fot. www.museumsportal-berlin.de

[NASZ DZIENNIK] Fałszywa narracja przesiedlonych

Szef MSW Niemiec Alexander Dobrindt forsuje zmiany w ustawie o Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, które mogą zmienić profil muzeum wysiedleń w Berlinie. Projekt przewiduje wzmocnienie wpływu ziomkostw na jej prace i ma w większym stopniu uwzględniać „indywidualne cierpienia” niemieckich wysiedlonych.

Niemieckie ministerstwo argumentuje, że proponowane zmiany realizują cel niezależności fundacji, a także umowę koalicyjną z zeszłego roku, w której postanowiono, że „aby wspierać dziedzictwo kulturowe wypędzonych, zapewnimy Fundacji ’Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie’ i Fundacji Kulturalnej Niemieckich Wypędzonych stabilną podstawę finansową i zapewnimy, że finansowanie federalne zgodnie z § 96 Federalnej Ustawy o Wypędzonych będzie bezpieczne w przyszłości”.

Podczas ostatniego majowego spotkania Związku Wypędzonych minister Dobrindt powiedział, że zadaniem fundacji jest „umieszczenie wypędzonych, cierpień i niesprawiedliwości wyrządzonych Niemcom w centrum swojej misji”.

Niemiecki Związek Wypędzonych od lat działa na rzecz zmiany narracji centrum dokumentacyjnego (muzeum), twierdząc, że za mało uwagi poświęca się w nim powojennym przesiedleniom Niemców z Europy Wschodniej. Podnoszono również kwestię, aby w tym kontekście używać określenia „wypędzenia”, a nie „wysiedlenia”.

Furtka do roszczeń

Jednak nawet niemieckie media ostrzegają przed zmianami dotyczącymi prowadzenia muzeum wypędzonych w Berlinie. Historyk prof. Wojciech Polak ocenia te działania jako niepokojące.

– Należy zauważyć, że te ziomkostwa zrzeszają już raczej nie ludzi, którzy urodzili się na tych ziemiach i którzy wyjechali do zachodnich Niemiec, ale skupia w zdecydowanej większości tych, którzy czują pewien związek z tymi ziemiami, czyli np. są potomkami ludzi, którzy kiedyś tam mieszkali. To zaczyna przybierać formę coraz częściej pewnych pojawiających się pretensji – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ekspert.

Zwraca uwagę, że każde działanie wzmacniające kompetencje ziomkostw czy także samo Centrum Dokumentacji w Berlinie to kroki wymierzone przeciwko Polsce.

– A to z racji tego, że Niemcy nigdy pretensji terytorialnych i tendencji rewizjonistycznych nie odrzucili w pełni i nigdy nie odstąpili od tego – zaznacza historyk.

Ekspert przypomina, że po 1990 r. niemiecki Trybunał Federalny w Karlsruhe, odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego, kilkakrotnie uznawał, że Rzesza Niemiecka istnieje w granicach z 1937 r.

 – W zasadzie Niemcy uznają granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej, ale zostawiają sobie pewną furtkę na wszelki wypadek. To dla Polski jest bardzo niepokojące i budzi silny opór – podkreśla nasz rozmówca.

Kłamliwe opinie

Profesor Bogdan Musiał, ekspert ds. stosunków polsko-niemieckich, wskazuje, że nie do końca jest znany kierunek, w którym mają zmierzać działania fundacji czy centrum, ale ze strony środowisk tzw. wypędzonych widać określone tendencje i działania.

– Od początku było jasne, że akcent miał być położony na wypędzenia Niemców i na niemieckie ofiary – zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Historyk podkreśla, że to środowiska ziomkostw jeszcze w latach 50. XX w. ukuły hasło „prawa do ojczyzny”.

– A zrobili to m.in. ludzie, którzy sami wcześniej mordowali i wypędzali Polaków oraz inne narodowości. To nie są pojedyncze przypadki, że wśród działaczy Związku Wypędzonych byli autentyczni zbrodniarze. I z tego do dzisiaj się nie rozliczyli – akcentuje.

– Wypędzeni chcą być postrzegani jako drugie ofiary wojny, po Żydach. To właśnie jest dla Polski niebezpieczeństwo – dodaje prof. Bogdan Musiał.

Zaznacza, że obecnie w Niemczech panuje opinia, iż to Polacy zyskali materialnie na II wojnie światowej.

– Naprawdę w społeczeństwie niemieckim jest takie mocne przekonanie, że Polacy to jedyna nacja w Europie, która na wojnie zyskała. I tak to postrzega zwykły Niemiec. W tej optyce Polacy dorobili się na Żydach i na Niemcach, na majątku, który mieli im zostawić. Różne publikacje z ostatnich lat w to się wpisują – stwierdza historyk.

Fundacja „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” powstała w 2008 r., a w 2021 r. otwarto Centrum Dokumentacji, czyli tzw. muzeum wypędzonych, które informuje o przymusowych migracjach w XX i XXI w. Jest tam mowa o 14 mln Niemców przesiedlonych ze stron rodzinnych.

Zenon Baranowski/„Nasz Dziennik”

drukuj