premier Norwegii Erna Solberg / fot. Radek Pietruszka / PAP

Norweski urząd odbiera dzieci m.in. za niezdrowe żywienie

Niezdrowe drugie śniadanie lub drobny problem zdrowotny – to powody, dla których norweski Urząd ds. Opieki nad Dziećmi, Barnevernet, odbiera rodzicom dzieci. O sprawie informuje „Nasz Dziennik”.

Norwedzy nie protestują przeciwko niezwykle szerokim kompetencjom urzędników. Najczęściej tę kwestię podnoszą mieszkający tam obcokrajowcy, w tym Polacy, którzy pomocy szukają w swoich placówkach konsularnych.

Obecnie polski konsul prowadzi 76 spraw związanych z BV dotyczących łącznie 112 dzieci. W latach 2014-2015 udało się na drodze prawnej doprowadzić do powrotu 15 małoletnich obywateli Polskich do rodziców biologicznych.

W Norwegii panuje zupełnie zideologizowany system ingerencji w rodzinę – mówi poseł Leszek Dobrzyński z sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

– Każdemu, kto zna historię nie będzie dalekie stwierdzenie, że takie systemy mają swoje korzenie w dosyć paskudnych czasach. (…) Mówię tutaj zarówno o latach 20., latach 30. To, co się dzieje w Norwegii, całej Skandynawii, ale także na zachodzie Europy – ta pewna łatwość, z jaką ingeruje się w rodzinę – moim zdaniem, jest to bardzo niebezpieczne. To bardzo zadufane w sobie – takie państwowe stwierdzenie, w jaki sposób ma funkcjonować rodzina, w jaki sposób ma być wychowywane dziecko, jak to dziecko ma być kształtowane – komentuje Leszek Dobrzyński.

Do BV trafia rocznie 50 tys. zgłoszeń. Pod obserwacją urzędu jest teraz ok 25 tys. dzieci. W czteromilionowej Norwegii rodzicom odebrano ponad 13 tys. dzieci, które są teraz w tzw. pieczy zastępczej, czyli w domu dziecka lub rodzinie zastępczej.

RIRM

drukuj