fot. pixabay.com

Na Węgrzech najważniejsze partie opozycyjne po raz pierwszy zawiązały sojusz wyborczy

Na Węgrzech ważą się losy rządzącej partii Fidesz Viktora Orbana. Opozycja węgierska ogłosiła wspólny start w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Oznacza to, że ma większe szanse na zwycięstwo.

Na Węgrzech sześć najważniejszych partii opozycyjnych po raz pierwszy zawiązało sojusz wyborczy. Wspólnie wystartują w wyborach parlamentarnych, które odbędą się wiosną w 2022 roku. Opozycja będzie miała również jednego kandydata na premiera. Choć nie chce rozdrabniać głosów na nią oddanych, to jest ona dosyć zróżnicowana – ocenia dr hab. Tomasz Kubin, politolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

– Mamy partie od takich bardzo prawicowych do partii będących odpowiednikiem Zielonych, czyli znacznie bardziej na lewo od tego najbardziej prawicowego Jobbiku. Na pewno ten manewr, jeśli się powiedzie, jeśli opozycja do czasu wyborów się nie pokłóci, zwiększa szansę  przynajmniej na dobry wynik, jak nie na zwycięstwo – wskazuje dr hab. Tomasz Kubin.

Trwa pierwsza tura opozycyjnych prawyborów. Zostanie w nich wyłoniony: jeden kandydat, który wystartuje w jednomandatowych okręgach wyborczych, a także jeden kandydat na premiera. Wstępne wyniki poznamy 28 września. Węgierskie władze, podobnie jak Polska, są nieustanie atakowane przez unijnych polityków.

„Komisja (Europejska) powinna działać niezwłocznie i zablokować fundusze unijne, przede wszystkim Węgrom, ale także Polsce” – zaznacza Katarina Barley, wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, w wypowiedzi dla gazet grupy medialnej Funke.

Węgry są nieustanie oskarżane o łamanie demokracji. W obronie Polski i Węgier stanął w poniedziałek kanclerz Austrii. Powiedział, że dyskusja o praworządności musi dotyczyć wszystkich krajów. Na Węgrzech ostatnie sondaże pokazują, że różnica pomiędzy Fideszem a zjednoczoną opozycją wynosi kilka punktów procentowych. Jak podkreśla dr hab. Tomasz Kubin opozycja próbuje odwołać się do elektoratu, opierając się na wypowiedziach unijnych polityków.

– Ten elektorat, do którego mówi opozycja, czyli ten wielkomiejski, lepiej wykształcony, zorientowany bardziej liberalnie, jest podatny na pewno na działania, na aktywność Unii Europejskiej i jej instytucji. Pamiętajmy też o tym, że bez zwycięstwa i dobrego wyniku na prowincji nie da się na Węgrzech wygrać wyborów – mówi politolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Zjednoczenie opozycji nie wystarczy jednak do przejęcia władzy na Węgrzech – podkreśla dr hab. Tomasz Kubin.

TV Trwam News

drukuj