Marzenia o europejskim zjednoczonym kalifacie

Francja jest krajem o największej ilościowo w Europie, pięciomilionowej emigracji muzułmańskiej. Sytuację tę krytykują nie tylko środowiska związane z Frontem Narodowym, ale także wielu działaczy i publicystów katolickich. Skąd biorą się te opory, skoro prognozy przewidują, że w najbliższych dziesięciu latach Francja będzie borykać się z brakiem siły roboczej, a od lat muzułmanie stali się elementem francuskiej codzienności i wydawałoby się, że wszyscy przywykli do ich obecności?

W rzeczywistości emigracja muzułmańska stwarza wiele problemów natury politycznej, społecznej i religijnej. W dużym stopniu winę za to ponosi prowadzona od ponad 20 lat polityka emigracyjna. Nie tylko nie zahamowała ona napływu muzułmanów z Afryki, ale też nie potrafiła zasymilować ich we francuskim społeczeństwie. Zresztą od wielu lat nie mówi się nad Sekwaną o asymilacji emigrantów, która traktowana jest jako zamach na religię, kulturę, obyczaje i tradycje. W konsekwencji zdecydowana większość emigracji muzułmańskiej nie akceptuje francuskiej kultury, historii i francuskiego sposobu życia. Obecna polityka integracyjna, która ma na celu „uczynienie z emigranta kogoś, kto przyczyniałby się do dobrego funkcjonowania społeczeństwa”, jest bardzo płynna, szeroka i mało konkretna, tak samo jak sama definicja integracji. Jej konsekwencją jest pozwolenie emigrantom na pozostanie we Francji bez asymilacji we wspólnocie narodowej. W ten sposób Francja przekształca się w państwo wielokulturowe i wielonarodowe.


Fiasko polityki integracji


Znany katolicki publicysta Henri de Lesquen uważa, że skutkiem napływu masowej emigracji muzułmańskiej jest zjawisko podziałów etnicznych, dzielących kraj na osobne części, co na dłuższą metę może być nawet niebezpieczne dla narodu francuskiego. Twierdzi on też, że utopijna jest idea społeczeństwa wielokulturowego, bo jest ono przyczyną narastania wielu konfliktów, co najpierw oznacza wzrost przestępczości, a w konsekwencji może prowadzić do wojny domowej. Jego tezy popierają francuskie statystyki. Wynika z nich, że zdecydowaną większość francuskich więźniów stanowią emigranci z Afryki. Argumenty de Lesquena potwierdzają też kilkutygodniowe rozruchy, do jakich doszło w podparyskich przedmieściach jesienią 2005 roku. Młodzi ludzie z pierwszego, drugiego, a nawet trzeciego pokolenia muzułmańskiej emigracji niszczyli, co popadło, podpalali autobusy, rozbijali sklepy, napadali na ludzi. Uczestnicy tych zajść określali się jako muzułmanie, Czarni lub Afrykanie, ale nie jako Francuzi. Rozruchy te objęły nie tylko region paryski, ale miały miejsce w wielu dużych miastach Francji. Ukazały one dobitnie fiasko tzw. polityki integracji i były przedsmakiem „małej wojny domowej”. Było też widać, jak władza dysponująca wszystkimi możliwymi środkami niemal bezczynnie przyglądała się przez wiele dni wyczynom rozwydrzonych chuliganów, co było nie do pomyślenia poza granicami Francji. Owa „bezczynność” jest konsekwencją tolerowania od lat zjawiska izolowania się afrykańskich emigrantów, akceptacji ich sposobu życia, często sprzecznego z zasadami republiki.


Zderzenie islamu z chrześcijaństwem


Podkreśla się też zagrożenie, jakie niesie islamizacja Francji dla chrześcijaństwa. Zdaniem Henri de Lesquena, islam jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem, bo istnieje zasadnicza różnica między tymi religiami, polegająca na koncepcji społeczeństwa utworzonego przez zachodnią cywilizację. Muzułmanie nie wierzą w wolną wolę ani w jakąkolwiek formę wolności i twierdzą, że nawet w niebie pobożny muzułmanin nie spotka Boga. Dlatego tajemnica Wcielenia jest dla nich bluźnierstwem. Konsekwencją tego jest zakaz przedstawiania człowieka, a także wszystkiego, co dotyczy tego świata w sztuce religijnej. Z tego też wynika odmienna wizja społeczeństwa, która w chrześcijaństwie bazuje na ewangelicznym „Oddajcie cesarzowi to, co cesarskie, a Bogu to, co boskie”. Islam zaś nie robi różnicy między tym, co laickie, a tym, co religijne. Dlatego opowiada się za koncepcją społeczeństwa totalitarnego. Dla Henri de Lesquena jest to jednocześnie totalitarna religia i system polityczny, które – podobnie jak komunizm – mają na celu zdobycie świata i utworzenie z niego zjednoczonego, islamskiego kalifatu. Dlatego twierdzi on, że islam jest nie do pogodzenia z Zachodem i Republiką Francuską. Co więcej, de Lesquen idzie dalej, uważając, że religijny muzułmanin nie może być dobrym Francuzem, bo uważa on prawo francuskie za nielegalne, stawiając na jego miejsce islamski szarijat. Katolicki pisarz, zajmujący się od lat problematyką prześladowania chrześcijan, Thomas Grimaux ma również bardzo krytyczny stosunek do postawy wielu muzułmanów we Francji i prowadzonej wobec nich polityki. Przypomina, że w krajach muzułmańskich, takich jak Arabia Saudyjska, Iran czy Egipt, chrześcijanie są bardzo często prześladowani albo traktuje się ich jako obywateli drugiej kategorii. We Francji zaś przyjmuje się z tych krajów imamów, którzy na dodatek często prowadzą agitację antychrześcijańską i antyzachodnią. Co więcej, obecny prezydent Nicolas Sarkozy chce finansować meczety z budżetu państwa. Thomas Grimaux uważa, że domaganie się praw dla muzułmanów powinno być uzależnione od tego, jak traktuje się chrześcijan w krajach, skąd pochodzą. Twierdzi on też, że francuska polityka zagraniczna powinna jasno stawiać warunki państwom muzułmańskim, uzależniając współpracę z nimi od stopnia wolności religijnych.


Franciszek L. Ćwik
drukuj