fot. pixabay.com

„Nasz Dziennik”: Migracja czy inwazja?

W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które rozróżnia Boga i cezara, islam jest totalitarny: jedna religia – islam; jedna święta księga – Koran; jedno prawo – szariat; jeden wódz – kalif; jedna społeczność – umma. Obszarem, którym rządzi ta kombinacja, jest Dar al-Islam, Dom Islamu. Świat na zewnątrz tego obszaru to Dar al-Harb, Dom Wojny. Niemuzułmanin może mieszkać w Domu Islamu, ale jako dhimmi, obywatel drugiej kategorii – nie ma prawa do publicznego praktykowania własnej religii i ma obowiązek płacenia podatku dżizja. Ze swojej strony muzułmanie mają walczyć o rozbudowę Domu Islamu. Można tego dokonać na kilka sposobów. Niektóre są pokojowe np. modlitwa i wsparcie finansowe, a niektóre wojownicze jak al-dżihad (wysiłek), który może przybrać formę al-harb (wojna) i al-quital (unicestwienie). Sam Mahomet brał udział w co najmniej 58 bitwach i własnoręcznie eksterminował całe klany, które opierały się przejściu na islam – wskazał Julio Loredo w artykule zamieszczonym w „Naszym Dzienniku”.

W liście pasterskim „Miasto Świętego Petroniusza na progu trzeciego tysiąclecia” opublikowanym we wrześniu 2000 roku nieżyjący już ks. kard. Giacomo Biffi, ówczesny arcybiskup Bolonii we Włoszech, ostrzegał przed niekontrolowaną migracją muzułmańską.

„Obecnie odbywa się jeden z najpoważniejszych i największych ataków na chrześcijaństwo (…), jakie zanotowała historia. (…) Musimy ocalić tożsamość naszych narodów przed unicestwieniem najwyższych wartości naszej cywilizacji. (…) Nie boję się islamu, boję się niezwykłej ślepoty osób odpowiedzialnych za nasze życie publiczne. (…) Europa albo na powrót stanie się chrześcijańska, albo stanie się muzułmańska. To, co wydaje mi się bez przyszłości, to „kultura nicości”, wolności bez granic i bez treści, sceptycyzmu wynoszonego do rangi osiągnięcia intelektualnego. (…) Ta „kultura nicości” (…) nie będzie w stanie się oprzeć ideologicznej napaści islamu, która niechybnie nastąpi. Tylko ponowne odkrycie „wydarzenia chrześcijaństwa” jako jedynego zbawienia dla człowieka – a zatem tylko zdecydowane wskrzeszenie pradawnej duszy Europy – będzie w stanie przynieść inny wynik tej nieuniknionej konfrontacji” – pisał ks. kard. Giacomo Biffi.

Imigracja nie jest niczym nowym. W rzeczywistości jest tak stara, jak stary jest sam świat. Niekiedy przynosiła korzyści, bo wzbogacała lokalną cywilizację; niekiedy była szkodliwa, a czasem nawet śmiercionośna. Zjawisko migracji zostało dogłębnie zbadane m.in. przez św. Tomasza z Akwinu. Przede wszystkim Doktor Anielski rozróżnił 2 rodzaje imigracji: wrogą i przyjazną.

Wroga imigracja jest równoznaczna z inwazją i należy ją powstrzymać nawet przy użyciu proporcjonalnej siły.

Akwinata wyróżnił 3 formy przyjaznej imigracji. Niektórzy imigranci przybywają na krótki okres np. w celach turystycznych. Pobyt innych trwa dłużej, ale zawsze jest czasowo ograniczony – na przykład w celu odbycia studiów. Muszą być przyjmowani i traktowani z chrześcijańską miłością. Zupełnie inaczej jest w przypadku imigrantów, którzy zamierzają osiedlić się w nowym kraju. W tym przypadku muszą zintegrować się z lokalną kulturą, ryzykując, że staną się czynnikiem wywołującym zakłócenia i kryzys. Dzieje się tak szczególnie w Europie z głęboko zakorzenioną cywilizacją chrześcijańską. Jeżeli stała liczba osób nie chce się integrować, stanowiąc tym samym zagrożenie dla res publica, społeczeństwo ma prawo reagować w obronie swojej tożsamości religijnej i kulturowej.

W 2016 roku muzułmanie stanowili 4,9 proc. ludności Unii Europejskiej. Podczas gdy populacja Europy maleje, muzułmanie są najszybciej rozwijającą się społecznością. Osiągną 8 proc. do 2030 roku i 14 proc. do 2050 roku z rekordem 20 proc. w Szwecji, 17 proc. we Francji i w Wielkiej Brytanii, 14 proc. w Hiszpanii.

„Nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, ale prawie wszyscy terroryści są muzułmanami” – napisał kilka lat temu Abdul Rahman al-Rashed, dyrektor arabskiego dziennika „Asharq al-Awsat”.

