fot. PAP

Minister Zdrowia: Nie będzie rozmów ze strajkującymi lekarzami

Lekarze, którzy nie podpisali umów z NFZ-em stracą pacjentów i będą zastąpieni innymi – minister zdrowia usztywnia stanowisko wobec strajkujących lekarzy. Po spotkaniu z premier Bartosz Arłukowicz oświadczył, że nie będzie dalszych rozmów z Porozumieniem Zielonogórskim. Tymczasem strajkujących poparł samorząd lekarski.

Od Wigilii nie mamy kontaktu z premier Ewą Kopacz – dlatego zgłosiliśmy jej zaginięcie na policji – mówią lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego. To oczywiście happening, ale – jak się okazało – skuteczny. Premier się odnalazła. Zaprosiła do swej kancelarii szefa resortu zdrowia. Po spotkaniu Bartosz Arłukowicz wyszedł do dziennikarzy.

– Chciałbym zachęcić wszystkich pacjentów do zmiany lekarza rodzinnego – po prostu. Bo jeśli lekarz rodzinny rok w rok straszy pacjentów zamknięciem gabinetu, to taki lekarz pomylił misję lekarza z misją biznesmena.” (…) To nie jest tak, że lekarze Porozumienia Zielonogórskiego są nie do zastąpienia – stwierdził minister.

Na reakcję lekarzy nie trzeba było długo czekać.

– Jesteśmy oburzeni tonem wypowiedzi pana ministra i kłamstwami, które w tej wypowiedzi są. Oczywiście, że jesteśmy i lekarzami i biznesmenami, a zrobiła to ustawa, którą zatwierdziła pani Kopacz, o działalności leczniczej. Działalność lecznicza została sprowadzona do każdego innego biznesu. I to nie my jej chcieliśmy, ale ten rząd, który jest obecnie. Tak to zostało ustawione i tak to jest. Nie jest dziwne, że nasze prośby są o to, żeby to wszystko się musiało bilansować. To, czego my tak naprawdę chcemy, to godziwa stawka, żebyśmy mogli leczyć naszych pacjentów. Jesteśmy oburzeni sposobem podejścia pana ministra – powiedział Jarosław Krawczyk z Porozumienia Zielonogórskiego.

Choć co weekend do Rzecznika Praw Pacjenta napływa coraz więcej sygnałów o ograniczonym dostępie do świadczeń zdrowotnych – do tej pory co najmniej 300. Pacjenci skarżą się m.in. na brak informacji, gdy ich przychodnia jest zamknięta oraz brak dostępu do dokumentacji medycznej. Lekarze, którzy nie podpisali umów na 2015 r., apelują do swoich pacjentów o wsparcie i zrozumienie.

„Dziękujemy za zaufanie, jakie Państwo nam okazali, wybierając nas jako swoich lekarzy, jako swoją przychodnię. Obecnie stanęliśmy przed obowiązkiem potwierdzenia, że na to zaufanie zasłużyliśmy. Z uwagi na Państwa dobro nie mogliśmy podpisać przedstawionych umów, które są niebezpieczne dla Państwa – dlatego przychodnie nie są otwarte” – czytamy w apelu Porozumienia Zielonogórskiego.

Medyków popiera Naczelna Rada Lekarska. „Chaos, jaki zapanował w polskich przychodniach i szpitalach, jest bezpośrednim wynikiem źle przygotowanej, wprowadzanej w pośpiechu reformy wdrażanej wbrew sprzeciwowi przytłaczającej większości uczestników systemu ochrony zdrowia”oświadczyła Rada.

Swoją pieczeń w ogniu konfliktu lekarze–minister zdrowia pieką politycy – i przypominają genezę Porozumienia Zielonogórskiego. Wyhodowała je na swej piersi Platforma Obywatelska – stwierdził Ludwik Dorn – ten sam, który podczas sporu z lekarzami w grudniu 2005 r. jako minister spraw wewnętrznych zagroził medykom powołaniem do wojska.

W czasie awantury z 2005 roku lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego sojuszników znaleźli w Platformie Obywatelskiej. Dziś jej politycy używają podobnego jak Dorn języka.

– Ten szantaż ma miejsce rzeczywiście, ale myślę, że większość środowiska lekarskiego nie akceptuje takich metod działania, to stawia pacjentów w trudnej sytuacji, nie przysparza argumentów Porozumieniu Zielonogórskiemu – mówił Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji.

W sytuacji, gdy w niektórych regionach kraju nadal 75 proc. gabinetów jest zamknięta, kwestia politycznych powiązań PZ jest drugorzędna. Dla pacjentów, którzy jutro będą musieli pokonywać dziesiątki km w poszukiwaniu lekarza rodzinnego ważniejsze jest to, jak rząd konflikt chce rozwiązać. Jak się okazuje, pomysłu na to nie ma powołana w grudniu przez premier Kopacz pełnomocnik w ministerstwie zdrowia Beata Małecka-Libera. Polityk stwierdziła wprost, że nie ma pojęcia jak rozwiązać konflikt, wywołując tym samym falę złośliwych komentarzy.

– A może trzeba powołać jeszcze jedną pełnomocniczkę: do spraw rozwiązania konfliktu związanego z Porozumieniem Zielonogórskim? W takie absurdy oczywiście można brnąć dalej, ale czy to rozwiąże problem?  Wątpię” – komentuje Jarosław Sellin, poseł PiS.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj