fot. Nasz Dziennik/Marek Borawski

[NASZ WYWIAD] M. Wassermann o aferze Amber Gold: Ministrowie w rządzie Donalda Tuska okłamywali Polaków

W raporcie często się do tego odwołuję, do tej debaty sejmowej, która odbyła się 30 sierpnia 2012 roku. W trakcie tej debaty Donald Tusk mówił, że sprawa będzie wyjaśniona do spodu i co mogę powiedzieć, co było dla mnie takie bardzo uderzające – z tej mównicy ministrowie w rządzie Donalda Tuska okłamywali Polaków – powiedziała w wywiadzie z TV Trwam szefowa sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann.

– Jaki cel założyła sobie komisja śledcza do spraw Amber Gold i co udało się w tej sprawie zrealizować?

– Komisja miała jasno określony cel, to było zbadanie instytucji państwowych podlegających kontroli Sejmu, czy należycie wywiązywały się ze swoich obowiązków w stosunku do podmiotów z grupy Amber Gold. Podmiotów, ponieważ to nie była jedna spółka, to był szereg spółek Amber Gold oraz pięć spółek z grupy OLT. Chcę wyraźnie zaznaczyć, że komisja śledcza nie mogła i nie badała nigdy miejsca przechowywania złota, miejsca ewentualnego, w którym są pieniądze klientów, ani nie ustalała osób, które były zaangażowane w budowanie piramidy finansowej, chyba że byliby to urzędnicy państwowi.

– Dziś już wiemy – pani powiedziała, że tylko dwie instytucje możemy ocenić pozytywnie.

– Tak, to znaczy na wszystkie instytucje, które badaliśmy, a było ich kilka, na pewno pozytywnie możemy ocenić działania Ministerstwa Gospodarki oraz w dużej części działania Komisji Nadzoru Finansowego. Dlaczego powiedziałam w dużej części? Ponieważ Komisja Nadzoru Finansowego mogła wykorzystać jeszcze inne instrumenty, które być może byłyby skuteczne, a tego nie zrobiła. Ponadto Komisja Nadzoru Finansowego po wybuchu afery, wbrew zapowiedziom premiera Donalda Tuska, nie rozliczyła tych z kolei instytucji, tu mam na myśli banków i firm ubezpieczeniowych, które były w jej zasięgu, a współpracowały z Amber Gold, i w tym zakresie rzeczywiście doszło do zaniechania. Ale w obliczu pozostałych instytucji musze powiedzieć, że te dwie wypadły bardzo korzystnie. Na pewno najbardziej niekorzystnie, skrajnie niekorzystnie, oceniamy działania prokuratury. I to jest bardzo ważne. Działania prokuratury nie tylko do wybuchu afery, ale również po tym terminie. Mianowicie, postępowania prokuratorskie, które toczyły się już od sierpnia 2012 roku, w zasadzie w większości nic nie ustaliły, wszystkie – z wyjątkiem tej prokuratury, która postawiła zarzuty Marcinowi i Katarzynie P. – swoje postępowania bez wyczerpania materiału dowodowego umorzyły. Przypominam, że wtedy o sprawie wiedział już prokurator Andrzej Seremet, który obiecywał z mównicy sejmowej, że będzie miał nadzór nad tymi postępowaniami i będą one prowadzone szybko i sprawnie. Tak się nie stało.

– Jaki obraz państwa się wyłania z prac komisji i czy możemy dzisiaj powiedzieć o chociażby styku polityków z przestępcami?

