Muzułmanie wysadzili katedrę z wiernymi

Co najmniej pięć osób zginęło, a ponad czterdzieści pięć zostało rannych we wczorajszym zamachu na położony na południu Filipin kościół katolicki. Jak poinformowały lokalne władze, bombę podłożyli muzułmańscy separatyści. Do zamachu doszło przed katedrą Niepokalanego Poczęcia NMP w miejscowości Cotabato na wyspie Mindanao około godziny 8.40 czasu miejscowego, gdy celebrujący poranną Mszę św. ks. abp Orlando Quevedo kończył czytać Ewangelię. Jak podają zagraniczne agencje, wśród ofiar jest m.in. żołnierz chroniący świątynię, trzyletni chłopczyk i starsza kobieta.

– To nie jest tylko zbrodnia. To jest świętokradztwo – powiedział arcybiskup Orlando Quevedo. – To było jak głośny i przerażający grzmot. Tak, jakby katedra miała się zaraz zawalić – stwierdził jeden z obecnych na Mszy św. wiernych w rozmowie z dziennikarzami lokalnego radia. Jak zaznaczył rzecznik lokalnej armii ppłk Jonathan Ponce, zamachu dokonali separatyści z Islamskiego Frontu Wyzwolenia Moro (MILF). – Buntownicy są już zdesperowani i dokonują zamachów nawet na miejsca kultu – powiedział Ponce w rozmowie z Agencją Reutera. Dodał także, że była to bomba domowej roboty, odpalona zdalnie za pomocą sygnału z telefonu komórkowego. Wczorajszy zamach na katolików potępił Papież Benedykt XVI, określając go haniebnym. – Wyrażam moje głębokie potępienie zamachu dokonanego dziś rano w Cotabato na Filipinach.(…)Modląc się do Boga za ofiary tego haniebnego gestu, podnoszę głos, aby raz jeszcze potępić uciekanie się do przemocy, która nigdy nie jest drogą godną rozwiązania istniejących problemów – powiedział Ojciec Święty po modlitwie „Anioł Pański”.
Filipiny są jedynym państwem w Azji, gdzie dominuje katolicyzm. Jednak w północnej części tego kraju przeważają muzułmanie, domagający się od władz w Manili szerszej autonomii, a nawet oderwania islamskiej części od reszty kraju. Szczególnie usilnie walczy o to wspomniane ugrupowanie MILF. Do zaognienia napięcia doszło na Mindanao w sierpniu ubiegłego roku, kiedy rząd przerwał rokowania z separatystycznymi rebeliantami, na co separatyści odpowiedzieli zerwaniem zawieszenia broni. Jak podaje Agencja Reutera, od tego momentu w walkach zginęło około 600 osób. W ostatnich ośmiu tygodniach nastąpiło ponowne nasilenie ataków, które zmusiły ponad 350 tys. ludzi do natychmiastowej ucieczki i porzucenia nadziei na rozmowy pokojowe.

drukuj