Niech zstąpi Duch Twój!

Przyzwyczailiśmy się do papieskiego
pielgrzymowania. Ale ta pielgrzymka ma wymiar szczególny: to nie tylko
wędrówka następcy wielkiego Polaka, człowieka, który
jest dla nas wielkim autorytetem moralnym – to pielgrzymka dwóch Papieży.
Ani na chwilę nie opuści nas duch tego, którego tak bardzo kochaliśmy, a
który odszedł
już do domu Ojca. Odwiedziny miejsc, z którymi tak blisko związany był Karol
Wojtyła, nawiązywanie do jego nauczania – to zamierzony, jasno wyartykułowany
cel. Mówił o tym niejednokrotnie Benedykt XVI. Chciałbym skupić się w poniższych
refleksjach na jednym miejscu, szczególnie ważnym dla nas, Polaków – na placu
Zwycięstwa, dziś Marszałka Józefa Piłsudskiego – i przerzucić duchowy most
pomiędzy tamtą pamiętną wigilią Zesłania Ducha Świętego w 1979 r. i spotkaniem
z Polakami
następcy Jana Pawła II; pomiędzy słowami wtedy tam wypowiedzianymi i sytuacją
Polski dzisiaj, tu i teraz.

Skala dziejowych przemian
To tylko 27 lat. W skali tysiącletnich dziejów Narodu to niewiele. To mały
okruch czasu. W skali współczesnej historii to wielki skok: cywilizacyjny,
kulturowy, a przede wszystkim czas wędrówki udręczonego Narodu, zniewolonego
przez ponad dwa wieki (z zaledwie 21-letnią burzliwą przerwą w okresie międzywojnia),
ku wolności. Wolności, która okazała się bardzo trudna i – podobnie jak wędrówka
Izraelitów po pustyni – naznaczona upadkami, błędami i chęcią powrotu. Okazało
się, że – wbrew pozorom – łatwiej być wolnym "od" niż wolnym "do"…
Nieprzypadkowo Benedykt XVI rozpoczyna swoją pielgrzymkę po Polsce od miejsca-symbolu.
Nieprzypadkowo, ponieważ w powszechnym przekonaniu Polaków tu wszystko się
zaczęło. Owszem – były organizacje konspiracyjne i ruchy patriotyczne w mniej
lub bardziej jawny sposób deklarujące swój sprzeciw wobec zbrodniczego systemu,
ale brakowało siły. Brakowało ostatecznego postawienia kropki nad "i" i
wiary w to, że może się udać. Udało się, bo w ówczesnych nadziejach obecny
był Chrystus i była moc Ducha przywołana w wigilię Zielonych Świątek. "Solidarność",
jak się wtedy narodziła, była na wskroś ewangeliczna. Następca Jana Pawła II
poprzez swoją obecność na tym samym placu pragnie w sposób w pełni zamierzony
połączyć duchowym mostem wydarzenia, które dzieli 27 lat. Naród jest wolny,
ale znowu, podobnie jak wtedy, brakuje nadziei i wiary w to, że w dzisiejszym
zagmatwanym świecie można przyjąć w całej pełni Bożą miłość – i żyć nią! Wprowadzać
ją w struktury społeczne i czynić codziennym sposobem wzajemnego odniesienia.
Benedykt XVI przybywa do Polski i Polaków, by powiedzieć im, że bardzo mocno
liczy na nich, na ich świadectwo i odwagę. Na świadomość historycznego i chrześcijańskiego
dziedzictwa. Przybywa, aby "umocnić braci w wierze" i prosić, by
Polacy byli "solą ziemi" współczesnej laicyzującej się Europy.

