fot. PAP/EPA

Na Białorusi rośnie napięcie między społeczeństwem a Alaksandrem Łukaszenką

Kolejny niespokojny weekend na Białorusi. W sobotę „Pochód Kobiet”, wczoraj „Pochód Sprawiedliwości”. Mimo zatrzymań prowadzonych przez milicję, Białorusini licznie biorą udział w antyrządowych protestach.

Podczas antyrządowych protestów Białorusini niosą biało-czerwono-białe flagi. Te barwy związane są z dziedzictwem Białorusi, czyli z Wielkim Księstwem Litewskim.

– To godło, z którym wychodzą na ulice to Pogoń Litewska. Odrzucają te sztandary, które wprowadził prezydent Łukaszenka. One odwołują się zarówno do godła radzieckiego, jak też do flagi, która ma się odwoływać nie do tradycji narodowych, ale do związków z kulturą szeroko pojętych republik radzieckich – mówił historyk dr Robert Derewenda.

Dzisiejsza Białoruś to tereny, które od średniowiecza do XVIII wieku wchodziły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Białorusini od lat przywiązani byli do wolności.

– To są ludzie, którzy żyli od wieków w kulturze Rzeczypospolitej czy w kulturze Wielkiego Księstwa Litewskiego, więc ta kultura była żywo związana z demokracją szlachecką, z poszanowaniem praw i przede wszystkim z wolnością, do której są przywiązani nie tylko Polacy i Litwini, ale jak widać Ukraińcy i Białorusini – powiedział historyk.

Jak podkreślił historyk dr Piotr Gawryszczak, prezydent Łukaszenka próbuje dowieść, że to Zachód zagraża Białorusi.

– Idzie w taką retorykę, że zagrożenie największe dla bezpieczeństwa Białorusi to jest Polska, Litwa i trochę Ukraina, czyli ten niedobry Zachód, który wspiera dążenia społeczności białoruskiej do wolnych wyborów, do wolności na Białorusi – wskazał dr Piotr Gawryszczak.

W tej chwili największym zagrożeniem dla Białorusinów jest Rosja. Sytuacja na Białorusi może za niedługo przypomnieć czasy stanu wojennego w Polsce.

– Wtedy może dojść do aresztowania przywódców tych, którzy jeszcze nie są aresztowani, może jeszcze jakichś drastyczniejszych metod walki na ulicach z tysiącami Białorusinów – podkreślił historyk.

Sytuacja na Białorusi jest niestabilna, jednak takie działania Łukaszenki raczej nie doprowadzą do wybuchu wojny – ocenił dr Piotr Gawryszczak.

– Nawet wiedząc o tym, że na Białorusi stacjonują wojska rosyjskie i to że Łukaszenka miałby wsparcie Putina, wydaje się, że sytuacja na świecie nie pretenduje do tego, żeby wojna wybuchła w tym momencie o taką sprawę, jaką jest Białoruś – podkreślił.

Białorusini nie kończą protestować. Wczorajszy „Pochód Sprawiedliwości” białoruskie władze uznają za nielegalną akcję masową. Na ulice miasta wyprowadzono milicję i wojsko, a także ciężarówki i sprzęt do rozpędzania demonstracji. Zatrzymano co najmniej 152 osoby.

TV Trwam News

drukuj