– Obraz państwa jest dramatyczny. To znaczy obraz państwa, które nie tylko nie domaga na każdym możliwym etapie, czego najlepszym dowodem jest to, że 28-letni oszust z dziewięcioma wyrokami był w stanie przez trzy lata prowadzić taką firmę, oszukać tylu Polaków, uzyskać mniej lub bardziej oficjalne poparcie ze strony polityków, bo o tym też jest mowa w raporcie, ale też przerażający obraz państwa jakby już po ujawnieniu tej afery, bo ja tutaj powołuję się, zresztą w raporcie często się do tego odwołuje, do tej debaty sejmowej, która odbyła się 30 sierpnia 2012 roku. W trakcie tej debaty Donald Tusk mówił, że sprawa będzie wyjaśniona do spodu i co mogę powiedzieć, co było dla mnie takie bardzo uderzające – z tej mównicy ministrowie w rządzie Donalda Tuska okłamywali Polaków, bo przecież debaty słuchają nie tylko posłowie, tylko słucha tego każdy obywatel w Polsce, a zwłaszcza ten, który utracił swoje pieniądze i jest tym zainteresowany. Największe oszustwo to było to, jak pan minister Cichocki z mównicy sejmowej, czemu nie przeczył nikt, łącznie z Donaldem Tuskiem, mówił o tym, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego weszła w posiadanie wiedzy o tej piramidzie na przełomie marca i kwietnia 2012 roku i „rozpoczęła działania analityczne”, bo tak to określił. Komisja jasno pokazała, że agencja wiedzę o Amber Gold i wiedze o tym, że jest to podmiot podejrzany po raz pierwszy powzięła w 2010 roku, zaś 2011 rok, dokładnie sierpień, to jest taki bardzo krytyczny moment dla Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, mianowicie dostaje ona bardzo rzetelną, pełną informację o tym, że szykuje się takie wielkie oszustwo. Ta notatka, która jest w dużej części odtajniona, to nie jest jakaś zasłyszana informacja, to jest informacja, która – po pierwsze – pochodzi z bardzo poważnego źródła. Po drugie, opisuje kto z kim się spotyka, co będzie szykowane. Przypominam, że jest to sierpień 2011, a oficjalnie Marcin P. kupuje pierwsze udziały w spółkach lotniczych 30 sierpnia 2011, czyli Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ma wyprzedzającą wiedzę o tym, co będzie się działo za chwilę z tymi liniami lotniczymi. Nic nie robi z tą wiedzą, a wręcz przeciwnie – jest ona pacyfikowana i pacyfikowane są działania funkcjonariuszy operacyjnych w Gdańsku. Mówi im się, żeby tej wiedzy nie pogłębiali i zostawili tę sprawę, bo sprawą zajmuje się aktywnie policja. Komisja bezspornie ustaliła, że policja się w tym okresie sprawą nie zajmowała, czyli tym funkcjonariuszom, którzy chcieli się tą sprawą, ktoś – a nawet nie ktoś, bo my wiemy kto z imienia i nazwiska – celowo przekazał informację nieprawdziwą, i to spowodowało, że sprawa była odkładana na półkę. Co prawda wpływały kolejne niepokojące meldunki, ale one były po prostu odkładane ad acta i tam sobie leżały. W związku z tym informacja ministra Cichockiego, że ABW powzięła wiedzę na przełomie marca i kwietnia o tym jest absolutnie nieprawdziwa. Odwołując się jeszcze do tego posiedzenia Sejmu – tam, bym powiedziała, zarówno pan premier Tusk, prokurator Seremet, minister Nowak, minister Cichocki, minister Rostowski – oni wszyscy mówili, że sprawa zostanie wyjaśniona i winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Komisja przez dwa lata pracy pokazała, że nie tylko nic nie zostało wyjaśnione, ja bym powiedziała, że w dużej części pewne wątki zostały zamiecione pod dywan. I jak tylko zgasły kamery i przestała się tym interesować opinia publiczna, to zakończyło się wyjaśnianie sprawy. Co jest ciekawe, tak jak ten wątek lotniczy był od początku przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, powiedziałabym, celowo spychany na bok i został tak potraktowany po wybuchu afery. Konkluzja z raportu jest taka, że nigdy żadna instytucja nie podjęła się wyjaśniania, po co powstało OLT, kto za tym stał, czemu miało służyć, gdzie były i przeszły te pieniądze, które zostały przelane na te konta. Teraz, co jest ciekawe, po wybuchu afery dochodzi do takiej sytuacji, z której funkcjonariusze w Gdańsku dostają informację: „Nie wolno wam ruszać wątku lotniczego pod rygorem wszczęcia przeciwko wam postępowania o utrudnianie innych postępowań, bo robi to tzw. Warszawa.” Warszawa ma z kolei informację „Proszę tego nie robić, bo to robi Gdańsk.” Moje pytanie jest takie, jeżeli generał Łuczak mówi, że to jest najważniejsza sprawa w ówczesnym okresie dla służb specjalnych, jeżeli funkcjonariusze przesłuchiwani przez komisję mówią, że raportowali to, co robią w tej sprawie szefostwu kilka razy dziennie, to proszę mi powiedzieć, jak to jest możliwe, że nikt nie wyjaśnił wątku lotniczego, bo Warszawa myślała, że Gdańsk, a Gdańsk myślał, że robi Warszawa. No przecież na to pytanie jest dla mnie odpowiedź oczywista. To był zabieg absolutnie celowy.

– Raport ujrzy światło dziennie w następną środę?

