Nowa Komisja Europejska rozpoczęła prace – władza pozostaje w tych samych rękach
1 grudnia to początek pracy nowej Komisji Europejskiej. Po ostatnich wyborach wydawało się, że w Unii Europejskiej głośniejszy będzie głos prawicy. Władza pozostała w rękach tych samych osób, a na czele Komisji znów stanęła Ursula von der Leyen.
Parlament Europejski w ubiegłym tygodniu ostatecznie zatwierdził nową Komisję Europejską. Na jej czele pozostanie Ursula von der Leyen, dlatego komentatorzy sceny politycznej nazywają ją „nową-starą” Komisją. Przed Unią Europejską, w związku z wygraną w Stanach Zjednoczonych Donalda Trumpa, kreśli się nowa rzeczywistość. Państwa Starego Kontynentu będą musiały wziąć na swoje barki większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo.
– Wiąże się to z większymi wydatkami na obronność, a także przestawieniem gospodarek na funkcję wojenną, chociażby w zakresie produkcji amunicji, z czym wiąże się konieczność wspierania wojskowego Ukrainy – mówił prezes Instytutu Globalizacji, dr Tomasz Teluk.
Tu można spodziewać się innego podejścia. Poza tym wiele wskazuje na to, że Komisja Europejska będzie kontynuować dotychczas obrany kurs. To dalszy ciąg destrukcyjnej dla Starego Kontynentu polityki.
– W najnowszych dokumentach jest mowa o dalszym ciągu złej polityki migracyjnej, paktu migracyjnego. Jest mowa o dalszym ciągu Zielonego Ładu i jest mowa o tym, żeby dążyć do zmiany traktatów – przekazał były poseł do Parlamentu Europejskiego, Jacek Saryusz-Wolski.
Wcześniejsza Komisja Europejska głośno mówiła o swoich planach federalizacji Europy. W nowej kadencji będzie próbowała utworzyć środek całej Unii Europejskiej w Berlinie. Były poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Zdzisław Krasnodębski, widzi w zapowiedziach „nowej” KE jeden optymistyczny sygnał.
– Polega na tym, że rzeczywiście się ta polityka zmieni, bo będzie nastawiona na rozwój przemysłu, na innowacje, na konkurencyjność (…), co pokazuje, że także komisarze i Komisja Europejska reagują na niezadowolenie społeczne – wskazał prof. Zdzisław Krasnodębski.
Pytanie, czy uda się odwrócić trend. Europejskie firmy poprzez działania podejmowane w ubiegłych latach w Brukseli stały się mniej konkurencyjne w porównaniu z firmami ze Stanów Zjednoczonych czy Chin. Po czerwcowych wyborach układ sił politycznych w Brukseli radykalnie się nie zmienił. Wyraźnie zmieniły się za to sympatie polityczne. Dlatego wiele wskazuje na to, że Europejczycy będą wychodzić na ulice.
– Protesty społeczne będą narastać, dlatego że pauperyzacja społeczeństw w Europie w poszczególnych państwach będzie postępować – ocenił dr Aleksander Kozicki, politolog.
Kadencja rozpoczynającej prace Komisji Europejskiej potrwa pięć lat.
TV Trwam News