Uwierzcie, że Bóg jest miłością!
Pamiętna homilia z placu Zwycięstwa z 2 czerwca 1979 r. miała swoją kontynuację
i pogłębienie 13 czerwca 1999 r., dwadzieścia lat po pierwszym spotkaniu,
kiedy to na tym samym miejscu przygnieciony już cierpieniem Papież, wynosząc
do chwały ołtarzy 108 męczenników zamordowanych podczas II wojny światowej,
prosił o wierność Bogu i świadectwo chrześcijańskiego życia. Mówił wtedy: "Błogosławieni
męczennicy wołają do naszych serc: Uwierzcie, że Bóg jest miłością! Uwierzcie
na dobre i na złe! Obudźcie w sobie nadzieję! Niech ta nadzieja wyda w was
owoc wierności Bogu we wszelkiej próbie!". Uwierzcie, że Bóg jest miłością
– czyż nie bliźniaczo brzmią słowa: "Trwajcie mocni w wierze",
będące hasłem obecnych papieskich odwiedzin? To nie jest przypadek.
Na naszych oczach dokonuje się dziejowe continuum. To nie kurtuazyjna wizyta
człowieka, który może powiedzieć o sobie i swoim poprzedniku, że łączy ich "wspólna
droga". To ciąg dalszy katechezy, która została zapoczątkowana w 1979
r. i która trwa. Której potrzeba jest wcale nie mniejsza niż wtedy w zniewolonym
Narodzie, pośród struchlałych stróżów chylącego się systemu i uzbrojonych po
zęby milicjantów i zomowców. Dlaczego? "Dziś niewola stała się niewidzialna
[…]. Dawniej zniewolonym przysługiwało prawo krzyku. Dziś niewolnikom zapewnia
się prawo milczenia, niemoty. Krzyk przynosił ulgę, krzepił zdrowie, jak noworodkowi,
hartował na przyszłość. Milczenie, niemota degenerują duszę, zabijają […].
Dziś, przypadkiem uwolniony naród, nie będzie już zdatny do życia. Sam zginie
od jadów, które zgromadził w sobie podczas czarnej nocy ubezwłasnowolnienia" (T.
Konwicki, Kompleks polski). To słowa napisane w 1977 r., w innym kontekście
historycznym; nic nie straciły na aktualności…
Niewola jest groźniejsza i trudniej się z niej wyrwać. Jest destrukcyjna, bo
zabiera człowiekowi nadzieję – zamyka go w sobie, w jego beznadziei, i odbiera
prawo krzyku. Można się z niej wyzwolić tylko przez otwarcie na Miłość, która
uwzniośla i czyni otwartym na drugiego człowieka. Uczy innego patrzenia na
siebie i świat wokół. "Deus caritas est" – Bóg jest miłością. Tylko
On jest w stanie odnowić oblicze ziemi.

Abyście nie zapomnieli…
Pamiętamy o wołaniu z placu Zwycięstwa, kiedy po raz pierwszy od dziesięcioleci
rządy w obudzonym Narodzie sprawował nie komitet partii, ale pierwszy z Polaków
na Stolicy Piotrowej. Zapomnieliśmy przez minione lata inne ważne słowa Jana
Pawła II. Kiedy tuż przed odjazdem do Rzymu spotkał się z dwumilionową rzeszą
rodaków na Błoniach krakowskich, prosił: "Zanim stąd odejdę, proszę
Was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię ‚Polska’, jeszcze
raz przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – z taką, jaką zaszczepił w nas
Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili, nie znużyli się
i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami korzeni, z których wyrastamy…".
Abyście nie zapomnieli i nie niszczyli korzeni, z których wyrośliście…
Łatwo jest zapalić ogień, znacznie trudniej utrzymać jego płomień. "Łatwiej
zmienić ustrój, trudniej odmienić człowieka" – zwykł mawiać Prymas Tysiąclecia.
Jak wyglądałby rachunek sumienia z papieskich słów sprzed lat?
Co się dokonało przez minione lata? Co się stało w Polsce – już wolnej? Dlaczego
w Polakach taki brak nadziei? Dlaczego tyle głodnych dzieci? Skąd tylu bezrobotnych
i biednych?… Dlaczego? Co "nie zadziałało"? Gdzie się zapętliło
duchowe tysiącletnie dziedzictwo? Gdzie jesteś, Polsko, dziś – tu i teraz?
Gdzie jest Chrystus, który tyle razy w twoich dziejach był krzyżowany? Ileż
tych pytań…

