fot. pixabay.com

Nasz Dziennik: Zamach na tożsamość kobiety

Kobiety mają potencjał twórczy, społeczny i prawo realizować swoje talenty, ale w harmonii z powinnościami płynącymi z roli córki, żony, matki – powiedziała Magdalena Trojanowska, wiceprezes Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Nasz Dziennik: Zamach na tożsamość kobiety to proces, który trwa od dziesiątków lat, a obecnie przybiera na sile. Jakie są główne osie tej socjotechnicznej operacji?

Magdalena Trojanowska: Zacznijmy od szerszego kontekstu tego zjawiska. Należy podkreślić, że wszystkie cywilizacyjne osiągnięcia wiążą się z tym, iż ktoś coś kiedyś na ich rzecz poświęcił, wziął siebie w pewne ryzy z uwagi na wyższy cel. Jakikolwiek system wychowania dzieci i młodzieży jest w wymiarze cywilizacyjnym, kulturowym trudniejszą drogą, ale przynosi większe owoce w przyszłości. Dla przykładu – jeśli dziecko nie włoży pewnego wysiłku, ucząc się np. gry na skrzypcach, nie będziemy potem mogli słuchać pięknej muzyki. Natomiast kiedy nie mamy wyższych celów, nie chcemy się dyscyplinować, wtedy działamy po linii najmniejszego oporu, ale skutki takiego podejścia – czy to osobiste, czy cywilizacyjne – będą na najniższym poziomie. Okres, gdy Europa się chrystianizowała, był czasem, kiedy ludzie zmuszali się do pewnej dyscypliny, ujarzmiano niskie instynkty.

Nawet zwolennikom postępu trudno zaprzeczyć, że chrześcijaństwo „wychowywało” Europę i jej mieszkańców.

Oczywiście, dzięki pracy, poświęceniu i ujarzmianiu sfery popędowej Stary Kontynent odniósł sukces. W tej chwili, gdy odrzucamy cały ten system wartości, już możemy obserwować upadek kultury, edukacji i procesy społecznie degeneracyjne.

Żyjemy w kulturze natychmiastowego zaspokajania wszelkich pragnień, to odwrotność gratyfikacji przesuniętej w czasie, która jest podstawą pracy nad najważniejszymi cechami charakteru, jak wytrwałość, altruizm.

Społeczeństwa zachodnie funkcjonują dziś pod presją liberalnej idei, w konsekwencji czego ludzie masowo odrzucają potrzebę pewnego wysiłku i hołdują uleganiu popędom, pozwalają sobie żyć według tego, jak im się podoba.

Mówi Pani o presji liberalizmu, a myślałam, że opresyjny może być tylko patriarchat, żeby powrócić do głównego tematu, czyli bitwy o kobietę. Idea pseudowolności w przypadku kobiet skupiła się na promocji seksualnej rozwiązłości i emancypacji od macierzyństwa.

Trwa pewien eksperyment społeczny, który jest przeprowadzany i na kobiecie, i na mężczyźnie. Sprowadza się on do emancypowania kobiet z życiowego powołania. Celem jest rozbicie i zniszczenie podstawowych dotąd struktur naszego życia – tożsamości płciowej, poczucia odpowiedzialności za cokolwiek – za rodzinę, za poczęte dziecko, potem za jego wychowanie. Ludzi usiłuje się oderwać od realnego życia i realnych powinności.

Robi się to pod chwytliwym hasłem „opresyjności” naszej kultury. Okazuje się, że normalne, realne życie i relacje – bycie córką, żoną, matką – to niewola, natomiast praca po 12 godzin dziennie w korporacji to wolność.

Zawsze będą istniały zewnętrzne uwarunkowania, które ograniczają naszą wolność. Człowiek musi dążyć do harmonii między tymi okolicznościami a realizowaniem swoich celów, bo nie jesteśmy egoistami i chcemy także np. zajmować się dziećmi, chorymi rodzicami, niepełnosprawnymi, co jest naszym obowiązkiem. W kobiecie instynkt macierzyństwa, zajmowania się swoimi dziećmi jest bardzo silny i kultura liberalna nie jest w stanie tego do końca zniszczyć. Problemem jest to, że uczy się społeczeństwo życia w schizofrenii, bo jeśli kobieta znajduje radość w byciu w domu z dzieckiem, w obserwowaniu, jak pięknie ono się rozwija, to ta kultura mówi jej: jesteś kurą domową, nie rozwijasz się, jesteś zacofana, musisz iść do pracy i robić karierę, bo inaczej jesteś nikim. To jest rzeczywista presja.

Której podporządkował się dziś cały system społeczno-polityczny. Wypychanie kobiet do pracy i odciąganie od życia rodzinnego, domowego ma systemowy charakter.

W tych nowych planach społecznych macierzyństwo ma zejść na dalszy plan. W nowym systemie kulturowym, tworzonym na naszych oczach, nie jest ono otaczane szacunkiem. Z jednej strony mówi się, że jest się z kobietami w ich macierzyństwie, z drugiej strony obserwujemy duży nacisk, by tego macierzyństwa nie było, w co wpisuje się promocja aborcji i projekty zmniejszania populacji.

Tych sprzeczności w feministycznej propagandzie jest dużo więcej. Feminizm walczy ze stereotypem płci, a jednocześnie nie sprzeciwia się narastającej seksualizacji dziewcząt i kobiet.

Ze środowisk feministycznych wyszło hasło „pornografia jest OK”, choć przecież to potwornie poniża kobiety. Te same środowiska, które twierdzą, że kobiety powinny się całkowicie wyemancypować, że należy im się większy niż dotychczas szacunek, nie protestują przeciwko uwłaczającej pornografii. Jak na dłoni widać tu pewne socjotechniczne manipulacje, z którymi mamy do czynienia.

