fot. PAP/Marcin Obara

Na jaw wychodzą kolejne skandaliczne fakty ze Szpitala Południowego. Najwyższa Izba Kontroli ujawniła szereg nieprawidłowości

W tej sprawie na razie nikt nie został zatrzymany, nie ma też komisji śledczej. Niemal codziennie na jaw wychodzą kolejne skandaliczne fakty dotyczące Szpitala Południowego. Dziś poznaliśmy raport Najwyższej Izby Kontroli. Lekarze przyjmowali w szpitalu prywatnych pacjentów. Jeden z lekarzy miał pracować bez przerwy 55 godzin, a pielęgniarka 49 godzin.

To, co ukazała dokumentacja, to przedłużające się dyżury lekarzy i pielęgniarek. Tak jest przynajmniej  na papierze, bo rzeczywistość ukazała sprawa związanego z Koalicją Obywatelską lekarza zatrudnionego w Szpitalu Południowym. Dawid Kacprzyk dzięki pracy w placówce stał się milionerem, jak się jednak okazało, wystawione przez niego faktury nie miały pokrycia z rzeczywistą pracą. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, próbował je skorygować i zwrócić część wypłaconych środków. Dziś te nadużycia bada prokuratura. Najwyższa Izba Kontroli dotarła do dokumentacji, z której wynikają skandaliczne ilości godzin przepracowane przez zatrudnione osoby.

Jeden z lekarzy przepracował w trybie ciągłym 55 godzin i 35 minut, z kolei jedna z pielęgniarek przepracowała łącznie 49 godzin – mówi rzecznik NIK, Bartłomiej Pograniczny.

Skandaliczny jest fakt, że ci sami lekarze, w tej samej placówce prowadzili działalność komercyjną i niekomercyjną. Stąd mnożą się pytania o to, czy lekarze udzielali świadczenia swoim pacjentom komercyjnym poza kolejnością, przy wykorzystaniu szpitalnego wyposażenia, pobierając jednocześnie opłatę od pacjenta oraz wypłatę za dyżur szpitalny.

Na jednym z oddziałów nie zapewniono należytego rozdzielenia udzielania świadczeń pacjentom nieodpłatnie i odpłatnie, działalność komercyjna prowadzona na tym samym oddziale i w tym samym czasie, przez tych samych lekarzy, którzy pracują w ramach kontraktu z NFZ, może być uznana przez Fundusz za naruszenie umowy – dodaje rzecznik NIK.

Powraca też sprawa słynnego saloniku VIP. I choć w wynikach kontroli ta nazwa nie pada, zwrócono uwagę na nieprawidłowości w szpitalnych salach.

 – Jedno z pomieszczeń, choć było oznaczone w pokój łóżkowy, nie było wyposażone w łóżka. Zamiast tego był telewizor, meble oraz aneks kuchenny, a większa część pomieszczenia nie była wykorzystywana – zwraca uwagę rzecznik NIK.

Dostęp do tej sali miał być ograniczony nawet dyrekcji placówki, dostęp był na kartę i kod. Jak przekazała Najwyższa Izba kontroli, to, co działo się w szpitalu, mogło mieć niekorzystny wpływ na jakość udzielanych świadczeń zdrowotnych, w tym na zdrowie i życie pacjentów.

Tymczasem Rafał Trzaskowski zamiast samemu podać się do dymisji, przyjął dymisje swoich zastępców. W środę powołał ich następców. Prezydent Warszawy nie poniósł dotąd żadnych konsekwencji afery w Szpitalu Południowym.

Rząd próbuje się ratować wizerunkowo w związku z aferą w Szpitalu Południowym oraz aferą przyjmowania polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin poza kolejką w szpitalach w różnych częściach kraju. Donald Tusk zapowiada elektroniczne kolejki, a poseł Jarosław Sachajko przypomina, że ta obietnica padła już w przeszłości z ust premiera.

– Przed wyborami Donald Tusk obiecał, że w 100 dni wprowadzi elektroniczną kolejkę, bo cóż szkodzi obiecać. Po skandalu z salonikiem vip dla polityków KO Donald Tusk ponownie obiecuje e-kolejkę do końca roku. W końcu jak mawiał Radosław Sikorski, dwa razy obiecać, to jak raz dotrzymać. W poniedziałek okazało się, że gangrena omijania kolejek przez polityków KO jest także w Piasecznie i premier zabiera głos, tym razem twierdzi, iż odczuwa mdłości. Mdłości to odczuwają Polacy, gdy słuchają waszych pustych obietnic – podsumowuje poseł Jarosław Sachajko z Demokracji Bezpośredniej.

TV Trwam News

drukuj