Klucz do wolności
"
Kościół przyniósł Polsce Chrystusa – to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej
i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek" – wołał Jan Paweł II
na placu Zwycięstwa w 1979 roku. "Człowieka bowiem nie można do końca
zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć
bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa
godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może
tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa. I dlatego Chrystusa nie można wyłączać
z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu ziemi. Nie można też bez Chrystusa
zrozumieć dziejów Polski – przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli
i przechodzą przez tę ziemię. Dzieje ludzi! Dzieje narodu są przede wszystkim
dziejami ludzi. A dzieje każdego człowieka toczą się w Jezusie Chrystusie.
W Nim stają się dziejami zbawienia".
Benedykt XVI z pewnością przypomni nam tę prawdę. Mówił o niej niejednokrotnie.
Podczas inauguracji swojego pontyfikatu i później jeszcze wiele razy. Przypomni
nam słowa wzywające do odważnego przyjęcia Chrystusa do swojego życia. Podobnie
jak jego poprzednik dostrzega lęk w sercach ludzi – przed przyjęciem w pełni
orędzia zbawienia. Ale zarazem wskazuje – podobnie jak Jan Paweł II na początku
swojego pontyfikatu – wielką radość płynącą z tej wolności. Właściwe rozumienie
wolności "od" i wolności "do" jest jednym z tych wielu
elementów przepowiadania, które łączą obu proroków współczesności. Trudno zapomnieć
pełne żaru słowa Benedykta XVI wygłoszone podczas homilii inaugurującej jego
pontyfikat: "Czyż my wszyscy nie boimy się w jakiś sposób, że jeśli pozwolimy
całkowicie Chrystusowi wejść do naszego wnętrza, jeśli całkowicie otworzymy
się na Niego, to może On nam zabrać coś z naszego życia? Czyż nie boimy się
przypadkiem zrezygnować z czegoś wielkiego, jedynego w swoim rodzaju, co czyni
życie tak pięknym? Czyż nie boimy się ryzyka niedostatku i pozbawienia wolności?
Jeszcze raz papież pragnie powiedzieć: nie! Kto wpuszcza Chrystusa, nie traci
nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. Nie!
Tylko w tej przyjaźni otwierają się na oścież drzwi życia. Tylko w tej przyjaźni
rzeczywiście otwierają się wielkie możliwości człowieka. Tylko w tej przyjaźni
doświadczamy tego, co jest piękne i co wyzwala. […] Nie obawiajcie się Chrystusa!
On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć
więcej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi, a znajdziecie
prawdziwe życie. Amen". Aby przyjąć "Boga, który jest miłością",
trzeba wiele odwagi. Wypływania na głębię. Mądrości i pokory wobec Syna Człowieczego.
Bo "trwanie z mocą w wierze" to przede wszystkim właściwe rozumienie
wolności. I odwaga bycia innym niż wzorce, które często przewrotnie proponuje
świat…

Odnowić oblicze ziemi
Będziemy patrzyli dziś na krzyż w papieskim ołtarzu, przypominający tamten
prosty znak sprzed 27 lat. Będziemy słuchali słów Benedykta XVI, który wzrastał
u boku Jana Pawła II Wielkiego. Będą obecni obaj. Będą brzmiały nowe słowa,
ale echem będą się odbijać tamte sprzed lat. Ciągle aktualne i pełne mocy.
Słowa, które już teraz są pomnikiem historii. Przypomnijmy je sobie jeszcze
raz: "To wszystko: dzieje Ojczyzny, tworzone przez każdego jej syna
i każdą córkę od tysiąca lat – i w tym pokoleniu, i w przyszłych – choćby
to był człowiek bezimienny i nieznany, tak jak ten żołnierz, przy którego
grobie stoimy… To wszystko: i dzieje ludów, które żyły wraz z nami i wśród
nas, jak choćby ci, których setki tysięcy zginęły w murach warszawskiego
getta. To wszystko w tej Eucharystii ogarniam myślą i sercem i włączam w
tę jedną jedyną Najświętszą Ofiarę Chrystusa na placu Zwycięstwa.
I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II papież, wołam z
całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz
z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi
oblicze ziemi. Tej Ziemi!".
Niech się tak stanie. Niech powieje nowy wiatr dziejów zbawienia i sprawi,
że wszyscy popatrzymy na siebie inaczej, staniemy się lepsi. Kwiecień 2005
roku pokazał, że można. Trzeba tylko bardzo chcieć. Niech odnowi Europę, by
nie wstydziła się swoich chrześcijańskich korzeni. Bez nich jest niczym. Niech
zstąpi Duch Jezusa Chrystusa i pozwoli nam zrozumieć samych siebie, Kościół,
Polskę i świat.
Katecheza trwa.

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj