fot. pixabay.com

O. F. Buczyński OFM: Hospicjum perinatalne jest przestrzenią opieki paliatywnej, która pozwala matce otrzymać wszelaką pomoc. Przygotowujemy do wszystkich wariantów

Hospicjum perinatalne jest przestrzenią opieki paliatywnej, która pozwala matce otrzymać wszelaką pomoc na poziomie medycznym, psychologicznym, duszpasterskim, socjalnym – w każdym wymiarze, kiedy dziecko jest jeszcze pod sercem matki. Potem oferowana jest opieka perinatalna. Przygotowujemy do wszystkich wariantów. Może być wczesne poronienie, może być martwe urodzenie, może dziecko przyjść na świat i żyć paręnaście czy parędziesiąt minut, a może być tak jak teraz, że mamy pod opieką np. 13-letnie dzieci z zespołem Edwardsa, które są w drugiej kolejności abortowane w naszym kraju ze względu na wady letalne – opowiadał o. Filip Buczyński OFM, założyciel i prezes Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia, w rozmowie z TV Trwam.

Lubelskie Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia powstało w 1997 r. Jest jedynym hospicjum dla dzieci w tym województwie. Organizuje pomoc medyczną i psychologiczną swoim pacjentom, głównie w ich domach, a także obejmuje opieką perinatalną dziecko i jego rodziców w trakcie ciąży.

– Kobieta, która jest w 16. czy 20. tygodniu ciąży, po pierwszych badaniach USG albo badaniu amniopunkcji, dowiaduje się, że jej dziecko ma prawdopodobnie tzw. wadę letalną, czyli istnieje zagrożenie życia dziecka, które jest pod sercem matki. Wówczas matka stoi wobec sytuacji pewnej bezradności. Nie wie, co ma zrobić. Hospicjum perinatalne jest przestrzenią opieki paliatywnej, która pozwala matce otrzymać wszelaką pomoc na poziomie medycznym, psychologicznym, duszpasterskim, socjalnym – w każdym wymiarze, kiedy dziecko jest jeszcze pod sercem matki. Potem oferowana jest opieka perinatalna do 28 dnia, zgodnie z ustawą, która to określa w ramach kontraktu koszyka świadczeń gwarantowanych – wyjaśnił o. Filip Buczyński.

Założyciel hospicjum zaznaczył, że opieka perinatalna realizowana jest we wszystkich możliwych scenariuszach, w zależności od sytuacji, w jakiej znajdzie się rodzina potrzebująca pomocy.

– Jeśli dziecko pójdzie do Nieba, to potem kontynuujemy opiekę w ramach wsparcia dla osieroconych. Natomiast kiedy dziecko dalej jest naszym podopiecznym, podejmujemy wspólnie z rodzicami decyzję, czy zostaje ono na oddziale stacjonarnym naszego hospicjum dla dzieci, czy też jest w opiece domowej. Wtedy do domu rodzinnego jeździ zespół wyjazdowy całego personelu – tłumaczył zakonnik.

Rozmówca TV Trwam wskazał, że w ciągu ostatnich ośmiu lat, w czasie których działało hospicjum perinatalne im. Małego Księcia, udzielono pomocy 50 rodzinom.

– Przygotowujemy do wszystkich wariantów, które mogą się zadziać. Może być wczesne poronienie, może być martwe urodzenie, może dziecko przyjść na świat i żyć paręnaście czy parędziesiąt minut, a może być tak jak teraz, że mamy pod opieką np. 13-letnie dzieci z zespołem Edwardsa, które są w drugiej kolejności abortowane w naszym kraju ze względu na wady letalne. Dajemy możliwość odpowiedzi na obawy matki, z których największa to ta, że jest bezradna i znikąd nie ma pomocy – akcentował założyciel hospicjum.

– Gdy rozpoczynałem opiekę paliatywną jako drugie hospicjum w Polsce, miałem bardzo dużo kontrargumentów pod tytułem: „Będziecie kumulować umierające dzieci, żeby im pomagać”. Argumentów jest bardzo dużo i można ubrać je w misje polityczne. Natomiast ja jestem człowiekiem, który chce pomóc drugiemu człowiekowi. Dzisiaj mówią to, dziesięć lat temu mówili co innego, za dziesięć lat będą mówili co innego, ale zawsze będzie człowiek, który będzie potrzebował pomocy. Nasze hospicjum im. Małego Księcia jest po to, żeby tej pomocy udzielić, jeśli jest takie życzenie – kontynuował.

O. Filip Buczyński chciał poprzez Facebooka promować m.in. ideę hospicjum perinatalnego i stacjonarnego dla dzieci oraz ich rodzin, ale zostało mu to uniemożliwione przez administratora portalu „ze względu na kwestie społeczne”. [czytaj więcej]

– To był bardzo poznawczy przekaz, w którym nie ma nic o jakiejś ideologii czy krzywdzeniu kogokolwiek werbalnie bądź w inny sposób. Poprosiłem naszego pracownika z działu marketingu, czy można by było nagłośnić ten wpis. Dzięki temu, że wykupilibyśmy płatną reklamę, dotarlibyśmy do potencjalnej matki, która będzie potrzebowała pomocy. (…) Facebook nie wyraził zgody, żeby nas promować, więc napisałem oświadczenie. (…) W ciągu trzech dni zareagowało 350 tysięcy ludzi i „puściło swoimi kanałami” na różnych nośnikach. 1 lutego okazało się, że jednak Facebook odblokował całą treść i w tej chwili post jest promowany – opowiedział rozmówca TV Trwam.

radiomaryja.pl

drukuj