fot. wikipedia.org

Narasta konflikt w DCT Gdańsk

Narasta konflikt w DCT Gdańsk, największym na Bałtyku terminalu kontenerowym należącym do australijskiego funduszu. Wczoraj, przed siedzibą DCT w Gdańsku, protestowali pracownicy zakładowej „Solidarności”  domagając się podwyżek oraz stałych umów. Zarząd firmy mówi wprost  – postulat podniesienia wynagrodzenia o 1000 złotych jest nie do przyjęcia.

Pracownicy DCT domagają się podwyżek, umów o pracę na czas nieokreślony oraz wynagrodzeń za pracę na specjalistycznym sprzęcie.

– Pracowałem od 2010 roku w DCT Gdańsk S.A na stanowisku kontrolera. Jednak często bywało tak, że wykonywałem pracę na sprzęcie wyższej kategorii, czyli na suwnicy placowej do przeładunku kontenerów. Trwało to około trzech lat. Mojej pracy firma nie rozliczała ze mną we właściwy sposób. Po prostu za to niższe stanowisko dostawałem pieniążki, a za wykonywanie pracy na suwnicy już nie – powiedział Jarosław Ankiewicz.

By rozwiązać problem pan Jarosław skierował sprawę do Państwowej Inspekcji Pracy. Po tym, jak Inspekcja Pracy zaczęła kontrolę w DCT, pan Jarosław został natychmiast zwolniony. Podobnie potraktowano pana Adriana Waliszewskiego.

– Zostałem niespełna 3 tygodnie temu zwolniony z pracy za działalność związkową – dodał Adrian Waliszewski.

Prezes DCT Maciej Kwiatkowski uważa, że firma dba o swoich pracowników.

– Jakiekolwiek twierdzenia, że DCT bądź zalega z wynagrodzeniami, bądź płaci stawki niewystarczające, jest po prostu nieprawdziwe. Macie tutaj państwo w tle za mną liczbę 4116 złotych i 41 groszy. Jest to liczba określająca średnie wynagrodzenie na tak zwanym placu – mówił Maciej Kwiatkowski.

Chodzi tu o operatorów sprzętu ciężkiego, kontrolerów, których miejsce pracy  znajduje się na placach składowych.

– W naszym systemie płacowym wynagrodzenie zasadnicze jest tylko częścią korzyści, które pracownik otrzymuje w zamian za swoją pracę. Mamy całą listę świadczeń, korzyści dodatkowych poza płacowych, które między innymi polegają na premiach związanych z produktywnością i zachowaniem bezpieczeństwa pracy, mamy system benefitów – dodał Maciej Kwiatkowski.

Pracownicy zakładowej „Solidarności” nie zgadzają się z tym, by wmawiać im że jest dobrze. Oczekują dialogu. Jak mówią, podniesienie wynagrodzenia o 1000 złotych miało być wyjściową propozycją do negocjacji.

Od 18 czerwca pracownicy są w sporze zbiorowym z zarządem firmy. Kilka dni temu odbyło się spotkanie, na którym dyrekcja się nie pojawiła. Pojawili się za to prawnicy, a rozmowy zakończyły się protokołem rozbieżności.

 

TV Trwam News/ RIRM

drukuj