Można powiedzieć, że nie wszyscy muzułmanie stanowią zagrożenie dla Europy, ale większość zagrożeń pochodzi ze społeczności muzułmańskiej.

W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które rozróżnia Boga i cezara, islam jest totalitarny: jedna religia – islam; jedna święta księga – Koran; jedno prawo – szariat; jeden wódz – kalif; jedna społeczność – umma. Obszarem, którym rządzi ta kombinacja, jest Dar al-Islam, Dom Islamu. Świat na zewnątrz tego obszaru to Dar al-Harb, Dom Wojny. Niemuzułmanin może mieszkać w Domu Islamu, ale jako dhimmi, obywatel drugiej kategorii –nie ma prawa do publicznego praktykowania własnej religii i ma obowiązek płacenia podatku dżizja. Ze swojej strony muzułmanie mają walczyć o rozbudowę Domu Islamu. Można tego dokonać na kilka sposobów. Niektóre są pokojowe np. modlitwa i wsparcie finansowe, a niektóre wojownicze jak al-dżihad (wysiłek), który może przybrać formę al-harb (wojna) i al-quital (unicestwienie). Sam Mahomet brał udział w co najmniej 58 bitwach i własnoręcznie eksterminował całe klany, które opierały się przejściu na islam.

„Islamska koncepcja wojny nie dotyczy konkretnej działalności. To sporadycznie jest wojna; ona dotyczy stanu życia, to jest ciągły konflikt między dwiema niemożliwymi do pogodzenia rzeczywistościami” – stwierdził prof. Giorgio Vercellin.

Ile procent muzułmanów w Europie można uznać za ekstremistów? Badania mówią o co najmniej 10 proc. otoczonych przez możliwe 40 proc. sympatyków, którzy mogą stać się potencjalnymi współpracownikami.

W islamie toczy się debata na temat najlepszego sposobu przejęcia Europy. Niewielu uważa, że należy to zrobić z użyciem siły, czyli ataków terrorystycznych. Grozi to wywołaniem silnych reakcji. Większość muzułmanów wyobraża sobie inwazję pokojową – poprzez wzrost ich populacji. Już w 2012 roku Mohammad Ahmad Akhtari, dyrektor Fundacji Ahl Al-Beit, założonej przez najwyższego przywódcę irańskiego ajatollaha Alego Chameneiego, był przeciwny używaniu siły, gdyż według danych statystycznych w niedalekiej przyszłości Europa będzie miała silne mniejszości muzułmańskie, a w niektórych miejscach nawet względną większość.

W obu przypadkach – z użyciem przemocy lub środków pokojowych – cel jest ten sam: wchłonąć Europę w Dar al-Islam.

Jeszcze inna społeczność powinna przyciągać naszą uwagę: Chińczycy. Choć wciąż jest stosunkowo niewiele – 3,3 mln w 2019 roku – Chińczycy w Europie coraz częściej zajmują kluczowe stanowiska, zwłaszcza jeśli chodzi o przemysł i naukę.

Chińczycy mają bardzo wysokie mniemanie o sobie. Tradycyjna nazwa Chin to Zhōngguó-Imperium Środka. Sugeruje to ich nadrzędną rolę, centrum cywilizacji i świata. Przy takiej pewności siebie Chiny przez większą część swojej historii były podatne na izolację. Wraz ze wzrostem globalizacji tendencja do narzucania wyższości nad innymi krajami stała się naczelną siłą pekińskiej polityki. Dzisiaj powszechnie się przyjmuje, że Chiny stopniowo zastępują Stany Zjednoczone jako światowa potęga. To szczególnie niepokojące. Jakkolwiek możemy krytykować Amerykę, to jednak wciąż mówimy o zachodnim kraju chrześcijańskim. Chiny są zaś pogańskie i komunistyczne.

Odpowiedzi na pytanie, co powinna zrobić Europa, udzielił święty Jan Paweł II w 1982 roku.

„Dlatego ja, Jan Paweł, syn polskiego narodu, który zawsze uważał się za naród europejski ze względu na swe początki, tradycje, kulturę i żywotne więzy, syn narodu słowiańskiego wśród Latynów i łacińskiego pośród Słowian, ja, następca Piotra na Stolicy Rzymskiej, stolicy, którą Chrystus zechciał umieścić w Europie i którą kocha za jej trud szerzenia chrześcijaństwa na całym świecie, ja, biskup Rzymu i pasterz Kościoła powszechnego, z Santiago kieruję do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! Bądź sobą! Odkryj swoje początki. Tchnij życie w swoje korzenie. Tchnij życie w te autentyczne wartości, które sprawiały, że twoje dzieje były pełne chwały, a twoja obecność na innych kontynentach dobroczynna. Odbuduj swoją jedność duchową […]!” – podsumował dziennikarz, przywołując słowa świętego Jana Pawła II wypowiedziane w Santiago de Compostela 9 listopada 1982 roku.

Artykuł Julio Loredo dla „Naszego Dziennika” jest dostępny [tutaj].

Julio Loredo/„Nasz Dziennik”

drukuj