– W środę za tydzień dojdzie do zwołania komisji, na którym ja przedstawię raport. Raport na ten moment liczy około 650 stron. Wyznaczę posłom termin kilkutygodniowy na zapoznanie się z tym i wtedy wyznaczymy kolejną komisję, na której będzie głosowanie i dyskusja na temat treści raportu. Oczywiście jeżeli będą poprawki, będziemy o nich rozmawiać. Zobaczymy ostatecznie, w jakim kształcie raport zostanie przyjęty. To powinno zakończyć pracę komisji.

– Komisja przesłuchała 150 świadków w tym Donalda Tuska. Czy to było kluczowe przesłuchanie, które coś wniosło?

Dla mnie kluczowe było każde przesłuchanie, dlatego że ja zdawałam sobie sprawę z tego, że najłatwiej jest oczywiście uciekać od odpowiedzialności politykom, którzy gdybyśmy nie przesłuchiwali urzędników od samego dołu, powiedzieliby, że nic o sprawie nie wiedzieli, dowiedzieli się, bo skąd oni mieliby wiedzieć to, czy w którymś urzędzie wydarzyło się coś takiego. Natomiast idąc od samego dołu i zadając sobie niesamowity trud, bo trzeba powiedzieć uczciwie, że nigdy w historii Sejmu nie było komisji śledczej o takim materiale dowodowym i o takim zasięgu, i to trzeba sobie powiedzieć bardzo uczciwie: my pokazaliśmy, że te instytucje od samego dołu działały nieprawidłowo. […]Kolejny przykład to pan minister Nowak – Urząd Lotnictwa Cywilnego. Urząd Lotnictwa Cywilnego, który dopuścił się tego, że te samoloty, te firmy lotnicze działały przez ileś miesięcy, nie spełniając kryteriów, mówiąc tak najdelikatniej, bo my oczywiście w raporcie szczegółowo opisaliśmy, jak to wygląda. Teraz jest rzecz naprawdę niebywała. Pan minister Nowak, który kontrolował prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego, i – co ważne – jedną decyzją prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego można było zamknąć działalność tych linii lotniczych, decyzją o rygorze natychmiastowej wykonalności. Jeden dzień i kończymy. Pan minister Nowak dostaje notatkę od generała Bondaryka, który mu opisuje tak jak pozostałym, że to jest piramida finansowa, która wyprowadza te pieniądze prawdopodobnie przy pomocy linii lotniczych. Zapoznaje się z tą notatką oficjalnie 12 czerwca i nie robi nic. Jedyny ślad, który jest, to wysyła pismo do prezesa ULT-u, w którym zadaje pytanie, czy z jedną z tych spółek jest wszystko w porządku pod pretekstem tego, że doszło do jakiegoś tam incydentu, to było chyba zderzenie z ptakiem jednego samolotu. Prezes ULT-u odpowiada „jak najbardziej wszystko jest w porządku” i na tym pan minister Nowak kończy swoje działania. Wbrew temu jak, powiedzmy uczciwie, mówił nieprawdę przed komisją upierając się, że wszczął kontrolę w czerwcu. Upoważnienie do kontroli podpisał 16 sierpnia 2012 roku, to jest dwa tygodnie po upadku firm lotniczych i trzy dni po upadku samej Amber Gold. Już wszyscy w Polsce wiedzieli, że jest po wszystkim, pieniądze są utracone prawdopodobnie bezpowrotnie. On nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego nie zrobił niczego przez miesiąc czerwiec, lipiec i dopiero 16 sierpnia to upoważnienie podpisał, ale, co jest ciekawe, będę mówiła tylko o tych posiedzeniach, które są jawne, choć przewijało się to również na posiedzeniach niejawnych: funkcjonariusze ABW razem z szefami ABW powiedzieli, że ta notatka została wysłana do tych ministrów, którzy mogli w tej sprawie coś zrobić, i pana ministra Nowaka wymieniają z nazwiska, że oczekiwali od niego właśnie tego działania. Nie jest on w stanie wytłumaczyć w żaden sposób tej dwumiesięcznej luki swojej bezczynności. Proszę popatrzeć, wszystkie instytucje pozwoliły na to, aby upadły linie lotnicze, Marcin P. wyprowadził wszystkie pieniądze oraz sam ogłosił upadłość. Nie da się tutaj powiedzieć, że już od maja 2012 nie wiedzieli. Wszyscy wiedzieli – jak to powiedział pan premier Belka. W takim razie, jaka była przyczyna, że tak długo zwlekali ze swoimi działaniami. Ja jestem głęboko przekonana, a w zasadzie pewna, jednej rzeczy, że Marcin P. był słupem. Marcin P. na pytanie zadane, czy był tzw. słupem, po chwili wymownego milczenia powiedział: „Uchylam się od odpowiedzi na to pytanie”.