Jednocześnie najbardziej uwłaczająca w oczach feministek jest rola żony i matki.

Dziś odgórnie propagowany jest nowy system wartości, w którym mówi się, co jest dobre, a co jest złe, tyle że jest to system totalnie sprzeczny nawet ze zwykłym zdrowym rozsądkiem. Z tym konfrontują się młode dziewczyny i kobiety. Na usługi takiej polityki tworzone są media, będące bardzo silnym narzędziem oddziaływania na kulturę, na to, co przyswajamy jako zło i dobro. Zawsze, gdy wprowadza się system totalitarny, chodzi o to, żeby ludzie przestali mieć poczucie rzeczywistości, tego, co jest realne. Dziewczynki, nastolatki są uwodzone uproszczonymi i zafałszowanymi ideami wolności, miłości i pokoju. Nasze dzieci się gubią, bo ta kultura jest przeciwko nim. Dodatkowo świat daje im bardzo wiele obietnic, o których wiadomo, że później ich nie spełni.

W tym zafałszowanym ujęciu symbolem wolności jest pigułka antykoncepcyjna i partnerzy na chwilę zamiast małżeństwa.

Najgorszą rzeczą, jaką oferuje się dziś młodym dziewczynom, jest rewolucja seksualna, czyli przeświadczenie, że mogą żyć w pewnej swobodzie seksualnej i nie będzie mieć to znaczenia dla ich życia. A w istocie w ten sposób przygotowuje się je do tego, by to życie sobie zniszczyły. Bo jeśli kobieta przyjmuje idee liberalizmu seksualnego, to traci wszystko – zrozumienie, czym jest prawdziwa miłość, rodzina, a to definiuje nas jako ludzi. To kwintesencja tego, kim jesteśmy. Jeśli to odrzucamy, stajemy się istotami bez czucia, bez własnego miejsca, przynależności, tożsamości, zgody z sobą samym. Taki człowiek będzie wiecznie w walce, będzie się nieustannie definiował i nie będzie umiał tej definicji znaleźć, bo źle się definiuje.

Dlatego obserwujemy dziś dramaty wielu kobiet, narastające problemy psychiczne młodych dziewcząt.

Bo degradując kobiecość, działamy przeciwko naturze, potencjałowi, który jest w kobietach. Pamiętajmy, że aby kogoś zmanipulować, mówi się także rzeczy prawdziwe. Szacunek oczywiście się kobietom należy. Czasami bywało tak, że kobiety były traktowane z przymrużeniem oka, niezbyt poważnie. Zawsze podkreślam, że kobiety należy szanować, ale szanować także należy mężczyzn, ten potencjał kobiecości i męskości musi być wspólnie odnajdywany. Zauważmy, że w narracji o opresyjności życia w rodzinie nie ma generalnie mowy o ojcu, który przecież także jest zmęczony, ponieważ w pocie czoła pracuje poza domem, by utrzymać rodzinę. Nie ograniczam także powołania kobiety jedynie do macierzyństwa – kobiety mają potencjał twórczy, społeczny i prawo realizować swoje talenty, ale w harmonii z powinnościami płynącymi z roli córki, żony, matki.

Pod sztandar rewolucji seksualnej zapędza się dziś coraz młodsze dziewczyny.

Do pewnego wieku młody człowiek nie jest w stanie przewidzieć skutków podejmowanych decyzji, szczególnie tych ważnych, życiowych. Jeśli rodzice, wychowawcy zapominają o tej niedojrzałości i przyjmują liberalną pozycję, sprowadzającą się do haseł „sama wybieraj, ty wiesz, co jest dla ciebie najlepsze”, skazują tę dziewczynę na porażkę i walkę, w której nie ma żadnego wsparcia.

Cenę za podważanie fundamentów zachodniej kultury, destrukcję świata, jaki znamy, zapłaci obecne pokolenie młodych kobiet, ale zapewne i kolejne.

Jesteśmy w punkcie, kiedy na tym zniszczeniu najważniejszych społecznych idei może żerować Lewica. A podkreślmy, że tym, co naprawdę zmieniło rolę kobiety w Europie, było chrześcijaństwo. Ono wskazało na godność kobiety, potrzebę szacunku, prawo do kształcenia, prawa wyborcze. To, co Lewica wnosiła dotychczas w społeczne stosunki, przeciwnie – degradowało rolę kobiety, tak jak dzieje się to dziś. Gdy kobiety są obecnie i tak ponad miarę przeciążone pracą, nakłada się na nie nowe obowiązki. Muszą coraz więcej i dłużej pracować zawodowo. Symboliczne jest, że to Unia Europejska zniosła niedawno zakaz pracy kobiet w ciąży w kopalniach pod ziemią. Taki zakaz został wprowadzony w ZSRS po ciężkich czasach komunizmu. Dziś to UE przywraca taką możliwość. W planach UE mamy zapisane, że celem Unii jest, aby do 2030 roku 70 proc. Europejek pracowało zawodowo.

Mamy więc także drugie dno tej ideologicznej narracji – ledwo dyszący model państwa opiekuńczego potrzebuje pracowników, a korporacje potrzebują konsumentów.

Polityka nie jest czysta, interesy korporacji nie są czyste i w czasach demokracji, która zakłada pewną społeczną kontrolę toczących się procesów, obywatele powinni mieć ograniczone zaufanie do polityków, instytucji, globalnych potentatów. Ale, niestety, ludzie mają tendencję do wiary, że ktoś na górze od nich mądrzejszy wymyśla dla nich coś dobrego. Tak, niestety, nie jest.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska/Nasz Dziennik/radiomaryja.pl

drukuj