjanizmu, lecz w perspektywie nowej ewangelizacji, o której nauczał i którą
już realizował sługa Boży Jan Paweł II.

Ojciec Święty mówił Polakom, ale też i całej ludzkości:
trwajcie mocni w wierze, trwajcie mocni w miłości, trwajcie mocni w nadziei.
To droga nadziei dla świata,
który ze swoimi atakami na życie ludzkie, na normalną rodzinę skłania się w
jakimś stopniu ku samozagładzie. Na to, do czego może prowadzić "straszne
dzieło nienawiści", do czego może prowadzić nieliczenie się z wiarą i
prawem Boga do swego stworzenia, doskonale chyba zwróciła uwagę wizyta Ojca
Świętego w Auschwitz-Birkenau? Wymowna stała się też ta nieoczekiwana tęcza
nad obozem…

– Po potopie Pan Bóg dał Noemu i jego rodzinie znak zawartego przymierza –
była nim tęcza. Jest ona zawsze symbolem życzliwości nieba. Jak pioruny były
uważane za znaki gniewu Bożego, tak tęcze oznaczały, że Bóg odkłada niejako
na bok swe gromy i nie będzie ich już wysyłał na ziemię. Noe i jego potomkowie,
patrząc na tęczę, mieli sobie przypominać, że Bóg nie będzie już karał świata
potopem.
Również i my, ludzie przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia, jesteśmy duchowymi
dziećmi Noego i spadkobiercami obietnic danych nam przez Boga za pośrednictwem
tego patriarchy. Tęcza jest więc dla nas bardzo drogim znakiem. Bardziej jednak
czujemy się duchowymi potomkami drugiego Noego, którym jest Chrystus. On nam
przyniósł prawdziwą tęczę zbawienia – znak wierności i miłości Boga do swoich
stworzeń.
Tęcza jest również znakiem pragnienia wypełnienia przymierza przez nas. Łuk
tęczy ma swoje pochylenie od góry do dołu i oznacza pochylonego ku nam w swym
miłosierdziu Boga Ojca, ale też ma swoje wzniesienie od dołu ku górze. Chrystus
sprawił, że ludzkość dochowała Bogu wierności w przymierzu i że Bóg nie będzie
już jej karał w totalny sposób kataklizmem potopu. Uczynił to przez mękę i
śmierć swoją. Jezus za nas umarł, aby nam objawić wierność Boga. Krzyż jest
największym znakiem wierności Bożej i dlatego artyści bardzo często nad ukrzyżowanym
ciałem Chrystusa malują tęczę.
Piękno i głębia pielgrzymki Benedykta XVI do Polski wynikają m.in. z harmonii
pomiędzy słowami a czynami Ojca Świętego. Tak było podczas każdej pielgrzymki
jego wielkiego poprzednika. Tego samego doświadczyliśmy także i teraz. Słowa
i czyny w konkretnych miejscach, a także inne, niezaplanowane przez nikogo
z organizatorów okoliczności (jak na przykład tęcza na niebie w czasie modlitwy
o pokój i pojednanie w Auschwitz-Birkenau) – to wszystko sprawia, że chociaż
pielgrzymka Benedykta XVI przeszła już do historii, to jednocześnie pozostanie
na zawsze w naszych sercach.
Nie trzeba więc, jak to się nieraz czyni, wprowadzać jakieś "konkurencji",
spierając się, który z etapów papieskiej pielgrzymki do Polski był najważniejszy,
a który mniej ważny. Każdy z etapów budował bowiem ową całość, dzięki której
dopiero mogliśmy doświadczyć głębi przesłania tej wizyty: "Trwajcie mocni
w wierze". Wszystkie etapy tej pielgrzymki, wszystkie jej słowa i odbyte
spotkania budowały jedną, harmonijną całość. Także i te słowa, i te spotkania,
jakie miały miejsce w Auschwitz-Birkenau. Teologiczna głębia wypowiedzianych
tam słów stała się istotnym elementem wezwania do trwania w mocy wiary. Ta
moc wiary pozwoliła samemu Ojcu Świętemu zatrzymać się na modlitwę w Auschwitz-Birkenau,
gdzie dokonało się "straszne dzieło nienawiści", które, uderzając
w człowieka, aby go zniszczyć, uderzyło tym samym w Boga, który jest miłością.

W tych pielgrzymkowych dniach jako Polacy byliśmy razem. Przynajmniej na kilka
dni ucichły spory i kłótnie. W tej naszej tak bardzo podzielonej polskiej rzeczywistości
trzeba to chyba również docenić?

– Już wiele miesięcy przygotowań do przyjazdu Ojca Świętego do Polski upłynęło
nam pod hasłem: "Trwajcie mocni w wierze". Gdy zaś Ojciec Święty
był już z nami przez kilka dni, cały czas towarzyszyło nam to samo hasło. Czy
zatem teraz, po papieskiej wizycie, miałoby być inaczej? Dlatego obecnie, po
pielgrzymce Ojca Świętego, wezwanie: "Trwajcie mocni w wierze", nie
tylko nadal pozostaje aktualne, ale staje przed nami z nową siłą moralnego
zobowiązania – indywidualnego i społecznego.
Jakże wymowne są w tym kontekście słowa, które Ojciec Święty powiedział na
Błoniach podczas homilii: "Chciałbym każdemu z was uścisnąć dłoń, patrząc
w oczy". Oznaczają one, że Następca Chrystusa przybył i przemawiał przez
tych kilka dni do całego polskiego Narodu – ale w rzeczywistości przybył i
przemawiał do każdego z nas z osobna. I dopiero wtedy, gdy każdy z nas w taki
osobisty sposób przyjmie nauczanie Papieża w Polsce, wówczas całe to doświadczenie
nadziei i pokoju, jakie towarzyszyło nam w czasie tych świętych dni "narodowych
rekolekcji", stanie się błogosławionym źródłem nadziei i pokoju także
i teraz – i dziś, i jutro – pośród tzw. szarej polskiej rzeczywistości. W tym
tkwi owa mądrość i ponadczasowość pielgrzymki Ojca Świętego Benedykta XVI do
Polski: "Trwajcie mocni w wierze".

Dziękuję za rozmowę.

drukuj