fot. PAP/Adam Warżawa

Min. Marcin Przydacz: Donald Tusk woli atakować sojusznika Polski, zamiast sojusznika Rosji

W sytuacji międzynarodowego konfliktu premier Donald Tusk woli atakować sojusznika Polski, czyli Stany Zjednoczone, zamiast Iran, który jest sojusznikiem Rosji. Naprawdę naszych sojuszników trzeba krytykować, a pomagać tym, którzy wysyłają broń do Rosji, która finalnie trafia do walki z Ukrainą? Z kim Pan gra, Panie Tusk? – pytał Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej, który był gościem Telewizji Republika.

Marcin Przydacz odpowiadał na pytania związane z aktualną sytuacją na Bliskim Wschodzie. Zapewnił, że nie ma i nie było ze strony prezydenta Karola Nawrockiego planów wysyłania w rejon konfliktu polskich żołnierzy.

– Prezydent Nawrocki nie ma ani takiej woli, ani nie podejmuje żadnej dyskusji o wysyłaniu polskich żołnierzy na jakąkolwiek wojnę. Choć trzeba wiedzieć, że od wielu lat polscy żołnierze są na Bliskim Wschodzie. Chociażby jest misja UNIFIL w Libanie, są też polscy żołnierze w Kuwejcie – przypomniał minister.

Odnosząc się do swoich wcześniejszych słów dotyczących ewentualnego zaangażowania krajów Europy Zachodniej w odblokowanie Cieśniny Ormuz, stwierdził, że pomogłoby to przywrócić transport surowców energetycznych z Zatoki Perskiej i ustabilizować ceny ropy i gazu na świecie.

– Mówiliśmy o tym, że trzeba z perspektywy zachodnioeuropejskich sojuszników rozważyć chęć przynajmniej zaangażowania w odblokowanie Cieśniny Ormuz. Po to, żeby ceny energii spadły, bo dzisiaj ceny paliwa są po prostu bardzo wysokie – argumentował.

Dodał, że strategia uników ze strony Zachodniej Europy może mieć swoje długofalowe skutki i źle wpłynąć na funkcjonowanie Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zdaniem Marcina Przydacza „zła atmosfera zostanie na przyszłość”.

– Niestety brak okazywanej solidarności w momencie problemów, może zadziałać w dwie strony. Bo dzisiaj to Europa mówi Stanom Zjednoczonym: to jest wasz problem, rozwiążcie sobie go sami. I być może rozwiążą, natomiast zła atmosfera pozostanie na przyszłość i co będzie, jeśli Rosja zaatakuje jakiekolwiek dalsze cele gdzieś w okolicach Europy? Amerykanie mogą wówczas powiedzieć: w sumie to wyście nam nie pomogli, to dlaczego my mamy wam pomagać – stwierdził  i powtórzył, że uważa, iż trzeba było „przynajmniej dyplomatycznie okazać zainteresowanie, a nie obrażać się na rzeczywistość”.

Marcin Przydacz skomentował też pojawiające się ataki na jego osobę ze strony polityków koalicji rządzącej, po tym, jak mówił o solidarności transatlantyckiej i wyraził opinię, że państwa Europy Zachodniej powinny przynajmniej dyplomatycznie zaangażować się w rozwiązanie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jego zdaniem ataki politycznych oponentów to próba odwrócenia uwagi od spraw istotnych i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji.

– To jest forma obsesji i chęć poszukiwania jakiegokolwiek argumentu, żeby zaatakować prezydenta Nawrockiego i polską prawicę. Nawet w sposób absolutnie wymyślony i kłamliwy – przekonywał, dodając, że w imię „krótkowzrocznej polityki i atakowania wewnętrznych celów, dochodzi do osłabiania relacji z kluczowym sojusznikiem, jakim są dla Polski Stany Zjednoczone.

– Z jednej strony to jest celowe po to, żeby zaatakować nielubianego przez nich prezydenta, zbyt mocnego prezydenta. Ale z drugiej strony to jest strategia na wypychanie Amerykanów z Europy. Być może właśnie o to chodzi [rządowi], żeby amerykańskie wpływy polityczne, militarne, w zakresie polityki bezpieczeństwa, były jak najmniejsze w Europie. Bo przecież jak się ich notorycznie obraża i notorycznie pokazuje, że są do niczego, to być może o to chodzi premierowi, czy Romanowi Giertychowi – zastanawiał się minister.

Minister zauważył, że w sytuacji międzynarodowego konfliktu premier Donald Tusk woli atakować sojusznika Polski, czyli Stany Zjednoczone, zamiast Iran, który jest sojusznikiem Rosji.

– Komu służy ta gra, Panie Tusk? Na kogo Pan gra? Komu chce Pan pomagać? Naprawdę naszych sojuszników trzeba krytykować, a pomagać tym, którzy wysyłają broń do Rosji, która finalnie trafia do walki z Ukrainą? Z kim Pan gra, Panie Tusk? – pytał.

– Pamiętajmy, że my naprawdę w zakresie polityki bezpieczeństwa w dużej mierze zależymy od amerykańskich politycznych decyzji. Chciałbym, żeby te relacje były jak najlepsze – podsumował.

 

prezydent.pl

drukuj