– To kto zatem odpowiada za tę aferę?

– Ja mam oczywiście swoją teorię. Tylko proszę pamiętać o jednej rzeczy, że komisja śledcza nie posiada uprawnień operacyjnych. W związku z powyższym mogę powiedzieć tylko tak: komisja śledcza współpracowała z prokuraturą i współpracuje na każdym etapie postępowania. Mogę powiedzieć, że poza prokuraturą czy dla prokuratury pracuje tutaj szereg, bym powiedziała, służb w tej sprawie. Efektem tego jest to, iż dodatkowych 15 osób ma już postawione zarzuty, a lada moment będzie to już 16. osoba, bowiem 7 maja Sąd Najwyższy ostatecznie zgodził się na uchylenie immunitetu pani prokurator Barbarze Kijanko. W związku z powyższym została otwarta droga do tego, aby postawić jej zarzut. Mogę powiedzieć tak, że nadrabiamy te wszystkie braki, które były. Bardzo silna grupa osób, która miała przełożenie zarówno na biznes, jak i działalność, bym powiedziała, urzędów, bo tego nie mogła absolutnie zrobić jedna osoba, to jest dla mnie oczywiste, i muszę powiedzieć, że wartym do rozważenia jest – tego komisja nie robiła – to, że podobne mechanizmy funkcjonowały w przypadku spółki Finroyal Andrzeja K. zresztą Andrzej K. razem z Marcinem P. skontaktowali się i mogę tylko przypomnieć fakt, iż Marcin P. rozpoczął przelewanie pieniędzy z Amber Gold do Finroyala, ale nie zdążył. Zdążył przelać tylko pierwszą transzę, czyli 1,2 mln zł. Pieniądze te natychmiast zniknęły. Nikt mi nie powie, że Marcin P. po prostu przyjął człowieka z ulicy, którego wcześniej nie znał i przelał mu 1,2 mln zł, bo co? Bo jakie miałoby być do tego uzasadnienie? Jest to dla mnie jasne, że ten, kto stał zarówno za jednym panem, jak i drugim, wskazał mu, że ma to zrobić. Podobnie oceniam wątek lotniczy. W raporcie jest szczegółowo napisane, jak doszło – według świadków, którym oczywiście wiary nie daję absolutnie – do kontaktu i wejścia Marcina P. w linie lotnicze. Mianowicie ta opowieść snuta przez świadków, tylko nieprecyzyjnie, co wydaje mi się, że w raporcie dość dobrze ukazałam, jest taka, że pan Krzysztof Wicherek poszukiwał inwestora, a Marcin P. przeczytał o tym w internecie i postanowił zainwestować 300 mln zł w linię lotniczą, bo jak to panowie powiedzieli: „Jego marzeniem było, żeby latać, ale żona mu nie pozwoliła”. Pozostaje pytanie, czy ktokolwiek uwierzy w to, że na pierwszej rozmowie pan Marcin P. zobowiązał się – ja nawet piszę co do minuty, ile trwały te rozmowy – w ciągu pierwszych trzydziestu minut wpłacić kilkanaście milionów, i tu określił na co, w ciągu dwóch godzin obiecał Panu Wicherkowi, że wpłaci 10 mln zł na jego długi, pensje pracownicze i na ZUS-y. Ale mało, on to zrobił. To znaczy, po tej dwugodzinnej rozmowie przelał 10 mln zł na konta wierzycieli oraz samej spółki JET AIR, nie mając żadnej formalnej umowy. Moja ocena jest jednoznaczna, mocodawcy nakazali Marcinowi P. to zrobić.

– Posłowie dostaną raport do ręki w środę, a kiedy opinia publiczna będzie mogła ten kryminał przeczytać?

Ja myślę, że jeżeli nie będzie przeciwskazań ze strony Sejmu, to ja ten raport również państwu udostępnię w tej wersji, w której dostaną posłowie. W środę po tym jak posłowie dostaną pierwsi, ponieważ, według mnie, to jest raport gotowy, natomiast poprawki i tak będą na jawnej komisji głosowane, więc jeżeli nie dostanę od pracowników Sejmu sygnałów, że nie powinnam tego robić, to wtedy państwo w środę również go otrzymacie.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.

RIRM

 

 

drukuj