Nowe doniesienia w związku z nalotem rosyjskich dronów nad Polskę. Pos. M. Jach: Rząd próbuje zamazać swoją odpowiedzialność
Pojawiają się kolejne doniesienia w związku z nalotem rosyjskich dronów nad Polskę. Jak podaje „Rzeczpospolita”, sojusznicze samoloty poderwane w związku z nalotem dronów z 9 na 10 września wystrzeliły w sumie trzy rakiety, z których jeden spadła na dom w Wyrykach.
Źródło, które przytacza gazeta podaje, że rakiet użyto, bo taka była sytuacja i potrzeba. Zniszczone zostały cele, które – jak oceniono – stanowiły realne zagrożenie, a wojsko zniszczyło je szybko.
Poseł Prawa i sprawiedliwości, Michał Jach, ocenia, że mogło dojść do pewnych zaniedbań, które rząd chce zatuszować.
– Widać, że działania rządu nie były tak wzorcowe, jak oni pokazują i to powoduje, że kręcą, nie podają jasnej odpowiedzi, nie podają wszystkich szczegółów. Wychodzą coraz to nowe fakty, co można z dużym prawdopodobieństwem zakwalifikować jako próbę zamazania odpowiedzialności i ukrycia niedoróbek. Przecież nic by się nie stało, gdyby od początku powiedzieli uczciwie, co było: że gdzieś rakieta uderzyła w budynek. Różne rzeczy w czasie wojny się zdarzają. Nie powinny, ale niestety zdarzają się – wskazuje polityk.
Dziennik zwraca jednak uwagę, że tak naprawdę nadal nie ujawniono, do czego strzelano, a Ministerstwo Obrony Narodowej i prowadząca śledztwo prokuratura milczą w tej sprawie. Według gazety samoloty mogły zestrzelić np. drona z ładunkiem wybuchowym, rosyjską rakietę z ładunkiem bojowym albo rakietę z głowicą z betonu.
RIRM



